Pozorna odpowiedzialność
-Jestem królem!
Na ten krzyk wszystkie głosy w sali ucichły.
-Co oznacza że jestem tutaj najważniejszy.
Sala wciąż milczy.
-Więc skoro jestem tu najważniejszy, to dlaczego mam wrażenie, jakbym był tutaj jedynie nieważnym pionkiem.
Nie usłyszał znowu żadnej reakcji.
-Tak właściwie to co my tutaj robimy? Pogubiłem się w tym bałaganie.
Dopiero teraz usłyszał przytłumiony głos z głębi sali:
-Wasza wysokość rządzi,a my w tym pomagamy.
Teraz to Król zamilczał, cała sala czekała wpatrzona w niego, próbując zrozumieć skąd ten nagły wybuch. W końcu tak wyglądają posiedzenia rady królewskiej od trzech miesięcy, od kiedy stary król już nie obudził się z popołudniowej drzemki. Jego syn natomiast od tamtej pory próbuje dorównać mu w nijakości i próbach przejęcia inicjatywy podczas spotkań z ważniejszymi osobami w państwie. Tym razem skończyło się tak jak zwykle, szlachetny monarcha, wydawać by się mogło, ułożył sobie w głowie swoją pozycję i z dumą napiął się na swoim tronie. Głos wydobyty z wnętrza sali widocznie przypomniał mu, że przecież on tu rządzi, mimo że nie jest świadom, na czym to rządzenie się zaczyna a na czym kończy. Ale to nie ważne, liczy się to, że te kilka osób przy dębowym stole, najwybitniejsi przedstawiciele swojego cechu, duchowni, mędrcy wszelkiego rodzaju, podlegają jemu i jego majestatowi. A to oznacza, że muszą nazywać go „waszą wysokością” oraz kłaniać mu się. Taka forma władzy miała dla niego największą wartość - możliwość tłamszenia lepszych od siebie i patrzenia na nich z góry. Jest to oczywiście sprawiedliwe - w końcu on jest synem starego Króla, który był synem jeszcze starszego i tak dalej, co jak najbardziej upoważnia go sprawowania rządów.
-Dobrze, zatem kontynuujcie.
Pierwszy głos zabrał stary podskarbi.
-Mamy poważny problem Królu, coraz mniej monet w królewskim skarbcu...
-Więc podnieście podatki, co to za problem.
-Ależ już to zrobiliśmy, parę tygodni temu, skutek mierny - pieniędzy wciąż brak, tylko ludzie lekko zburzeni.
-Phi! Ludzie się burzą? Nie rozumieją w jak trudnej sytuacji jestem i że sytuacja skarbca wymaga poświęcenia, w tym wypadku z ich strony? Ale tak właściwie, to co doprowadziło majątek królestwa do kryzysu?
-Wydaje mi się, że fortyfikacje nad Białą Rzeką mogły okazać się odrobinę zbyt brawurową inwestycją...
-Bzdura!
Wszystkie oczy zwróciły się ku marszałkowi, który gwałtowanie wstał z miejsca.
-Te fortyfikacje są absolutnie kluczowe w starciu z wojskami Szkarłatnego Kraju. To one stawią opór, gdy ci barbarzyńcy postanowią przekroczyć Białą Rzekę i napaść na nasze dumne królestwo.
-Chwila...czy my...jesteśmy w stanie wojny? - Zdziwiona głowa dumnego Państwa Purpury zapytała.
Przez chwilę trwała stara, głucha cisza. Dopiero marszałek z powrotem zabrał głos.
-Tak się złożyło...
-Nie wierze!
Król powstał, a skoro on to i również cała rada.
-Najpierw mi mówicie, że w skarbcu pustki, a teraz dowiaduje się, że prowadzę wojnę! Jak w ogóle ten konflikt się zaczął?
-No więc...jeszcze za starych rządów, ojciec Waszej Wysokości i Król Szkarłatnego Kraju odrobinę się pokłócili...
-W sprawie czego?
-W sprawie Białej Rzeki.
Oczy wszystkich skupiły się na milczącym do tej pory przedstawicielu frakcji handlarzy, który postanowił teraz zabrać głos.
- Przez setki lat obydwa narody w zgodzie korzystały z dóbr jej wód, jednakże Wasz ojciec niefortunnie wspomniał w towarzystwie owego obcego monarchy, że uważa Białą Rzekę za najpiękniejszą i najbardziej hojną ze wszystkich na całym kontynencie, oraz że jest dumny z tak szlachetnego symbolu swojego państwa. Wtedy okazało się, że zgoda w użytkowaniu rzeki przez tyle lat była spowodowana uporczywym myśleniem obu stron, że to oni są właścicielem strumienia, a fakt korzystania z jej dobrodziejstw drugiego z państw, świadczy o dobrej woli właściciela.
Król myślał przez chwilę, jednak coś zakłócało mu spokój ducha.
-Tak właściwie, to co za różnica, czyja rzekomo jest Biała Rzeka?
Marszałek pobladł, lekko uniosły się kąciki jego ust, po chwili powiedział:
-Wasza wysokość, jak można wysunąć takie pytanie?! Biała rzeka to niewątpliwie chluba naszego wspaniałego narodu. Mamy pozwolić, aby ci barbarzyńcy z Szkarłatnego Kraju nam ją odebrali?
-Ale skoro oba narody mogły z niej korzystać, to co za różnica, kto ma prawo do nazywania rzeki swoją?
-Tu chodzi o dumę - Marszałek wypiął pierś.
-Oho - pomyślał król. Duma, jak zwykle duma.
-Dość na dzisiaj, zbyt dużo myśli w zbyt małym czasie. Udam się do swoich komnat, muszę przemyśleć wiele spraw.
Komentarze (2)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania