Prestissimo

treść listu była bardziej, niż lakoniczna.

pieczątka, podpis — rozmazane. urząd

(nieczytelne, jaki) wzywał Obywatelkę

do obowiązkowego stawiennictwa

dnia tego i tego. jeszcze grożono karami

za uchylanie się!

 

poszła, bo co robić, choć głowę dałaby sobie uciąć,

że na tej ulicy nie ma i odkąd pamięta

nie było żadnego urzędu. nieczynne kino,

kawiarnia Ptyś, poczta - i tyle.

a, jeszcze fryzjer.

 

budynek jak budynek. tabliczka na nim

— poszarpana przez rdzę, wyglądająca jak

chodniczek potraktowany ząbkami szczeniaka.

 

drzwi zamknęły się z gumowatym sykiem.

pokój numer osiemnaście, na parterze.

 

aż jęknęła! autentyczny smok - choć to głupio

brzmi, bo przecież smoki nie istnieją

— w garniturze i pod krawatem — siedział

za biurkiem. z wybitnie urzędniczą miną.

 

wrzasnęła, biedula, a ten jej na to, że spoko,

jest w stanie zrozumieć jej przerażenie, szok,

proszę się nie bać, każdy tak reaguje, miła

pani raczy spocząć. kawki, herbatki?

 

niestety — wykryto u szanownej Obywatelki zbyt niski

poziom wyobraźni, za dużą przyziemność,

w związku z czym musi zostać poddana

dobaśniowieniu. wybiera szkaplerz, czy bicz?

 

nie zdążyła jęknąć — że ej, o co w ogóle chodzi,

jak do pokoju wpadło trzech najprawdziwszych

ogrów. nałożyły jej te ogrzyska (mniejsza o to,

jak się odmienia ich nazwę!), oczywiście na siłę,

pęto-kaftanik, sweterek bezpieczeństwa.

 

upadła przygnieciona jego ciężarem

(kto to widział - włóczka z granitu!).

 

smok zaczął chłostać leżącą

wyjętym z biurka batogiem. z każdym

smagnięciem ciało biedaczki stawało się

coraz bardziej wężowe.

 

dziś jest częścią składową baśni, nieszczęśnica.

wije się, zmieniona w ogon kota w butach.

 

Pawłowi, jej bratu ciotecznemu przypadła rola

pypcia na nosie Baby Jagi, ojciec natomiast

został spisany na straty. nikt przecież

nie chciałby skończyć jako pukiel niekoniecznie

czystych kłaków krasnoludka.

 

was, czytających te słowa, o ile zawczasu się nie

opamiętacie — też czeka, też czyha na was

przymusowe dobaśniowienie. uciekajcie z

szarych płócien, malujcie swoje cienie

wszystkimi kolorami...

 

...e, dla większości i tak jest już za późno. sam

myślałem, że mnie to nie dotknie, nie dotyczy.

uważałem się za człowieka

o całkiem bogatej wyobraźni.

 

i guzik. piszę te słowa rozmiękając.

więźba przegniła, lukier pokruszył się

i płatkami opadł z dachu. ciała dzieci,

które próbowały zjeść moją ścianę nośną

rozwłóczyły wilki i lisy.

 

góra tydzień — i zatruta chatka z piernika

zgnije do reszty

 

coraz szybciej zmierzam do morału.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (2)

  • Paw pisze 4 miesiące temu
    Czegoś takiego jeszcze nie czytałam. Może mnie też czeka takie "dobaśniowanie"; moje wiersze są chyba zanadto przyziemne. Pozdrawiam! :)
  • Florian Konrad 4 miesiące temu
    dzięks

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania