Projekt „Bełchatów-0”
Projekt „Bełchatów-0”
Rok 1979. Teren budowy Elektrowni Bełchatów.
Kapitan Marek Kowalski stał na krawędzi gigantycznej odkrywki. W dole, w tumanach pyłu, pracowały koparki, które wyglądały jak stalowe insekty. Ale to nie węgiel brunatny był powodem, dla którego wezwano go tu z Warszawy w trybie natychmiastowym.
– Spójrz na to, Marku – szepnął profesor Hryniewicz, wycierając okulary brudną chusteczką. – Koparka numer 412 natrafiła na to dwa dni temu. Na głębokości stu metrów.
Kowalski spojrzał w dół. W samym środku brunatnej ściany ziemi tkwiło coś, co nie miało prawa tam być. Wielki, idealnie gładki sześcian o boku dziesięciu metrów. Nie był z betonu ani ze stali. Wyglądał jak czarny, matowy polimer, który pochłaniał każde padające na niego światło.
– To nie jest złoże, panie profesorze – mruknął kapitan.
– To jest serwer – odpowiedział Hryniewicz drżącym głosem. – Od kiedy go odsłoniliśmy, w Bełchatowie zaczęły dziać się rzeczy... nielogiczne.
Awaria w systemie
Wiktor, który przemycił się w bagażniku błękitnego Fiata, obserwował wszystko zza pryzmy piachu. Wyciągnął swój cyfrowy zegarek Casio, który kupił mu ojciec. Wyświetlacz wariował. Zamiast godziny 14:30, pokazywał dziwne znaki: ERR_NULL_POINTER.
Nagle niebo nad kopalnią „mignęło”. Na ułamek sekundy błękit zastąpił zielony deszcz cyfr, a słońce stało się idealnie kwadratowe. Wiktor przetarł oczy. Wszystko wróciło do normy, ale poczuł dziwny chłód.
– Tato! – krzyknął, wybiegając z ukrycia, gdy zauważył, że postać profesora zaczyna „drgać”, jak obraz w zepsutym telewizorze Rubin.
Kapitan odwrócił się, ale nie zdążył skarcić syna. Z czarnego sześcianu wydobył się dźwięk, którego nie dało się usłyszeć uszami – to był pisk w samej podstawie czaszki.
Teoria Wielkiej Podstawki
– Wiktor, wracaj do auta! – wrzasnął Kowalski, ale poczuł, że jego nogi stają się ciężkie. Spojrzał w dół. Jego buty... wtapiały się w ziemię. Nie tonęły w błocie, one stawały się częścią tekstury podłoża.
Hryniewicz, a raczej to, co z niego zostało, uśmiechnął się nienaturalnie szeroko. Jego usta poruszały się bez dźwięku, a nad głową pojawił się lewitujący napis w nieznanym języku.
– Oni już wiedzą, że znaleźliśmy bezpiecznik – wychrypiał profesor. – Cały ten nasz PRL, te kolejki po mięso, błękitne Fiaty i sygnety z „Polferu”... to tylko optymalizacja kosztów. Bełchatów nie buduje elektrowni, Wiktorze. Bełchatów to system chłodzenia dla procesora, który generuje naszą Europę Wschodnią.
Ucieczka z symulacji
Nagle czas zwolnił. Wiktor zauważył, że koperta z mikrofilmem, którą ukradł z „Mozaiki”, zaczyna świecić. Wyciągnął ją. To nie był film. To była karta perforowana o złotych stykach.
– Tato, to jest patch! – wrzasnął chłopak, przypominając sobie jedną z lekcji angielskiego o „naprawianiu błędów”. – Musimy to włożyć do terminala!
Marek Kowalski, walcząc z „lagiem”, który paraliżował jego ruchy, chwycił syna za rękę. Razem rzucili się w stronę czarnego sześcianu. Esbecy, którzy pojawili się na górze odkrywki, nie strzelali z pistoletów. Wyciągnęli urządzenia przypominające piloty do telewizorów i zaczęli „wymazywać” fragmenty krajobrazu.
Wiktor dobiegł do sześcianu. Znalazł małą szczelinę, idealnie pasującą do karty. Wsunął ją.
Restart
Świat eksplodował bielą.
Gdy Wiktor otworzył oczy, siedział w błękitnym Fiacie na parkingu przed blokiem w Bełchatowie. Obok ojciec spokojnie dopalał „Sporta”. Radio grało „Neonowy pył”.
– Tato? Co się stało w kopalni? – zapytał chłopak, łapiąc oddech.
Kapitan spojrzał na niego z lekkim uśmiechem, ale w jego oczach czaił się cień, którego Wiktor wcześniej nie widział.
– W jakiej kopalni, synu? Byliśmy przecież na lodach. Zjedz swoje „Calypso”, zanim się rozpuści.
Wiktor spojrzał na swój zegarek Casio. Godzina była idealna: 14:30. Ale gdy odwrócił rękę, na spodzie koperty zegarka zobaczył wygrawerowany mały napis, którego wcześniej tam nie było:
BUILD VERSION: 1979.12.22_STABLE. RESTART REQUIRED.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania