Poza Przestrzenią #1

Śniłam o raju. Pierwszy raz od dawna nie dręczyły mnie przerażające koszmary z których nie mogłam się obudzić.

Tym razem wiedziałam, że nic mi nie grozi. Byłam bezpieczna w swoim śnie. Patrzyłam na wszystko z góry, tak jak zawsze miało to miejsce. Tylko, że teraz widziałam siebie otoczoną zielenią. Stałam na polanie, mała, bezbronna postać; szczupła, delikatna, przestraszona dziewczynka pośrodku przestrzeni. Przede mną, kilkaset metrów dalej rozciągał się ogromny las, z jednej strony nieprzenikniony, z drugiej znajomy jako bezpieczeństwo. Gęsta trawa sięgała mi do kolan, słońce schowane za cienkimi chmurami rzucało na moją postać cudowny blask. Czułam się niesamowicie. Patrzyłam z góry raz na nieruchomą dziewczynę na dole, na siebie, raz na rozciągający się po horyzont las.

Wiedziałam, że to sen. Czułam, że to sen. A jednak wszystko było prawdziwe.

Byłam w raju.

Usłyszałam budzik.

Raj zniknął, zastąpiła go czerń. W ciemności pojawił się pomarańczowy punkcik. Zaczął się powiększać, aż nagle buchnął z niego ogień parząc mi skórę.

Otworzyłam oczy i przez sekundę znów widziałam las, polanę, siebie. Ten obraz mnie uspokoił, serce mi zwolniło, oddech wrócił do normy. Pozostał tylko pot na całym ciele, ale potrafiłam się przekonać, że to od gorąca panującego wśród traw.

Wyłączyłam budzik i usiadłam na łóżku. Nie czułam przygnębienia, do którego zdążyłam już przywyknąć, tego wywołanego potwornymi snami. Byłam w błogim, spokojnym nastroju. Dla mnie znakomitym.

Wstałam powoli, niepewna czy ten stan nie zniknie jak bańka mydlana, kiedy tylko zbyt gwałtownie się poruszę. Do okna podeszłam na palcach. Lekkość i radość przepełniały mnie całą. Bańka mydlana. Niepewna, ulotna, delikatna. I warta uwagi, chwili radości.

Rozchyliłam zasłony i zobaczyłam, że raj jest także tutaj, na podjeździe mojego domu. Widok był piękniejszy niż we śnie, chociaż czułam się inaczej.

Cały parapet, aż do połowy okna, zakrywał biały puch, świeży, nienaruszony. Tak samo było z podjazdem. Gruba warstwa śniegu, bez nawet jednego śladu, tajemniczo otaczająca równie puszyste samochody rodziców. Delikatnie wystający czarny lakier obu, w większości był przykryty, jakby się schował z obawy przed wszechogarniającą bielą.

Podniosłam wzrok na niebo. Nieśmiało spadały z niego grube płatki śniegu, pilnowane z góry przez ogromne, jasnoszare chmury. Kojarzyły mi się z kocem w który można się wtulić, z czymś niesamowicie miękkim.

Kochałam śnieg i zimę. Kochałam tą nieskazitelną biel na której niczego nie dało się ukryć. Kochałam patrzeć na obłoczki pary wylatujące z ust i to jak zamarzały mi włosy po dłuższym pobycie na dworze. Zima była niezaprzeczalnie piękna.

Położyłam dłoń na wewnętrznej stronie parapetu, żeby popchnąć okno, ale po chili ją cofnęłam. Nie chciałam zepsuć tego nieskazitelnie czystego i równego puchu. Wróciłam do łóżka i usiadłam na brzegu. Przez chwilę napawałam się tym jak cudownie zaczął się dla mnie ten dzień.

Nagle odkryłam z zaskoczeniem, że to nie sceneria za oknem wprawiła mnie w taki nastrój, tylko to, co czułam we śnie. W tej chwili nie potrafiłam sobie nawet przypomnieć przygnębienia wywołanego koszmarami sennymi ostatnich miesięcy. Jakby nigdy nie istniało.

Wiedziałam, że powinno mnie to ucieszyć, albo chociaż uspokoić, tym czasem było zupełnie na odwrót. Czułam niezrozumiały niepokój, bo coś czego wcześniej nie dostrzegałam stało się oczywiste. To sny definiowały mój nastrój. Odkąd zaczęły się koszmary, zaczęło się też przygnębienie. A teraz, kiedy śniłam o raju, byłam szczęśliwa jak nigdy dotąd. Z resztą nie tylko szczęśliwa, to było coś więcej. Radość, spokój, błogość, pewność, szczerość. To, co dobre na tym świecie, należało teraz do mnie. Czułam to w sobie i postanowiłam się tego trzymać najmocniej i najdłużej jak potrafiłam.

Pokrzepiona myślą, że mam kontrolę nad tym jak się czuję, prawie w podskokach poszłam do łazienki. Wzięłam prysznic po czym owinięta ręcznikiem i z pozostawionymi do wyschnięcia mokrymi włosami wróciłam do siebie. Ubrałam się tak jak od dziecka miałam w zwyczaju, po swojemu. Założyłam szare dresy zwężane ku dołowi, luźną, całkowicie czarną koszulkę z rękawem za ramiona i czerwoną, rozpinaną bluzę z czarnymi rękawami, typu college. Jasny brąz włosy roztrzepałam i jeszcze raz wytarłam ręcznikiem. Byłam pewna, że do wyjścia wyschną. Wciągnęłam na głowę brązową opaskę i ułożyłam tam, gdzie czoło przechodzi we włosy. Masa mokrych kosmyków moczyła mi bluzę do wysokości łopatek. Trudno.

Zeszłam na dół i dopiero tam zorientowałam się, że pozostali domownicy jeszcze śpią. Było wcześnie rano a ja wyjątkowo nie zaspałam. Właśnie , nie zaspałam. Jak w transie nalałam sobie szklankę soku pomarańczowego i oparłam się z nią o wyspę pośrodku kuchni. Myślałam o tym, że nie zaspałam. Z wcześniejszych, przerażających snów, nie był mnie w stanie wyrwać nawet budzik. Budziłam się dopiero kiedy koszmar się kończył. A dzisiaj, kiedy w mojej głowie widniał raj, dzwonek wyrwał mnie z niego.

- Witamy rannego ptaszka. Czyżby blask śniegu zbudził cię przedwcześnie?

Wzdrygnęłam się wyrwana gwałtownie z myśli.

- Tak. Renifery za bardzo dzwoniły dzwonkami.

Mój brat parsknął śmiechem i przewrócił oczami. Minął mnie i też nalał sobie sok. Pił go krzywiąc się, wiedziałam, że nie lubił tego smaku. Widać chciał ze mną o czymś porozmawiać, czując się w roli mojego opiekuna jako starszy brat.

- Posłuchaj Nuka... - zaczął. Odstawiłam pustą szklankę i spojrzałam na niego. Brzmiał poważnie. - Ostatnio nie było okazji, żeby z tobą porozmawiać, bo rano od razu wychodziłaś z domu, a po szkole wracałaś jakby ci ktoś po kolei kończyny wyrywał...

- Okej, zrozumiałam - przerwałam mi, nie chcąc słuchać jak to wyglądało z punktu widzenia innych.

- Super. W takim razie powiedz mi co się dzieje. Jesteś moją małą siostrzyczką, pomogę ci.

Uśmiechnęłam się. Chociaż miałam już ponad siedemnaście lat, cały czas byłam jego małą siostrzyczką. I sądziłam, że to się nigdy nie zmieni.

- Już wszystko okej. Miałam trudny czas w szkole, źle spałam. Byłam po prostu zmęczona.

Poczułam ukłucie winy, że okłamuję brata, ale co innego miałam mu powiedzieć? Że dopiero co odkryłam, że sny mają bezpośredni wpływ na to jak się czuję i co przeżywam?

- Tylko tyle? Na pewno?

- Tak, braciszku, na pewno.

Uśmiechnęłam się szczerze i szeroko. Bańka mydlana jak na razie nie pryskała i miałam nadzieję, że taki nastrój będzie mi towarzyszył chociaż przez ten jeden dzień.

- To dobrze.

Puścił mi oko i po chwili zrobił idealnie wyreżyserowaną skwaszoną minę. Wybuchłam krótkim śmiechem i wzięłam od niego szklankę z ledwo naruszonym sokiem, którą mi podawał. Jednym duszkiem wypiłam jej zawartość.

- Nie cierpię soku pomarańczowego. Nie mam pojęcia jak możesz to pić.

- Ze smakiem - odparłam oblizując usta.

- Nuka! Śmiejesz się!

Odwróciłam się w bok i zobaczyłam mojego siedmioletniego brata biegnącego do mnie. Stanęła pośrodku kuchni i kiedy do mnie dobiegł złapałam go i obróciłam dookoła.

- Tak Timmy, wróciłam - szepnęłam zarówno do niego, jak i do siebie.

Miałam nadzieję, że teraz niezależnie od snów będę umiała utrzymać dobry humor, chociaż na pokaz. Nie chciałam ani rozczarować młodszego Timmy'ego, ani niepokoić starszego Roberta i rodziców. Bo dopiero teraz dotarło do mnie, że nie tylko ja odczuwałam swoje przygnębienie.

 

#######################################################################################################

Cześć wszystkim. To moje zupełnie pierwsze opowiadanie jakim zaczynam się dzielić z innymi, więc proszę skomentujcie to jakoś. Czy się podoba, czy nie. Co do poprawy itp.

I proszę o wyrozumiałość bo z komputerami mi nie po drodze i trochę się nie ogarniam na tych wszystkich stronach.

#######################################################################################################

Średnia ocena: 4.5  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (5)

  • Vasto Lorde 15.07.2015
    W niektórych momentach brakuje przecinków, ale ja oceniam fabułę. Lekko się czytało, 4 :) Z chęcią przeczytam więcej :)
  • Amy 15.07.2015
    Podobnie jak Vasto. Zajrzyj do poradnika na forum, może pomoże Ci wyeliminować błędy interpunkcyjne, bo i tak nie jest ich dużo. :)

    A teraz fabuła. Podobało mi się, choć jest coś, czego nie rozumiem. Po co Robert wlewał sobie sok pomarańczowy, skoro go nie lubi? Przez jakiś czas myślałam też, że raj ze snu przeniósł się też do rzeczywistości. Chciałam nawet napisać w komentarzu, że jak to: najpierw trawy, a później śnieg? To nielogiczne. ;)
  • Amy 15.07.2015
    Aha i witamy na stronie. :)
  • Alex 15.07.2015
    Nalał sobie, żeby zwrócić jej uwagę, że chce z nią porozmawiać o czymś ważnym. Chociaż jak teraz na to patrzę, to racja, to trochę bez sensu. A raj ze snu nie ma nic wspólnego ze śniegiem. A nad interpunkcją postaram się popracować
    I dzięki za powitanie mnie Amy :)
  • Autor Anonimowy 15.07.2015
    Nieco błędów, głównie interpunkcyjnych:

    "Pierwszy raz od dawna nie dręczyły mnie przerażające koszmary z których nie mogłam się obudzić." przecinek
    "Przede mną, kilkaset metrów dalej rozciągał się ogromny las, z jednej strony nieprzenikniony, z drugiej znajomy jako bezpieczeństwo." przecinek; coś mi nie pasuje w ostatnim fragmencie - znajomy jako bezpieczeństwo? może lepiej znany, kojarzony z bezpieczeństwem?
    "Zaczął się powiększać, aż nagle buchnął z niego ogień parząc mi skórę." przecinek przed imiesłowem
    "Nie czułam przygnębienia, do którego zdążyłam już przywyknąć, tego wywołanego potwornymi snami. " wydaje mi się, że słowo "tego jest zbędne"
    "Kojarzyły mi się z kocem w który można się wtulić, z czymś niesamowicie miękkim." przecinek
    "Kochałam tą nieskazitelną biel na której niczego nie dało się ukryć." przecinek
    "Położyłam dłoń na wewnętrznej stronie parapetu, żeby popchnąć okno, ale po chili ją cofnęłam." chwili
    "Przez chwilę napawałam się tym jak cudownie zaczął się dla mnie ten dzień." przecinek
    "Czułam niezrozumiały niepokój, bo coś czego wcześniej nie dostrzegałam stało się oczywiste." przecinek
    "Wzięłam prysznic po czym owinięta ręcznikiem i z pozostawionymi do wyschnięcia mokrymi włosami wróciłam do siebie." przecinek
    "Jasny brąz włosy roztrzepałam i jeszcze raz wytarłam ręcznikiem." -> coś nie brzmi za dobrze
    "Było wcześnie rano a ja wyjątkowo nie zaspałam." przecinek
    "Właśnie , nie zaspałam." niepotrzebna spacja przed przecinkiem
    "Budziłam się dopiero kiedy koszmar się kończył." przecinek
    "- Ze smakiem - odparłam oblizując usta." przecinek
    "Stanęła pośrodku kuchni i kiedy do mnie dobiegł złapałam go i obróciłam dookoła." stanęłam, przecinek

    Wydaje mi się, że to jeszcze nie wszystkie miejsca, gdzie brak przecinków, ale czasem sama nie jestem pewna. Pod tym względem tekst naprawdę wyróżnia się na tle innych; widać, że wiesz, gdzie powinien znaleźć się przecinek, a gdzie nie, a powyższe braki zapewne wynikają z pośpiechu lub jakiejś niedokładności. Ale usterki da się zdecydowanie wyeliminować i będzie dobrze!
    Oprócz nich, nie wyłapałam żadnych poważnych błędów. A to naprawdę duży plus.
    Estetyka tekstu jest bardzo dobra, do tego nie można się przyczepić. Nie zrażasz czytelnika ścianą nieprzerwanego tekstu i nie męczysz jego oczu. Brawo!
    Czytało się naprawdę przyjemnie, a to znaczy, że potrafisz nie tylko zainteresować czytelnika, ale i w pewien dogodny sposób przeprowadzić go przez swoją historię. A ja zdecydowanie mam ochotę dowiedzieć się, co będzie dalej i postaram się śledzić na bieżąco. Tworzysz całkiem zgrabne, delikatne opisy, które przypadły mi do gustu. Więc ja jestem zdecydowanie na tak.
    Zostawię 5, bo nie mogę wiele zarzucić temu tekstowi, a jak wspomniałam - błędy można poprawić, jeśli się tylko chce.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania