Projekcja

Projekcja

Z tomiku "Kołysz mnie wiatrem ulico"

 

To jest projekcja Kochanie

Projekcja z odległych czasów

Gdy zaplątany w tysiąc dziwnych spraw

Odpadałem prawie od ściany

Kusiłem los na ulicach

Szukając błysku noża

I byłby mnie dopadł w zaułku

Utknął między żebrami

Ale pomógł przypadek

I szybkie nogi

Wiedziony cichą rozpaczą

Chciałem kochać bardzo

Od razu i nieustannie

Ze skutkiem ostatecznym

Naiwność moich starań

Śmieszy mnie dzisiaj i wzrusza

Bo moje wygłodniałe serce

Podawałem na dłoni

Cóż mogłem dać więcej

Prócz jego dzikości

I nagłych porywów pożądania

 

Kim wtedy byłem

W drodze pomiędzy barami

Klown w smokingu

Leżący na przystanku -

- Byle doczekać świtu

Budzony śpiewem drozda

Pod ostrym igliwiem świerków

Mocno grający powagę

Przed nimi i przed sobą

 

A jednak cud się wydarzył

Nie zaraz tylko potem

Bo nie było olśnienia

Ani motylego śpiewu

Wciąż mamrotałem pod nosem

I pod innym adresem

Nazwałem Cię młodszą siostrą

Tak było mi wygodniej

Ale cud się jednak wydarzył

Słoneczny zapach włosów

Lekkość gibkiego ciała

I mój głód nieokiełznany

One to sprawiły -

- W środku miasta

W południowej porze

 

Potem uczyłem się powoli

Liter z Twojego imienia

I to było szczęście

Nagłe i niespodziewane

Znalazła mnie miłość

Chyba niezasłużenie

Bo dalej byłem durniem z krążkiem w dłoni

Łazęgą wędrującym do Ciebie

W nocy i o poranku

 

Skradałem się niepewny

Do Twoich łąk kwiecistych

I ciepłych rozkoszy

Porażony impotencją

Przytłoczony wstydem

Prosiłem o spełnienie

I w końcu ze mną było

Pijani szczęściem i nie tylko

Przemierzaliśmy miasto w pełni poddane

Pomimo złych znaków

Obdarowałaś mnie sobą

Na zawsze

 

A potem przyszedł atak

Nocne murowanie głowy

Bałem się gdy odjeżdżałaś

Czy wrócisz gdy będzie pora

I zawsze wracałaś wieczorem

Do mojej paranoi

Do moich nocnych lęków

Do pocałunków przy kaflowym piecu

 

To jest projekcja Kochanie

Wiele lat minęło

Bardzo złych i bardzo dobrych

Podróży wskroś siebie nawzajem

Jak to się stało

Jak to się stało możliwe

Pomimo krzywd i obietnic

Tak lekko łamanych

Jaka jest ta nadzieja

W naszym małym kosmosie

Gdy chaos świata zewsząd

Napiera na kruche kości

Chcę jeszcze raz zaczynać

Co było dobre dla nas

Unosić ponad głowę

Ten jasny wizerunek

A kiedy nam przypadnie

Los lepszy od tamtego

Będziemy śmiać się głośno

I kochać coraz mocniej.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 5

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (2)

  • Roma 5 miesięcy temu
    Przepiękny wiersz, pełen emocji tak cudnie, jakoś tak ciepło rozpisanych. Ta gotowość na nowe i docenienie tego co było...
    Bardzo mi się podoba.
  • Sokrates 5 miesięcy temu
    Również mam podobne zdanie.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania