Próg
Siódma rano. W piersi twardy supeł przypomina noc; na języku — osad z czajnika. Na klatce chłód płytek. Gumowa wycieraczka odciska kratkę w podeszwach. Dzwonek wchodzi do środka cieniutkim brzękiem. Drzwi matki uchylają się na dwa palce, łańcuszek opada, sylwetka robi miejsce.
W korytarzu rząd starych fotografii; przy ścianie pianino z pożółkłymi klawiszami. Tu rola mniejsza: hałas odkłada się na brzeg blatu. Ustawia mnie tak, by bark trafił we właściwą wysokość; ciężar przechodzi tam, gdzie trzeba. Palec ściera okruszek spod filiżanki, ściereczka poprawia uchwyt piekarnika. Nie pyta. Oddech wraca w swoim tempie. Przy drzwiach — twarz spokojna; krótkie skinienie kończy poranek. Wzrokiem wyrównuje kołnierz.
— Już lepiej?
— Wracam do pionu.
Schodzę równiej. Na ulicy piknięcia sygnalizatora przestawiają rytm. Własne drzwi przyjmują znajomą rysę na futrynie; wizjer łapie punkt światła; matowa tabliczka z numerem przywraca dniu rozmiar. U siebie — cisza otwiera się stołem. Kubek czeka uchem po prawej; brzeg w sam raz ciepły; rolety stoją na tej samej kresce. W tym domu ona jest Królową. Staje przy oparciu, kciukiem wygładza strzępek tkaniny. Pół obrotu podstawki — o centymetr w moją stronę.
— Zrobiłam twoją.
— Odpocznij.
Siadam. Trasa stała: potwierdzenie po lewej, miękki uśmiech po prawej. Jej palce prowadzą ścieg: gdy w zdaniu robi się szczelina, łyżeczka uderza raz i milknie; cukier trafia bez pytania. Odsuwam kubek o szerokość palca. Ostatnie słowo spada z jej ust pół sekundy wcześniej i brzmi, jakby było moje. Porcelana byłaby za głośna. Ta kuchnia wymaga linii. Rzeczy wracają na miejsca: tasiemka zwija się w sprężynkę, kartka znika pod magnesem, krzesło dosuwam pod blat. Za szybą biel dnia gęstnieje w herbatę; pierwsza latarnia zapala się w szkle, po chwili — druga. Cisza zmienia barwę. Dłoń zatrzymuje się przy mojej szyi o sekundę dłużej. Na obojczyku błyska cienki łańcuszek. Trzyma linię innym sposobem.
Listwa progu gładka pod stopą; korytarz wyciąga chłodniejszy pas. Lustro wydłuża ściany, łapie mnie w pół kroku. Palec wygładza fałd. Linia pod kołnierzem trzyma prosty kurs.
Komentarze (4)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania