Prawda Cię wyzwoli
Spisuję myśli by dać upust emocjom, wentyl, żeby mnie nie rozsadziło. Na sesję terapeutyczną wydaję majątek, a nie jestem w stanie wszystkiego powiedzieć przez niespełna godzinę, więc piszę. Analizując sytuację po raz setny, ani nie doznaję oświecenia, ani uzdrowienia. Może ta analiza dlatego powinna odbywać się pod kierunkiem osoby trzeciej (jak w pracach dyplomowych), żeby nie narobić kardynalnych błędów i nie zaginąć w labiryncie własnych myśli. Ciężko wrócić do momentu, gdzie kolejny krok był początkiem twojej zguby więc wracam na sam początek . „Tak, miałam szczęśliwe dzieciństwo…”. Zanim dojdę do nastoletniego błądzenia mija 50 minut… Wiem, że nic nie wiem, ale dobrze było powspominać stare dobre czasy. W tej cudownej atmosferze 38 rok życia mija, a ja niczyja. Bagaż doświadczeń jest tak ciężki, że kręgosłup niedługo odmówi mi posłuszeństwa – pierwsze sygnały w lewym boku wołają: „ Zostaw to gdzieś komuś pod drzwiami, zadzwoń dzwonkiem i wiej. Albo zaadoptuje Twoje lęki, albo wyrzuci do śmieci, ale Ty się tego pozbędziesz”. A ja Matka Teresa z Kalkuty II zaoponuję: „Przecież to chociaż trzeba trochę oszlifować, ładnie zapakować i może skropić odrobiną perfum, żeby aż tak bardzo nie raziło.” I zostaje z tym kolejny rok. Dumna jak paw chwalę się, że chociaż ten cały bałagan jest w jednym miejscu, mojej głowie. Jak będę gotowa otworzę tę nieszczęsną puszkę Pandory i ją uporządkuję. Oj tak! Oszukuję samą siebie, a to prawda miała mnie wyzwolić.
Zdumiewające jest to, że gdy rutyna już tak nas nudzi i marzymy, żeby coś się zmieniło zawsze, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki spotykają nas wydarzenia, które naruszają mury wytrzymałości emocjonalnej ,wówczas szybko wracamy do marzeń o rutynie. Książe pojawia się tylko w literaturze. Karmimy się tymi marzeniami, żeby nam było przez chwilę ciepło i błogo, by za chwilę uświadomić sobie, że prawdopodobieństwo powielenia historii Kopciuszka jest bliska zeru. To jak nie mam szans na wybawcę na białym koniu to chociaż te wróbelki co pomogą mi posprzątać chatę? Nie ! Nawet to nie jest możliwe. Patrzę w lustro zwisł cyc, zwisł podbródek, jak tu naprawić , zatrzymać czas… nałożyć makijaż ? Stworzyć iluzję jedynie do tej północy – może książe się nie zorientuje, a kiedy moja dłuższa nieobecność nakreśli mu w głowie wyobrażenie mnie – jego miłości życia, rzeczywistość będzie na drugim planie… przynajmniej przez najbliższe parę dni, później wyciągnę innego rodzaju broń. Ale przecież ja niestety jestem bezbronna. Aj, aj, aj i jak tu żyć ?
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania