Poza Przestrzenią #2
Mama pracowała dzisiaj w domu, więc udało mi się pożyczyć jej samochód, żeby pojechać do szkoły. Patrzyłam zafascynowana jak śnieg pada na przednią szybę pomiędzy kolejnymi ruchami wycieraczek. Przy każdym naciśnięciu pedału gazu czułam, że mam prawy but i skarpetę przesiąknięte wodą. Było to efektem dziury w podeszwie. Lubiłam jednak swoje czarne, skórzane trampki tak bardzo, że nie potrafiłam się ich pozbyć. Tak samo jak wyblakłej czerwonej kurtki do ud, którą także miałam na sobie.
Nagle śnieg zniknął z drogi. Szare chmury i białe drzewa wokół zastąpiła czerń i ognisty pomarańcz. Kolory z moich koszmarów.
Nadal siedziałam w jadącym samochodzie, ale nie miałam już nad nim żadnej władzy. Wszystko wokół było czarne. Droga, wnętrze samochodu, pnie drzew, nawet powietrze się takie wydawało. Tylko korony drzew płonęły pomarańczowo, żywym ogniem, który nigdy nie miał się wypalić.
Sceneria była nowa, ale całość znajoma. Uczucia przerażenia, bezsilności, uwięzienia, przytłaczająca czerń i ogarniający wszystko ogień.
Coś jednak się zmieniło. Nie spałam. Wiedziałam, że nie śpię i wszystko dzieje się na jawie. Byłam przytomna, a jednak tak samo zamknięta w koszmarze. I nie byłam już tylko obserwatorem. Nie patrzyłam, jak to mnie otacza, jedynie czując te same emocje. Nie widziałam co się dzieje. Teraz byłam w tym bezpośrednio. W samym centrum przerażającej rzeczywistości.
Rozglądałam się na boki i jedyne co widziałam, to ogień i czerń. Płomienne korony drzew powiększały się, były ogromnymi ognistymi kulami. Przejmowały panowanie nad czernią, zbliżały się do mnie. Czułam na skórze gorąco, ból palił, parzył mnie, ogień znalazł się we wnętrzu samochodu. Rozświetlił ciemność dziką pomarańczą, ogarnął mnie, pochłonął. Krzyczałam, ale byłam sama, nikt mnie nie słyszał. Przerażenie ogarniało mnie całą, od wewnątrz, od środka wlało się do mózgu i krwi. To koniec, koniec, koniec... Sen stał się rzeczywistością, płomienie były realne...
Uderzenie, gwałtowne, wstrząs, który wybił mi powietrze z płuc.
Płomienie zniknęły.
Czerń przeszła w biel.
Biel w nicość.
Dryfowałam.
~~Nuka~~
Głos delikatny, dobiegający z przestrzeni, łagodny, miękki.
Moje imię.
~~Ian~~
Ten sam głos.
Nieznane mi imię.
Dryfowałam.
~~Nuka...~~
~~Nie możesz~~
~~~Ian~~~
~~Nie...~~
~~Muszę..~~
~~Ian~~~
~~Nuka~~
Bum! Byłam z powrotem na ziemi. Nie było ognia. Nie było ciemności. Było tylko szare niebo, ogromne płatki śniegu, spadające na moją twarz, na całe ciało. Zimno pod plecami.
Spokój.
~~Wróć do żywych. Wróć do świata...~~
Ten sam miękki głos, niewyraźna twarz nade mną.
- Nuka.
Ten głos pewny, niedochodzący z przestrzeni, tylko zaraz nade mną.
Nagle kształty mi się wyostrzyły. Twarz mężczyzny nade mną, a raczej chłopaka. Czarne włosy. I to, że nie mógł być dużo starszy ode mnie. Więcej nie zdążyłam zobaczyć. Byłam pewna, że nigdy wcześniej go nie widziałam, a mimo to... Przemieszane uczucia z koszmaru i snu o raju, albo chociaż o łące, to wszystko poczułam w jednej chwili. Jego twarz zniknęła, śnieg zasypał mi oczy.
Postanowiłam odpuścić sobie dzisiaj szkołę.
Komentarze (1)
Ta była nieco inna i skupiła się głównie na niesamowitym zjawisku, którego świadkiem, a raczej uczestnikiem była bohaterka. Przyznaję szczerze - tekst jest dopracowany pod względem estetycznym w wysokim stopniu i nie ma literówek, czy błędów, które wpadłyby w oko. Przecinki też są na swoich miejscach, więc za to duży plus (chyba, nie jestem ekspertem od tych kwestii).
Niektóre opisy wydają mi się nieco zagmatwane, ale to tylko moja opinia. I czasem nie byłam pewna co tak naprawdę się dzieje, a może to wina późnej godziny i słabiej pracującego umysłu. Nieważne, nie zmienia to faktu, że to dobry tekst i ciekawie ukazana rzeczywistość bohaterki. Będę śledziła dalsze losy.
Wydaje mi się, że 4,5 byłoby całkowicie sprawiedliwą oceną, ale nie mogę dawać połówek, więc zostanę przy 5. Brawo, potrafisz zaciekawić czytelnika ;)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania