Prawa ręka - Rozdział 2
Nie chwytając w dłoń liściku, skierowałem swoje kroki do góry. Znałem cały rozkład domu, taka była moja praca, nie musiałem zadawać pytań. Biuro znajdowało się na pierwszym piętrze na końcu korytarza po prawej stronie. Szybko podszedłem do drzwi, zapukałem i poczekałem parę sekund. Nacisnąłem klamkę i prawie wszedłem do środka. Zatrzymałem się w połowie kroku.
Na fotelu siedział poznany przeze mnie kilka tygodni wcześniej Witold. Otaczała go dziwna łuna spokoju, światło z lampki padało na jego twarz, która zastygła w powadze. Delikatnie pchnąłem drzwi, poczułem lekkie wibracje i wsłuchałem się w skrzypienie starych zawiasów. Gabinet był bardzo ładny i spodziewałem się, że Witek wybierze właśnie ten pokój. Tylko, że miał poczekać. Nie tak miało to wyglądać.
Witold jednak przemyślał swoje działania od początku do końca. Gabinet nie wyglądał, jakby ktoś miał wykonać w nim papierkową robotę. Raczej sprawiał wrażenie wykreowanego na czyjąś oazę spokoju, na miejsce, w którym można poczuć się bezpiecznie. Książki były perfekcyjnie ułożone, choć w ich ustawieniu było coś domowego i przytulnego. Na biurku panował chaos, ale nawet to nie zbiło mnie z tropu. Tak mi się przynajmniej wydawało.
Szybko skoncentrowałem się na swoich obowiązkach. Naciągnąłem na buty foliowe ochraniacze, na dłonie nałożyłem rękawiczki i przystąpiłem do pracy. Pokój był sterylnie wysprzątany, list pożegnalny leżał na biurku, a jego zawartość miała wcześniej ustaloną treść. Szybko ogarnąłem wzrokiem wszystkie płaczliwe zdania, elementy, które kreowały dobre wrażenie i te, które naprowadzały tok myślenia na właściwy tor. Skłócone dzieci, podział majątku, chęć pojednania i w końcu szczęśliwy finisz bez ojca. Broń leżała w odpowiednim miejscu, Witold o wszystko zadbał.
Nie byłem tam potrzebny. Skrupulatnie odliczona dla mnie suma spoczywała w kopercie na biurku, tuż obok listu pożegnalnego. To mógł być błąd, gdyby krew rozbryzgała się w niekontrolowany sposób. Gdybym wziął same pieniądze, po co druga koperta? Gdybym wziął kopertę, gdzie są ślady krwi? I to rodziłoby wiele wątpliwości, choć i tak nie wierzyłem w zdolności jakiejkolwiek polskiej policji. Na szczęście nie musiałem się tym przejmować, bo krew oszczędziła kopertę, która była moją zapłatą.
Ostatni raz rzuciłem okiem w stronę Witolda. Z rany sączył się czerwony płyn, który spływał powoli po jego policzku. Jak zwykle był ubrany w koszule z podwiniętymi rękawami. Ta zabrudziła się całkowicie. Po krótkich oględzinach domyśliłem się, że wydarzenie mogło mieć miejsce około trzydziestu minut temu. Właściwe to trochę przerażające, ale dlaczego się tym przejmować? Samobójstwo jak każde inne. Czysta karta. Niedługo ktoś znajdzie ciało, a policja zaakceptuje wersję wydarzeń z listu z szacunku do rodziny i Witolda. Nikt nie zorientuje się, że tutaj byłem. A nic więcej do perfekcyjnego zlecenia mi nie potrzeba.
Szybko wróciłem do "domu". Tam zrzuciłem z siebie ubrania i uszykowałem się do snu. Kiedy ułożyłem się wygodnie w łóżku, naszła mnie ta czarna myśl. Przewiercała mi mózg na wylot i spowodowała zimny pot na karku. Podniosłem się, opuściłem nogi na podłogę i poczułem pod stopami chłód kafelek. Za oknem nadal spokojnie padał deszcz, a ja zadałem sobie pytanie, które prześladowało mnie do końca życia:
Dlaczego, Leonie, nie sprawdziłeś jego komputera?
Zachowałem się jak najbardziej nieprofesjonalna prawa ręka samobójcy.
***
Komentarze (2)
Zgrabnie napisane, z nutką tajemniczości i o to chodzi!
Czekam na kolejne części i zostawiam 5 :)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania