Pralka — nadmiar
[Nie kręć się. Ona robi to lepiej.]
Włączam ją z przyzwyczajenia — zanim siebie.
Bęben rusza powoli, jak sprawdzający, czy w ogóle warto się obracać.
Na wyświetlaczu dziewięćdziesiąt minut — tyle, ile potrzeba, żeby niczego nie przemyśleć.
Woda rusza z impetem, uderza w szybę, pienią się wspomnienia.
Ze środka stuk — ktoś tu chyba ma dość nadgodzin.
Koszula, którą miałem wyrzucić, pływa obok skarpetki, która nigdy nie miała szansy.
Słyszę rytm: dwa, dwa, cztery. Stare dobre techno domowego życia.
W środku jak w relacjach — wszystko razem, a i tak nic do siebie nie pasuje.
Rękaw spodni wystaje z bębna jak ktoś, kto jeszcze walczy o wyjście.
Pralka szumi, chcę coś powiedzieć, ale się wstydzi.
Program „bawełna” — najbliższy człowiekowi.
Woda grzeje się długo, ma wątpliwości, czy warto.
Z kratki unosi się zapach proszku i nostalgii.
Woda krąży w kółko, jak argumenty po kłótni.
W pewnym momencie wszystko się zatrzymuje.
Cisza. Tylko jedno kliknięcie.
Myślę, że może się obraziła.
Ale nie — to tylko płukanie.
Potem wirowanie.
Pralka drży jak ktoś, kto nie chce już o tym gadać.
Ściany rezonują, kubek na półce też.
Z bębna słychać śmiech albo to tylko guzik.
Kiedy się zatrzymuje, jest dziwnie pusto.
Drzwi nie chcą się od razu otworzyć — jak po rozmowie, która wymaga dystansu.
Woda zniknęła. Cisza pachnie czystością.
Może to właśnie znaczy być wypłukanym.
Wyciągam ubrania. Ciepłe, posłuszne, lekko mokre — jak ja po dobrej wymówce.
Na panelu: koniec programu — jak zwykle.
Nie pierwszy, nie ostatni.
W lustrze bębna znowu ja — w ruchu, jak zawsze.
[Zostaw otwarte — niech wyschnie, zanim wróci temat.]
Komentarze (13)
Przykład jak z niczego zrobić coś.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania