Poza Przestrzenią #3
Obudziłam się w swoim łóżku. Uporczywe brzęczenie budzika nie dawało mi spokoju tak długo, aż uderzyłam w niego na tyle gwałtownie, że znalazł się na podłodze. Czułam się niewyspana i głodna, ale nic oprócz tego.
Wstałam i podeszłam do okna, jak to zazwyczaj rano robiłam. Świat był zasypany śniegiem, ale nie było w tym nic magicznego. Oczywiście, biel dookoła wyglądała pięknie, szczególnie, że śnieg skrzył się od delikatnych promieni słońca.
W jednej chwili wszystko do mnie dotarło. To, co wydawało mi się miesiącami koszmarnych snów, w rzeczywistości było tylko jednym, długim snem. Nie było tych dziwnych uczuć, rozmowy z bratem, wypadku. Sięgnęłam pamięcią wstecz i tak, jak myślałam, zobaczyłam szkołę i swoje normalne życie. Zresztą, gdybym obudziła się po wypadku, leżałabym w szpitalu, a nie w domu.
Uświadomiwszy sobie to wszystko, odetchnęłam z ulgą. Byłam normalna! Nic nie było ze mną nie tak!
Miałam tylko bardzo realistyczny sen. Byłam w nim ja i moi bliscy.
I czarnowłosy chłopak.
Ian.
Potrząsnęłam głową i postanowiłam zapomnieć o tym śnie. Wydawał mi się byt dziwny.
Wyszykowałam się do szkoły, założyłam ten sam komplet, w którym we śnie miałam rzekomy wypadek. Gdyby to było prawdą, te ubrania nie leżałyby spokojnie w mojej szafie. A leżały, teraz już na mnie. To mnie przekonało.
Na śniadanie pochłonęłam dwie miski płatków corn flakes i ogromną szklankę soku pomarańczowego. Czułam się jakbym nie jadła od tygodnia.
Dojechałam do szkoły samochodem mamy. Bez żadnego, wytworzonego przez mój mózg wypadku. Na parkingu podbiegła do mnie moja najlepsza i jedyna prawdziwa przyjaciółka. Bieganie po szkolnym parkingu było w jej stylu, jak najbardziej.
- Nuka, nareszcie!
Nareszcie, hmm... Przecież do lekcji zostało jeszcze 15 minut.
- Dzisiaj przychodzi do nas chłopak z innej szkoły, robić wykład o fizyce czegoś tam. - oznajmiła mi żywiołowo.
No tak, chłopak. Jej działka.
- Cieszę się. Chociaż pewnie i tak nic nie zrozumiem. - powiedziałam, śmiejąc się z niej w duchu.
Szczerze, to kompletnie o tym nie pamiętałam. Zupełnie. Jakbym nawet o tym nie wiedziała.
- Chodź, bo się spóźnimy!
Pociągnęła mnie do sali, jakby dookoła się paliło. Jakby wszystko ogarniał pomarańczowy ogień... Nie!
Holly nie tyle nigdy nie spieszyła się na fizykę, co po prostu zazwyczaj na nią nie przychodziła. Kto wie, może wykład miał poprowadzić nieznajomy chłopak w naszym wieku, właśnie po to, żeby zmusić do przyjścia dziewczyny takie, jak moja przyjaciółka.
Kiedy doszłyśmy do klasy, trzy minuty później, byłyśmy jednymi z ostatnich, zajmującymi miejsca. Nieznajomy chłopak wszedł do sali zaraz po dzwonku. Nie spodziewał się chyba, że wszyscy będą już na swoich miejscach.
Podniósł wzrok i popatrzył na zebraną klasę.
Na Holly.
Na mnie.
Ian.
Coś przewróciło mi się w żołądku. To był on. Chłopak, który był w moim bardzo rozbudowanym śnie. Nie znałam go. Widziałam tylko w swojej głowie. Mimo to... Znowu zalała mnie mieszanka uczuć i emocji. Koszmary, radość, spokój, strach. Odpychałam to od siebie, ale to samo czułam, kiedy zobaczyłam go we śnie. Był taki realistyczny...
- Nuka? Okej? Słabo wyglądasz. - Głos Holly przebił się do mnie, ściągając z powrotem na ziemię.
Podniosłam wzrok. Kiedy tylko to zrobiłam, on znów na mnie patrzył. Ian.
- Zjadłam za dużo na śniadanie. Niedobrze mi. - mruknęłam do Holly, po czym wstałam i wyszłam z sali.
Pobiegłam prosto do łazienki, zamknęłam się w jednej z kabin. Tak nagły, ogromny stres sprawił, że nie wytrzymałam. Pochyliłam się nad kibelkiem i zwymiotowałam całe swoje ogromne śniadanie.
~~Nuka...~~
Głos w mojej głowie. Nie ten miękki i delikatny. Męski głos chłopaka, który już kiedyś słyszałam.
~~Nuka...~~
Ian!
Zaczęłam gwałtownie ruszać głową na boki i uderzać się po skroniach. Jednak zwariowałam. Widzę chłopaka ze snu, słyszę w głowie jego głos, powtarzający moje imię.
~~Nuka...~~
Przerwa. Cisza.
~~Ian...~~
Nie wytrzymałam.
-Stooooop!!! - wrzasnęłam.
Byłam wariatką. Co, jeżeli ktoś mnie usłyszał? Nie, trwały lekcje, wszyscy byli w salach.
Przecież to nie może się dziać naprawdę, muszę się tylko uspokoić. Muszę wrócić do sali.
Spuściłam swoje śniadanie, wstałam i wyszłam z kabiny. Wypłukałam usta wodą dobrych parę razy, a potem wodą z mydłem. Dopiero to pomogło mi pozbyć się ohydnego smaku. Zerknęłam jeszcze w lustro i poprawiłam opaskę, tak dla zasady. Nic nie wskazywało na to, że coś jest ze mną nie tak. Wyglądałam całkowicie normalnie.
Wróciłam do sali w trakcie opowiadania o tym, jak cząsteczki różnych rzeczy wpływają na nasze życie. Nie patrzyłam na Iana. Chłopaka. Nieznajomego. Wbiłam wzrok w stół i starałam się skupić na jego słowach. Fizyka to zdecydowanie nie mój konik.
-... Czasem tak samo wszystko wpływa na sny. A czasem to sny wpływają na nas. Nie wiem, czy ma to jakiś związek z fizyką, ale na pewno zainteresuje was bardziej niż cząsteczki. - oznajmił niespodziewanie chłopak.
Drgnęłam, ale dzielnie walczyłam, żeby nie podnosić wzroku.
- Zazwyczaj sny są pochodną tego, co przeżyliście. Bardzo rzadko zdarza się, że przewidują one przyszłość, chociaż czasem tak jest...
~~Przestań!!!~~ - wydarłam się w myślach, podnosząc wzrok i wbijając go wściekle prosto w jego oczy.
Na sekundę mina mu zrzedła, ale szybko powrócił do lekkiego uśmiechu.
- No, ale dość o snach, wróćmy do fizyki...
~~Dobrze Nuka~~
Jego głos rozbrzmiał w mojej głowie jakby stłumiony przez coś. Wstrząsnęło mną niespokojnie, ale na szczęście Holly była zbyt skupiona na wykładowcy, żeby to dostrzec.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania