Prawie święty

Prawdopodobnie wszyscy zastanawiamy się, wchodząc w dorosłe życie, jaki będzie nasz przyszły partner, czy partnerka, już taki na zawsze, lub na troszkę, Może okazać się mądrym człowiekiem lub głupim. Wzrost, wygląd, uroda nad tym akurat nie musimy rozmyślać, ponieważ akceptujemy to na bieżąco. Jedni weryfikację przechodzą bez problemów, a inni nie zostaną zaakceptowani i znikają z naszych oczu. Wyjątkowo rzadko ktoś dostaje później drugą szansę, na ponowną ocenę swojej przydatności. Chyba powinno się podziwiać osoby, które od zawsze wiedziały, czego chcą i konsekwentnie realizują swoje wizje. Przedstawicieli takiej grupy ludzi, lecz już przynajmniej w średnim wieku, przypadkiem można spotkać w barze, jak z kieliszkiem w ręku zwalczają wieczny stres powstały z konsekwencji wcześniejszego wyboru.

Knajpa, w jakiej pracuje od kilku lat, jako barman, powstała wiele lat temu przy spokojnej ulicy niedaleko centrum. Główny nurt przechodniów omija tę cześć miasta i może dla tego jeszcze funkcjonujemy. Wszystkie powierzchnie handlowe, które znajdowały się przy atrakcyjnych miejscach zostały przejęte przez banki, biura podróży i kancelarie prawne.

Starania szefa o renomę przyjaznego lokalu dla gości, ziściły się po latach i doprowadziły do dużej ilości stałych gości. Niejednokrotnie miałem sposobność obsługiwać nawet bardzo zapracowanych i wiecznie śpieszących się klientów. Potrafili oni podczas powrotu z pracy nadłożyć samochodem drogi i zrobić sobie, choć kilka minut przerwy. Choćby po to żeby wypić piwo bezalkoholowe, sok, napój, kawę, lub herbatę i przy okazji porozmawiać ze znajomymi będącymi akurat w lokalu. Bywały dni, kiedy jeden barman nie wystarczał do obsługi, taki panował tłok, wtedy nawet szef stawał za barem. Jednak ci, co mieli tego dnia mało czasu byli obsługiwani poza kolejnością. Pozostali konsumenci nie protestowali, ponieważ innego dnia to oni byli tymi uprzywilejowanymi, wystarczyło to tylko powiedzieć. Największy młyn był zawsze podczas rozgrywek piłkarskich, nie tylko piłki nożnej, zawodów sportowych i wieczorami w dni wolne. Pozostałe dni, a zwłaszcza wczesne godziny popołudniowe gwarantowały senną atmosferę. Kilka osób polubiło takie chwile i odwiedzały nas z potrzeby odpoczynku od gwaru panującego dookoła. Podczas takiej pory chwilowego wytchnienia, otrzymałem nową dostawę kufli i zajęty byłem ich myciem, wycieraniem i ustawianiem. Starałem się wyrobić przed zwiększonym ruchem, ponieważ stale coś w sporcie się dzieje, jak nie skoczkowie, to piłka ręczna. Wierni fani nie opuszczają też kibicowania naszej królowej nart, choć ona nie jest teraz w najlepszej formie.

W drzwiach dostrzegłem nieznanego mi klienta, choć jego postawa wiele mi powiedziała. Moje wprawne oko dostrzegło gościa, który był w dołku i szukał, choć chwilowego wytchnienia. Do takiego stanu doprowadza praca, lub rodzina, a zwłaszcza żona. Okrycie wierzchnie powiesił w kąciku oznaczonym, jako szatnia, podszedł do baru i powiedział.

- Koniak.

Zaoferowałem dobry i drogi, na biednego nie wyglądał. Zgodził się i z kieliszkiem w dłoni usiadł przy końcu baru w części najbardziej ustronnej. Nic nie mówił tylko siedział i spoglądał w telewizor zawieszony za mną na ścianie, powyżej półek z alkoholami. Mijały godziny, a on tak siedział oparty o blat z kieliszkiem w dłoni. Inni gości brali swoje zamówienia i szli do dużej sali oglądać coś na wielkim telewizorze, lub do małej na bilard. Był prawie środek tygodnia i ruch panował dalej niewielki, więc zacząłem uważniej patrzeć na gościa. Minęło sporo czasu, gdy dostrzegłem reakcję klienta na emisję telewizyjną, odwróciłem się i zacząłem oglądać. Jacyś ludzie komentowali coś, a gość jeszcze bardziej pod wpływem tych słów zapadł się w sobie.

- Jakiś problem pana gnębi, chyba z żoną – powiedziałem pierwsze lepsze, co mi wpadło do głowy, ponieważ nie chciałem żeby wiedział, że go rozgryzłem i chodzi o pracę.

- Zgadł pan, właśnie jest program o niej i w nim puszczają jej wypowiedzi.

Kiedy to powiedział, odwróciłem się do telewizora, właśnie mówiła atrakcyjna kobieta, obdarzona tytułami naukowymi. Wypowiedz jej była spójna, rzeczowa i pełna profesjonalizmu. Zaledwie chwilę zajęło mi oglądanie i już przestałem dziwić się stresowi gościa, mieszkającego pod jednym dachem z taką osobą. Prawdopodobnie nie jest w stanie przyznać przed sobą, że jego żona jest znacznie mądrzejsza od niego.

- Ma pan bardzo atrakcyjną żonę i do tego wyjątkowo inteligentną – z ukrywaną zazdrością powiedziałem.

- To nie ta, mówię o tej drugiej.

Ponownie zacząłem oglądać program telewizyjny i wyjątkowo szybko wyrobiłem sobie własny osąd o żonie klienta. Wystarczyło mi usłyszeć wypowiedzianych przez nią kilku zdań i nie potrzebowałem słuchać tej atrakcyjnej pani i dwóch innych męskich specjalistów. Mam szczęście, że nie jestem zbyt inteligentny, lecz i tak dostałem szoku. Żona klienta dr hab. przekonywała słuchaczy, że używanie prezerwatywy powoduje raka. Zażywanie doustnie tabletek antykoncepcyjnych przez kobiety zabija je. Nauczyciele wychowania seksualnego nauczają prostytucji i nakłaniają do pornografii. Pozostałych bzdur nie byłem w stanie słuchać i jak najszybciej wyłączyłem odbiornik.

- Panie, coś pan zrobił żonie, że takie rzeczy opowiada. Musiał pan ją po głowie bić i teraz to wychodzi – powiedziałem wzburzony, ponieważ nie toleruję przemocy w rodzinie.

- Nigdy żony nie uderzyłem, nawet nie dotknąłem.

Cholera, chłop zapomniał, wyciurlać kobitę i teraz to z niej wychodzi. Może z tym biciem w skrajnych przypadkach to nie jest taka głupia i naganna sprawa – pomyślałem sobie, lecz zapytałem.

- Przepraszam, co pana skłoniło do takiego wyboru, może trzeba było się rozwieść dla wspólnego dobra?

- Chciałem mieć żonę wykształconą i na podobnym mi poziomie. Teraz jest za późno na zmianę decyzji, rozwodu mój światopogląd nie akceptuje.

- Wobec tego może trzeba zabierać żonę na wycieczki, długie spacery, ponoć powietrze dobrze wpływa na dotlenienie mózgu – powiedziałem w celu pokrzepienia rozmówcy.

- Ostatni raz wspólnie wyszliśmy z domu rok temu na pogrzeb jej znajomej i podpadłem żonie, jak po słowach księdza „Panie świeć nad jej duszą”. Powiedziałem głośno zacznij od mojej.

Nigdy nie piję w pracy, jednak tego dnia zrobiłem wyjątek, nalałem setkę wódki. Przed wypiciem uniosłem kieliszek i powiedziałem.

- Pana zdrowie, pan nie pije.

- Nie chcę żeby mi odbiło, posiedzę jeszcze trochę i sobie pójdę.

Więcej nic już nie mówiłem, zająłem się sprzątaniem baru. Ponownym myciem i wycieraniem szkła. Całe szczęście, że nie mam dzieci i one nie będą się uczyć z nowych podręczników do życia w rodzinie, zatwierdzonych przez tą panią.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania