Poza Przestrzenią #5
Nasze oczy spotkały się, a ja swoje od razu zamknęłam. To, że byłam ciekawa, nie znaczyło, że nie przerażało mnie słuchanie głosów w mojej głowie.
- Nie martw się, nie zamierzam tego na razie robić
~~Świetnie.~~
To słowo samo mi się wyrwało. Nie panowałam nad tym!
- Ale będzie mi łatwiej, jak ty też się powstrzymasz od takiego rodzaju komunikacji.
Po cichym i spokojnym głosie nie było już śladu. Teraz słyszałam zniecierpliwienie, a może nawet rozdrażnienie.
Bałam się i bez tego, ale poczułam też złość. Nie miałam pojęcia, co się dzieje, nie panowałam nad swoimi myślami! Jako ktoś bardziej rozeznany, mógłby okazać trochę cierpliwości.
- Nie panuję nad tym – przyznałam.
Nieznajomy wiedział o mnie więcej niż ja sama.
Rozmawiałam z nim, jakbyśmy się znali już długo.
Widziałam go we śnie.
Znałam jego imię.
A on znał moje.
- Okej, wybaczam ci. Chodź ze mną.
Teraz to ja cofnęłam się o krok. Nie miałam zamiaru wychodzić z tym człowiekiem ze szkoły.
- Wracam na lekcje.
Nie wiedziałam czy to wszystko nie jest tylko żartem, albo co gorsza kolejnym snem… Cały czas jednak nie odchodziłam. Byłam zbyt ciekawa. I zbyt kurczowo trzymałam się tego, że ktoś wiedział o mnie rzeczy, których się bałam. Chciałam zaufać chłopakowi. Ianowi. Potrzebowałam tego.
Musiał to zobaczyć.
Albo poczuć.
Albo jedno i drugie.
- Wiem o twoich snach. Które nie były snami.
Zadziałało. Od razu odechciało mi się iść na lekcje. Sama poczekałam aż na mnie spojrzy i złapałam jego wzrok. Nie wiedziałam czemu tak robię, po prostu w ten sposób było mi łatwej spytać o rzeczy, których nie rozumiałam i których się bałam.
~~Co nie było snami?~~
Zamknęłam oczy i zacisnęłam pięści, oczekując aż odpowie mi w ten sam sposób.
- Zamknięcie oczu nic nie pomoże. Ale obiecałem odpuścić ci ten rodzaj komunikacji. A snem nie było nic. Wypadek, ja, koszmary, łąka. Nic.
Jego głos pobrzmiewa w mojej głowie jeszcze dobrą chwilę, chociaż nie przekazywał mi nic myślami. Po prostu informacje czekały, aż będę gotowa, żeby je przyswoić.
- Przecież nie byłam w szpitalu, rodzice nic nie wiedzieli… - słowa same wypływały mi z ust, moja podświadomość próbowała się bronić przed tym, czego nie dało się wytłumaczyć w logiczny sposób.
- Nie byłaś w szpitalu, bo nic ci się nie stało, w czy nie mógłbym ci pomóc. Rodzice myśleli, że byłaś w szkole, a nauczyciele i znajomi, że w domu. Nie próbuj sobie nic tłumaczyć Nuka, daj mi powiedzieć prawdę.
Wzięłam głęboki wdech i zrobiłam wydech. Teraz było już za późno, żeby się wycofać.
~~Dobrze~~
- Cieszę się. Tylko, że coś ci już powiedziałem o miejscu na taką rozmowę.
Postanowiłam powiedzieć mu wprost, co o tym myślę.
- Nie pójdę nigdzie z nieznajomym, który nawiedza mnie w snach.
Chłopak, znałam przecież jego imię, chociaż nigdy się nie przedstawił, Ian wybuchnął krótkim, urywanym śmiechem. Szybko na powrót spoważniał i zmierzył mnie wzrokiem od stóp do głów.
- Po pierwsze, to nie były sny. Po drugie… czy naprawdę myślisz, że odszukałem cię po to, żeby cię skrzywdzić?
Jego głos był poważny, tak samo jak wyraz jego twarzy. Po śmiechu nie pozostał nawet cień.
Pomimo strachu i zupełnego rozkojarzenia, wyłapałam jedno, nowe w naszej rozmowie, słowo.
- Odszukałeś mnie? Nie rozumiem.
- I nie chcesz dać sobie wyjaśnić.
Popatrzyłam na niego spode łba. Po raz pierwszy w czasie tej chaotycznej i niezrozumiałej rozmowy, poczułam się na tyle pewnie, żeby to zrobić. Teraz musiałam jeszcze tylko się przekonać do pójścia z nim. Byłam zaintrygowana, ale cały czas się bałam, że to może źle się dla mnie skończyć.
- Jaką mam pewność, że mnie nie skrzywdzisz?
Zadałam to pytanie w tak prosty sposób, bo uznałam, że tak będzie najłatwiej. Skoro graliśmy w otwarte karty, to proszę bardzo.
- Zaufaj mi, nie mogę tego zrobić.
- Dlaczego?
~~Bo takie mam zadanie, Nuka~~
Nie spodziewałam się, że to zrobi, więc nie byłam na to przygotowana.
Zacisnęłam powieki, pochyliłam głowę i mocno przycisnęłam dłonie do skroni. Ogarnęło mnie przerażenie. Nie chciałam w głowie niczyich głosów!
Przecież mi obiecał! Obiecał, że nie będzie tak robić! Jak miałam mu zaufać?
Poczułam na ramieniu rękę Iana. Jeszcze zanim spojrzałam, wiedziałam, że to jego. Może dlatego, że nikogo więcej nie było na korytarzu, a może… Czy mogłam poczuć to w podobny sposób w jaki słyszałam go w myślach?
Miałam nadzieję, że nie.
- Nie dotykaj mnie! – warknęłam, prostując się i odsuwając.
Wyglądał na zbitego z tropu. Widać myślał, że udało mu się już zdobyć moje zaufanie.
- Obiecałeś tego nie robić! – krzyknęłam.
W tej samej chwili zadzwonił dzwonek. Nie myśląc o tym, co inni pomyślą o mnie, pobiegłam prosto do klasy, w której zostawiłam rzeczy.
Nagle szkoła zniknęła. Przed moimi oczami pojawiła się ciemność. Wiedziałam, co zaraz nastąpi, ale nie zmniejszało to mojego przerażenia.
Uderzyłam głową w coś twardego. Czułam ból w kolanach, ramionach, na całej twarzy…
Komentarze (1)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania