Prawdziwa wiara (Preludio)
Rok 2000
1
Albert włączył telewizję i ustawił kanał informacyjny. Na ekranie wyświetliła się informacja o potwierdzonych 10 milionach przypadkach samobójstw. Wynik ten prawdopodobnie w rzeczywistości był o wiele większy. Jeszcze parę miesięcy temu nikt nawet nie przypuszczał, że świat popadnie w taki obłęd. „Odejście”, jak zostało to wydarzenie nazwane później przez historyków, sprawiło, że ogromna liczba ludzi popadła w głęboką depresję, uniemożliwiającą im normalne funkcjonowanie. Oficjalnie nie było znane kryterium przypadłości na tę „chorobę”, każdy jednak, kto zachował wtedy zdrowy rozum, zauważył pewną zależność.
Godzinę wcześniej Albert umówił się przez telefon ze swoim przyjacielem, Janem. Jan, sam cierpiąc na skutki Odejścia, posiadał niesamowitą charyzmę, co miało kluczowe znaczenie w jego Planie. Albertowi ledwo udało się do niego dodzwonić, bowiem linie telefoniczne były ciągle przeciążone od ludzi dzwoniących do siebie bezsensu nawzajem. Umówili się na godzinę 12 na placu Santa Maria De’Lose. Wychodząc, Albert spostrzegł na chodniku nieruchome ciało, wygięte w makabryczny sposób w kałuży krwi, jakby uchwycone w jakimś piekielnym tańcu. Samobójstwa w mieście, jakkolwiek to brzmi, stały się dla mieszkańców normalnością. Idąc na plac Albert usiłował sobie przypomnieć jak to się wszystko zaczęło. Pamiętał, że pierwsze niepokojące informacje dotyczyły grupowych samobójstw księży, kapłanów i ważnych osób duchownych ze wszystkich religii. To była pierwsza fala. Potem nadeszła kolejna: wszyscy wierzący jednego dnia, w jednym momencie poczuli taki ogromny smutek, taką pustkę, że nie mogąc znieść tak nagłej fali emocji zaczęli popełniać samobójstwo. Oczywiście różne były stopnie nasilenia, w zależności od tego, jak bardzo kto wierzył w Boga. Jedni od razu odbierali sobie życie, inni, gnębieni głęboką depresją robili to dopiero po paru dniach czy tygodniach. Wszystkich tych ludzi łączyło jedno: przekonanie, że Bóg odszedł. Albert był ateistą i prawdopodobnie dlatego nie doświadczył bezpośrednich skutków Odejścia. Jednak żyjąc w świecie przyszłych samobójców, sam zaczął w końcu powoli powątpiewać w swój sens istnienia.
Ale on przecież ma cel, on ma Plan, który może uratować świat. I to on ma go zrealizować. Musi działać szybko. Na pewno inni wpadli albo wpadną na ten sam pomysł co on, zrealizują go i osiągną władzę absolutną, jakiej jeszcze ten świat nie widział. Tak, zdecydowanie musiał się śpieszyć. Zobaczył Jana zbliżającego się do pomnika, pod którym na niego czekał. Niech rozpocznie się Plan.
Komentarze (3)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania