Próg ciszy
Czy słowo więcej waży, czy cisza trwa,
Gdy każde jak ciężar na skronie opada,
A w półmroku ich dłonie myśl skrytą układa,
I tłumi ciche „jestem”, nim drgnie w duszy głos.
Ja znam miarę ich pragnień i wiem, ile trwa,
Ten ton, co przyjąć trzeba, choć serce zdradą płonie,
Lecz im więcej się uczę, tym mniej siebie poznaję w skrycie,
A ślad własnej drogi w obcości wciąż we mnie trwa.
Bo słowa — zamiast mostów — to mur zimny, zły,
Nie łączą dusz, lecz dzielą oddechy i cienie,
A każde w sobie niesie ukryte, powolne ciśnienie,
Co sączy się bezgłośnie jak widmowe łzy.
A cisza — choć bezdenna — nie rani jak głos,
Nie wbija się pod skórę ciężarem znaczenia,
Nie każe żyć w granicach cudzego istnienia,
Ni duszy mej nie mierzy wedle cudzych praw.
Samotność nie jest brakiem czyjejś wiernej dłoni,
Lecz trwaniem wśród spojrzeń, co prawdy nie chcą widzieć,
Gdzie słowa próżno błądzą i w pustce się męczą,
A serce w rytmie obcym bez końca się broni.
Więc składam siebie w formę — i znów się rozpadam,
Pod cudzym spojrzeniem całość powoli kruszy,
Im bliżej chcę być ludzi, tym dusza się oddala,
Jak krąg, co się zaciska — wyjścia nie ma w nim.
Aż rośnie we mnie cicho decyzja bez słowa,
Nie uciec ciałem, lecz zejść w głąb tajemnego cienia,
Tam, gdzie nie sięga obcy ani ciężar spojrzenia,
Gdzie czystość skryta trwa i wolna od świata snów.
I jeśli ktoś tam dotrze — nie siłą, nie łzą,
Nie przez ciężar wymagań, co duszę uginają,
To tylko przez to jedno, co cicho poznają,
Przez miłość, co mnie znała, nim w cień wieczny zgasłam.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania