Projekt Chimera

Projekt Chimera

Rozdział 1: Punkt Zero i Cud na Miejscu 11A

1. Tokio, Czerwiec 2025. Godzina 14:37.

Deszcz spływał po oknach wieżowca Azuma Institute of Biotechnology, zamazując panoramę tokijskiej dzielnicy Shinjuku. Doktor Kaito Tanaka, trzydziestodwuletni wirusolog, synteza geniuszu i naiwności, z trudem ukrywał znużenie. Ostatnie tygodnie spędził w laboratorium, pracując nad projektem, który miał „zrewolucjonizować agrokulturę”. Przynajmniej tak mu powiedziano. Jego zadaniem było zmodyfikowanie genetyczne pospolitej orchidei dendrobium, by stała się super-odporna na szkodniki i choroby. Dziś kończył ostatnie testy przed wyjazdem do Seulu na prestiżową konferencję naukową.

Kaito wierzył w naukę, w jej czystość i dobro, które może przynieść ludzkości. Nie interesował go biznes ani polityka. Liczyły się tylko mikroskopy, probówki i nieskończony potencjał DNA. Miał lot za kilka godzin, a w jego walizce, starannie zabezpieczona w hermetycznym pojemniku, znajdowała się mała, zielona probówka. Zawartość: specjalnie zmodyfikowany, laboratoryjny szczep bakterii zdolnych do rozkładu pestycydów – tak mu powiedziano. Był to rzekomo kluczowy element jego prezentacji.

Ostatnie spojrzenie na ekran komputera, ostatnie sprawdzenie danych. Wszystko idealnie. Nie wiedział, że w tym samym momencie, w innym miejscu Tokio, ktoś obserwuje go przez ukryte kamery, a na ekranie monitora miga zielony napis: „Aktywacja – Faza I: Cel gotowy.”

2. Lot JAL 085, Tokio – Seul. Godzina 17:00.

Na pokładzie Boeinga 747 panowała typowa przedstartowa krzątanina. Kaito, znużony pracą, usiadł na swoim miejscu 11A, tuż przy oknie. Wyjął tablet i zaczął przeglądać ostatnie doniesienia naukowe. Obok niego, na miejscu 11B, usiadła elegancka kobieta o azjatyckich rysach twarzy i ciemnych, przenikliwych oczach. Uśmiechnęła się lekko.

– Długa podróż? – zagadnęła cicho.

Kaito, zaskoczony jej urodą, odpowiedział: – Tylko do Seulu. Konferencja naukowa.

– Nauka, ach tak. – Jej uśmiech stał się nieco cieplejszy. – Fasynujące. Ja akurat lecę w interesach. Nazywam się Mei Lin.

– Kaito Tanaka. Miło mi.

Nie wiedział, że Mei Lin nie leciała w interesach. Leciała po to, by go obserwować. I po to, by dopilnować, aby jego "cudowne" ocalenie przebiegło zgodnie z planem.

Samolot oderwał się od ziemi. Kaito odchylił fotel i próbował zasnąć.

Godzina 17:45. Nad Morzem Japońskim.

Nagle, potężny wstrząs przeszedł przez cały samolot. Ryk silników zmienił się w przeraźliwy zgrzyt metalu. Zgasły światła, a z mroku wyłoniły się krzyki. Maska tlenowa spadła mu na kolana. Kaito, oszołomiony, zobaczył przez okno płonące skrzydło.

Samolot zaczął tracić wysokość. Panika ogarnęła pasażerów. Kaito poczuł narastające ciśnienie w uszach. Instynktownie chwycił się oparcia fotela. Mei Lin, która siedziała obok, wcale nie wyglądała na przestraszoną. Jej spojrzenie było zimne, skupione. W ułamku sekundy, który zdawał się trwać wieczność, jej dłoń musnęła jego ramię, jakby sprawdzając coś.

Ostatnie, co Kaito pamiętał, to oślepiający błysk i potężny huk. Ciemność.

3. Szpital Wojskowy, Seul. Czerwiec 2025. Godzina 23:10.

Kaito obudził się w sterylnej, szpitalnej sali. Białe ściany, zapach środków dezynfekujących. Nie czuł bólu, tylko ogólne oszołomienie. Obok niego stał lekarz w mundurze wojskowym i pielęgniarka.

– Doktor Tanaka? – spytał lekarz, a jego koreański akcent był wyraźny. – Nazywam się pułkownik Kim. Jest pan… cudownie ocalały.

– Katastrofa? Samolot? – Kaito z trudem wydusił słowa.

– Tak. Lot JAL 085. Spadł do morza. Jest pan jedynym ocalałym. Z miejsca 11A. Nie ma pan nawet zadrapania. To… niezwykłe.

Kaito próbował przetworzyć informację. Jedyny ocalały. Jak to możliwe? Czuł się zdrowy. Nic go nie bolało. Jakby ktoś go chronił. Ale kto? I dlaczego?

Lekarz i pielęgniarka obserwowali go z dziwną intensywnością. Nie było w nich ulgi, tylko chłodna ciekawość. Kaito poczuł, że coś jest nie tak.

4. Na Celowniku: Globalna Gra

Następne dni były koszmarem. Kaito był przesłuchiwany przez dziesiątki agentów: japońskich, koreańskich, amerykańskich. Każdy chciał wiedzieć, jak to się stało, że przeżył. On sam nie miał pojęcia. Wspominał o probówce z bakteriami, ale nikt nie wydawał się tym zainteresowany. Ich pytania były subtelne, ale dociekliwe, próbujące wyciągnąć informacje, o których Kaito nawet nie wiedział, że je posiada. Czuł się jak owad pod mikroskopem.

Wieści o "cudownym ocalałym z miejsca 11A" szybko obiegły świat. Dla mediów był sensacją, dla służb wywiadowczych – zagadką i potencjalnym celem. Plotki o nowym wirusie zaczęły krążyć w tajnych kręgach.

W tym samym czasie, w innym miejscu na Dalekim Wschodzie, tajemniczy "Syndykat Feniksa" aktywował swoje komórki. Ich lider, enigmatyczny "Architekt", obserwował Kaito na ekranach, a w jego głosie, rozmawiając przez szyfrowany kanał, słychać było triumf.

– Cel numer jeden aktywowany. Rozpocząć fazę drugą. Potrzebujemy Doktora Tanaki żywego. Jest jedynym nosicielem.

Kaito, nieświadomy, że nosi w sobie klucz do globalnej pandemii, był już wplątany w sieć intryg, która sięgała znacznie głębiej niż laboratorium Azuma Institute. Jego "cudowne" ocalenie nie było dziełem przypadku. Było starannie zaplanowanym elementem Projektu Chimera. I to dopiero początek.

Projekt Chimera

Rozdział 2: Złota Klatka i Oddech "Feniksa"

1. Seul, Czerwiec 2025. Godzina 08:00.

Szpital Wojskowy w Seulu, zamiast być miejscem rekonwalescencji, szybko stał się dla Kaito Tanaki złotą klatką. Nie był już pacjentem, a cennym eksponatem. Agenci, którzy go przesłuchiwali, zmieniali się co kilka godzin – Koreańczycy, Japończycy, Amerykanie. Ich pytania stawały się coraz bardziej specyficzne, dotyczyły jego badań w Azuma Institute, jego kontaktów, nawet najbardziej błahych szczegółów z jego życia. Kaito odpowiadał, wyczerpany, ale coraz bardziej zaniepokojony. Nikt nie chciał uwierzyć w cud. Wszyscy szukali wyjaśnienia, które pasowałoby do ich własnych, ukrytych agend.

Pułkownik Kim, koreański lekarz w mundurze, który sprawiał wrażenie opiekuńczego, nagle stał się bardziej nachalny. Każdego dnia Kaito był poddawany serii badań, których celu nie rozumiał. Pobierano mu krew, wymazy, próbki tkanek. W końcu Kaito, choć z natury łagodny, postawił się.

– Pułkowniku, te badania są niepotrzebne. Czuję się świetnie. Chcę wrócić do Japonii.

Kim uśmiechnął się, ale w jego oczach nie było cienia rozbawienia. – Doktorze Tanaka, jest pan skarbem narodowym. A pana organizm… jest dla nas zagadką. Musimy zrozumieć, dlaczego pan przeżył. Dla dobra ludzkości.

Kaito patrzył na to, jak staje się obiektem. Jego probówka z "bakteriami do rozkładu pestycydów" zniknęła. Kiedy o nią pytał, agenci tylko wzruszali ramionami. Czuł, że coś jest głęboko ukryte. Coś, co z nim i jego badaniami.

2. Tokio, Czerwiec 2025. Godzina 11:30.

W tym samym czasie, w luksusowym apartamencie w Tokio, Mei Lin obserwowała wiadomości. Uśmiechnęła się z satysfakcją, widząc reportaż o "Cudzie z miejsca 11A". Jej telefon zawibrował.

– Faza II rozpoczęta. Cel jest nieświadomy, ale aktywny – zameldowała do słuchawki.

Głos po drugiej stronie był spokojny, lekko metaliczny, pozbawiony emocji. Głos "Architekta".

– Doskonale, Mei Lin. Pamiętaj, że dr Tanaka jest bezcenny. Nie może go przejąć żaden inny podmiot. Aktywować "Projekt Proteusz", jeśli zajdzie potrzeba.

– Rozumiem, Architekcie.

Mei Lin, choć była częścią Syndykatu Feniksa, miała własne, ukryte motywy. W jej przeszłości istniała trauma, która doprowadziła ją do współpracy z Architektem. Wierzyła, że tylko on jest w stanie zapobiec katastrofie, którą przewidywała. Albo ją kontrolować.

3. Ucieczka i Pierwsza Strzelanina. Seul, Czerwiec 2025. Godzina 19:00.

Czuł, że dłużej nie wytrzyma. Przekonanie o tym, że jest bezpieczny, pękło jak bańka mydlana. Tej nocy Kaito poczuł narastającą gorączkę. Nie była to jednak choroba, a nagły, niekontrolowany przypływ energii. Jego zmysły wyostrzyły się. Słyszał każdy szept na korytarzu, czuł zapach jedzenia, które niosła pielęgniarka, i widział drobne ruchy strażników za drzwiami. To nie było normalne.

Pod osłoną nocy, Kaito zaryzykował. Wykorzystał ten dziwny stan pobudzenia. Otworzył okno w swojej sali, co graniczyło z cudem, biorąc pod uwagę, że było zamknięte na klucz. Wyślizgnął się na parapet, a potem, opierając się na nagłym, niewytłumaczalnym przypływie siły, przeskoczył na gzyms i zsunął się po rynnie. Akcja, która powinna być niemożliwa dla przeciętnego naukowca, wyszła mu zadziwiająco łatwo.

Wylądował w ogrodzie szpitalnym, prosto na patrolujących żołnierzy.

– Stój! – krzyknął jeden z nich.

Kaito rzucił się do ucieczki. Strzały. Ominął je jakimś cudem, jakby jego ciało samo reagowało na zagrożenie. Biegł przez miasto, przez zatłoczone ulice, unikając taksówek i przechodniów. Policjanci i agenci ścigali go. To nie był już naukowy pościg, to była polowanie.

4. Spotkanie w Cieniu. Seul, Czerwiec 2025. Godzina 21:00.

Wyczerpany, Kaito ukrył się w wąskiej uliczce, pomiędzy straganami targu nocnego. Deszcz zaczął padać, maskując jego ucieczkę. Nagle poczuł czyjąś dłoń na ramieniu. Odwrócił się gwałtownie, gotowy do walki.

To była Mei Lin. Jej twarz była spokojna, choć zmoczone włosy przylgnęły do czoła.

– Doktorze Tanaka.

Musi pan mi zaufać. Jest pan w śmiertelnym niebezpieczeństwie. Wszyscy pana szukają.

Kaito patrzył na nią, nieufnie. – Dlaczego miałbym pani ufać? Jest pani z nimi. Widziałem panią w samolocie.

– Tak. Widział pan. I widział pan, jak pan przeżył. Ja byłam tam, żeby to się stało. Jest pan nosicielem czegoś, co może zniszczyć ten świat. I tylko pan może to powstrzymać.

Mei Lin wyjaśniła mu, że wirus, który został stworzony w Azuma Institute, nie był zwykłą bakterią. Był to Wirus Chimera – laboratoryjna broń biologiczna, która została zaprojektowana tak, aby w stanie uśpienia być niewykrywalna, ale w odpowiednich warunkach – aktywować się i rozprzestrzeniać z przerażającą szybkością. I to on, Kaito, nieświadomie, był jego pierwszym nośnikiem.

– Miejsce 11A… – powiedziała Mei Lin. – Ten fotel został zmodyfikowany. Miał za zadanie ochronić pana przed siłą uderzenia. A sam wirus, który został aktywowany w momencie zderzenia, uczynił pana… niemal niezniszczalnym. Wirus w pana organizmie, w formie uśpionej, sprawił, że przetrwał pan katastrofę. To było zaplanowane.

Kaito poczuł, jak ziemia usuwa mu się spod stóp. On. Broń. Cel. Marionetka.

– Kto to zrobił? – syknął.

– Syndykat Feniksa. I ich lider, którego znamy jako Architekta. Chcą wykorzystać wirusa do restrukturyzacji świata. Chaos jako narzędzie do stworzenia nowego porządku. Pan jest ich kluczem. Tylko pan jest odporny i tylko pan wie, gdzie jest jego początek. A może… tylko pana krew jest kluczem do odblokowania jego tajemnic.

Mei Lin wyciągnęła z kieszeni pendrive. – Tu są dane. Dowody. I informacje o kolejnym celu Architekta. O kolejnym miejscu, gdzie wirus ma zostać uwolniony. Musimy działać, zanim będzie za późno.

Nagle z końca uliczki rozległy się syreny. Policja.

– Musimy uciekać! – krzyknęła Mei Lin, chwytając go za rękę. – Nie mamy czasu na pytania.

Ruszyli w labirynt uliczek, ścigani przez wyjące syreny. Kaito, mikrobiolog odizolowany od świata, nagle znalazł się w centrum globalnego spisku. Czuł, że jego życie już nigdy nie będzie takie samo. I że tajemnica miejsca 11A to dopiero początek przerażającej prawdy.

Projekt Chimera

Rozdział 3: Labirynt Północnokoreańskiej Granicy

1. Ścigani. Seul, Czerwiec 2025. Godzina 22:30.

Syreny wyły coraz bliżej. Kaito, chociaż nauczony życia w sterylnych laboratoriach, zaskakująco dobrze radził sobie z ucieczką. To niezwykłe wyostrzenie zmysłów i siła, którą poczuł po przebudzeniu w szpitalu, teraz były jego jedynymi sojusznikami. Mei Lin była niczym cień, prowadząc go przez labirynt wąskich uliczek i zatłoczonych bazarów Seulu, gdzie zapach smażonego jedzenia mieszał się ze spalinami i wilgocią.

– Musimy zniknąć z miasta – dyszała Mei Lin, wciągając go w ciemny zaułek. – Wszelkie lotniska, dworce, porty są pod obserwacją. Musimy udać się na północ.

– Północ? Chodzi o… – Kaito spojrzał na nią z niedowierzaniem. – Koreę Północną? To niemożliwe!

– To najbardziej strzeżona granica na świecie – odparła Mei Lin, a w jej oczach pojawił się cień determinacji. – Ale właśnie dlatego jest idealna. Nikt nie spodziewa się, że ktoś będzie próbował się tam przedostać. Mamy tam ludzi. Stare kontakty Architekta.

Kaito nie miał wyboru. Zaufał jej. Biegli, kradli ubrania, zlewając się z tłumem. Mei Lin zdobyła dla nich starą, zdezelowaną ciężarówkę. Jechali przez noc, unikając głównych dróg, kierując się na północ, w stronę Strefy Zdemilitaryzowanej (DMZ). Każdy kilometr był walką z paranoją. Czy Syndiakt Feniksa wiedział o ich planach? Czy Mei Lin była na pewno po jego stronie? Pendrive, który mu dała, palił mu kieszeń.

2. Spotkanie w Ukryciu i Zdrada. Wieczór, Granica, Czerwiec 2025.

Dotarli do małej, opuszczonej wioski rybackiej tuż przy granicy. Zmrok już zapadł, a wilgotne powietrze niosło zapach morza i lęku. Mei Lin wskazała na starą, zniszczoną łódź.

– To nasz transport. Kontakt powinien tu czekać.

Czekał. Mężczyzna o surowej twarzy, ubrany w cywilne ubrania, ale z posturą wskazującą na wojskowe przeszkolenie. Nazywał się Yun-ho.

– Mei Lin. Wirus jest aktywny? – zapytał, ignorując Kaito.

– Tak. Zgodnie z planem Architekta – odparła Mei Lin, a Kaito poczuł, jak serce mu zamiera. „Zgodnie z planem Architekta”? Czy to znaczy, że ona wciąż gra z Syndykatem Feniksa?

Yun-ho skinął głową. – Łódź jest gotowa. Zabiorę was na druga stronę. Ale mam też inne rozkazy.

Nagle, Yun-ho wyciągnął broń i wycelował w Kaito.

– Przykro mi, doktorze. Architekt zmienił plany. Nie potrzebujemy już nośnika. Potrzebujemy próbki.

Mei Lin zareagowała błyskawicznie. W ułamku sekundy, który zaskoczył nawet Kaito, jej dłoń znalazła się na nadgarstku Yun-ho, wykręcając mu broń. Rozległ się strzał, ale kula trafiła w ziemię.

– Zdrajca! – warknął Yun-ho, rzucając się na Mei Lin.

Rozpoczęła się brutalna walka. Mei Lin, pomimo pozornie delikatnej postury, była niezwykle sprawna. Kaito, nadal w szoku, obserwował, jak kobieta, którą dopiero co poznał, z nadludzką precyzją unika ciosów i wyprowadza własne. To nie była zwykła bizneswoman. Była wyszkolonym operatorem.

W końcu Mei Lin obezwładniła Yun-ho, uderzając go w punkt, który natychmiast go unieruchomił.

– Nie ufaj nikomu, Kaito – powiedziała, ciężko dysząc. – Architekt ma oczy wszędzie. Nawet moi "ludzie" są na sprzedaż. Musimy sami przedostać się na drugą stronę.

3. Pod Osłoną Nocy. Morze Japońskie, Czerwiec 2025. Godzina 00:45.

Wsiadli do łodzi. Kaito, mimo że był mikrobiologiem, nigdy nie miał do czynienia z nawigacją morską. Mei Lin, ku jego zaskoczeniu, okazała się świetnym pilotem. Płynęli w gęstej mgle, która idealnie ich osłaniała.

– Musi pan zrozumieć, Kaito – zaczęła Mei Lin, jej głos był cichy, niemal szeptem. – Jestem w Syndykacie od lat. Ale wierzę, że Architekt posunął się za daleko. Wirus Chimera… to nie jest broń strategiczna. To apokalipsa. Chcę go powstrzymać. Pomogłam mu włożyć wirusa w pana ciało, bo wierzyłam, że to będzie kontrolowane. Ale on… on planuje coś gorszego.

– Co? – Kaito wciąż nie mógł uwierzyć w to, co słyszał.

– Nie wierzy pan w cudowne ocalenie, prawda? Fotel 11A został wzmocniony. Ale to nie wszystko. Wirus Chimera w pana ciele został zaprogramowany tak, aby w momencie kryzysu aktywować procesy regeneracyjne. Pan jest Protosem. Pierwszym i jedynym idealnym nośnikiem. A ta gorączka, którą pan miał… to była jego aktywacja. Architekt planuje uwolnić wirusa w miastach, by doprowadzić do upadku globalnego rządu, a potem... wykorzystać pana jako źródło do stworzenia szczepionki, którą tylko on będzie posiadał. I w ten sposób będzie kontrolował świat.

Kaito poczuł, jak żołądek podchodzi mu do gardła. Był żywą bronią. I potencjalnym ratunkiem.

4. Bliskie Spotkanie. Północnokoreańskie Wybrzeże, Czerwiec 2025. Godzina 03:00.

Dotarli do skalistego, północnokoreańskiego wybrzeża. Mei Lin zręcznie manewrowała łodzią, ukrywając ją w skalistej zatoce. Wylądowali na brzegu. Powietrze było ciężkie, mroczne. Poczuł, że są na wrogim terytorium.

Nagle, zza skał wyłoniły się postacie w mundurach. To nie była północnokoreańska armia. To byli uzbrojeni najemnicy.

– Syndykat Feniksa! – syknęła Mei Lin. – Architekt wiedział, że tu będziemy.

Rozległy się strzały. Kaito poczuł, jak kule świszczą mu koło głowy. Mei Lin pociągnęła go za sobą, rzucając się w zarośla. Wymienili ogień. Kaito, chociaż nie miał pojęcia o walce, czuł, jak jego instynkty bojowe, wzmocnione przez wirusa, zaczynają przejmować kontrolę. Unikał kul, a jego ręka sama znajdowała kamienie, którymi rzucał z precyzją.

Mei Lin, walcząc z najemnikami, odniosła ranę. Krew zaczęła spływać po jej ramieniu.

– Biegnij! Musi pan iść! – krzyknęła. – Poszukaj… Poszukaj doktora Hiroshi Yamamoto w Pjongjangu! On wie o Projekcie Chimera. On wie, jak pana powstrzymać! I jak znaleźć Architekta!

Kaito wahał się, ale Mei Lin popchnęła go w głąb ciemnego lasu.

– Idź! To jedyna szansa!

Pobiegł. Za nim rozległy się kolejne strzały i krzyki Mei Lin. Wiedział, że zostawił ją samą. Ale musiał iść. Był marionetką, ale teraz, po raz pierwszy, poczuł, że ma cel. Musiał znaleźć doktora Yamamoto. Musiał powstrzymać Chimerę. I dowiedzieć się, dlaczego stał się tym, kim się stał.

Projekt Chimera

Rozdział 4: Serce Wirusa i Dawne Cienie

1. Pjongjang, Czerwiec 2025. Godzina 06:15.

Kaito, brnąc przez gęsty las na północnokoreańskim wybrzeżu, czuł, jak jego ciało reaguje inaczej. Rany, które powinien odnieść po ucieczce, goiły się w zaskakującym tempie. To, co Mei Lin nazwała aktywacją "Protosa", było zarówno darem, jak i przekleństwem. Widział lepiej w ciemności, jego słuch był wyostrzony, a zmęczenie ustępowało miejsca dziwnej, wewnętrznej energii. Ale wiedział, że ta moc pochodzi z wirusa, który go opanował.

Dotarcie do Pjongjangu z granicy okazało się piekielnie trudne. Unikał wojskowych patroli,

żywił się tym, co znalazł, i spał w ukryciu. Po trzech dniach wyczerpującej podróży, przypominającej survivalowy kurs, w końcu dotarł do stolicy Korei Północnej. Szare, monumentalne budynki, ciche ulice patrolowane przez wojsko i wszechobecny kult jednostki przytłaczały go.

Musiał znaleźć doktora Hiroshiego Yamamoto. Mei Lin mówiła, że Yamamoto był kluczem do zrozumienia Projektu Chimera i Architekta. Japoński naukowiec w Pjongjangu? To wydawało się absurdalne, ale Kaito nie miał wyboru.

2. Odkrycie i Nieoczekiwana Pomoc. Pjongjang, Czerwiec 2025. Godzina 14:00.

Korzystając ze swoich umiejętności kamuflażu, Kaito zdołał dotrzeć do Centrum Badań Biologicznych w Pjongjangu, gdzie, jak podejrzewał, mógł pracować Yamamoto. Wślizgnął się do środka, udając technika. Wewnątrz panował chłód i sterylność. Po kilku godzinach przeszukiwania wewnętrznych systemów (które dla jego genialnego umysłu nie stanowiły większego wyzwania), odnalazł nazwisko: Dr. Hiroshi Yamamoto. Co więcej, odkrył, że Yamamoto był odpowiedzialny za tajny "Projekt Ogród Eden" – program badawczy, który oficjalnie zajmował się nowymi odmianami roślin, ale w rzeczywistości był przykrywką dla hodowli genetycznie zmodyfikowanych patogenów.

Kaito podążył do laboratorium Yamamoto. Drzwi były otwarte. W środku, przy mikroskopie, siedział starszy, łysiejący mężczyzna z okularami na nosie – doktor Yamamoto. Obok niego, na stole, stała probówka z dziwnie piękną, czerwoną orchideą. Tą samą odmianą, co w instytucie Azuma.

– Doktorze Yamamoto? – zapytał Kaito.

Yamamoto podniósł wzrok, a w jego oczach pojawił się cień zaskoczenia, a potem strachu. – Kim pan jest? Jak pan tu wszedł?

– Jestem Kaito Tanaka. Ocalały z miejsca 11A. Mei Lin kazała mi pana odnaleźć. Mówiła, że wie pan o Projekcie Chimera.

Twarz Yamamoto zbielała. – Mei Lin… Ona żyje?

– Miała pana powstrzymać – Kaito podszedł bliżej. – Ale pan kontynuuje to szaleństwo.

Yamamoto zamilkł. W jego oczach pojawił się ból. – Nie. Ja nie jestem z nimi. Nie jestem z Architektem. Jestem jego więźniem. Próbuje panu pomóc.

Wyjaśnił, że przez lata był zmuszany do pracy nad Projektem Chimera. Architekt, który był jego byłym studentem, szantażował go, grożąc jego rodzinie. Wirus Chimera został stworzony jako broń, ale jego początkowa wersja była niestabilna. Kaito, ze swoją wiedzą o bakteriach rozkładających pestycydy (które w Azuma Institute były tylko częścią przykrywki), nieświadomie stworzył katalizator dla Chimerę – substancję, która mogła aktywować i ustabilizować wirusa, czyniąc go śmiertelnym. To dlatego Architekt chciał, by to Kaito go przenosił.

– Pana krew, Kaito – powiedział Yamamoto. – Pańska krew jest kluczem. Jest pan nosicielem, który może aktywować wirusa, ale też… ją neutralizować. Architekt chce pańskiej krwi, by stworzyć antidotum tylko dla siebie i swoich elit, by potem uwolnić wirusa na świat.

Nagle rozległ się alarm. Syreny w całym kompleksie. Ktoś wiedział, że Kaito tu jest.

– Musimy uciekać! – krzyknął Yamamoto. – Architekt to przewidział. Ma tu swoich ludzi!

3. Tajne Przejście i Stary Wróg. Pjongjang, Czerwiec 2025. Godzina 15:30.

Yamamoto, drżąc, poprowadził Kaito do tajnego przejścia w ścianie laboratorium. Prowadziło ono do podziemnego tunelu.

– Musi pan dotrzeć do Laboratorium 731 – powiedział Yamamoto, podając mu zaszyfrowaną kartę dostępu. – To tajne laboratorium Architekta, gdzie przechowywane są zapasy wirusa. I gdzie prawdopodobnie jest Architekt. Znajduje się pod starą świątynią na przedmieściach Pjongjangu.

– Ale jak się tam dostanę? To jest… niemożliwe.

– Ktoś pana tam zawiezie. Jest jeden człowiek. Stary agent, który przeszedł na naszą stronę. Znajdzie pan go w Dzielnicy Czerwonych Latarni. Ma tatuaż feniksa na ramieniu.

Nagle, do laboratorium wpadła grupa uzbrojonych żołnierzy. Na ich czele stał mężczyzna o zimnym spojrzeniu i bliznach na twarzy. To był generał Li Quan, dawny dowódca elitarnej jednostki koreańskiej, który oficjalnie zaginął lata temu, a nieoficjalnie przeszedł na stronę Syndykatu Feniksa.

– Doktorze Yamamoto – warknął Li Quan. – Wiedziałem, że pan zdradzi. I widzę, że pana gość również jest interesujący.

Li Quan wyciągnął pistolet. W ułamku sekundy Kaito zasłonił sobą Yamamoto. Kule przeszyły powietrze. Yamamoto z krzykiem padł na ziemię.

Kaito poczuł ostry ból w ramieniu, ale dziwna energia w jego ciele natychmiast zaczęła go leczyć. To był "Proteusz". Ale ranę odniósł Yamamoto.

– Biegnij, Kaito! – krzyknął Yamamoto, słabnącym głosem. – Pamiętaj: Ogród Eden!

Kaito, z kartą dostępu w dłoni, rzucił się do tunelu, zamykając za sobą ciężkie stalowe drzwi. Usłyszał strzały. Zrozumiał, że Yamamoto zginął.

4. Dzielnica Czerwonych Latarni i Niespodziewany Ratunek. Pjongjang, Czerwiec 2025. Godzina 18:00.

Tunel wyprowadził go do opuszczonej fabryki na obrzeżach miasta. Kaito, ranny, ale zdeterminowany, ruszył w stronę Dzielnicy Czerwonych Latarni. Neonowe szyldy i podejrzane bary rzucały na ulice fantasmagoryczny blask. Wszedł do jednego z najbardziej obskurnych barów. Za ladą, wśród kłębów dymu papierosowego, siedział barman o starzejącej się twarzy i błysku w oku. Na jego ramieniu, Kaito zauważył… tatuaż feniksa.

– Szukam transportu – powiedział Kaito, jego głos był chrapliwy.

Barman podniósł wzrok. – Skąd wiesz o feniksie, chłopcze?

Kaito pokazał kartę dostępu, którą dał mu Yamamoto. – Doktor Yamamoto. Mówił o Laboratorium 731.

Barman spojrzał na kartę, a potem na Kaito. W jego oczach pojawiło się zaskoczenie. – Jesteś tym… ocalałym?

Kaito skinął głową.

Barman uśmiechnął się, odsłaniając złoty ząb. – Nazywam się Chen. Jestem byłym agentem koreańskiego wywiadu. Ale nie wierzę w rządy. Wierzę w pieniądze. I w sprawiedliwość. Yamamoto był moim przyjacielem. I nie lubię, kiedy Architekt bawi się w boga.

Chen poprowadził Kaito do ukrytego przejścia za barem.

– Idziemy do starej części miasta. Mamy tam pojazd. I coś jeszcze.

Gdy wychodzili, w barze rozległy się krzyki. Do środka wpadł generał Li Quan, ze swoimi ludźmi. Widział otwarte drzwi za barem.

– Za nimi! – ryknął. – Niech nie uciekną!

Kaito i Chen biegli przez ciemne zaułki. Chen był zaskakująco szybki.

– Ktoś was zdradził, Chen! – krzyknął Kaito.

Chen tylko parsknął. – To nie Architekt. To ktoś inny. Ktoś, kto nie lubi, kiedy stare duchy powracają.

Dostali się do starego magazynu. W środku stał opancerzony, wojskowy pojazd. I obok niego, czekała na nich… Mei Lin.

Kaito poczuł szok. – Mei Lin! Żyjesz!

Była ranna, ale stała pewnie. – Musiał pan myśleć, że pana opuściłam. Ale nie. To była część planu. Wiedziałam, że Architekt wysłał Li Quana. Musiałam ich zmylić. I musiałam sprawdzić, czy dotrze pan do Chena. On jest naszym ostatnim sojusznikiem.

Mei Lin popatrzyła na Kaito, a w jej oczach, po raz pierwszy, zobaczył coś więcej niż tylko chłód. Zobaczył determinację, ból i cień nadziei.

– Czas na ostatni akt, Kaito. Jedziemy do Laboratorium 731. Razem.

W tym momencie wjechały samochody Li Quana. Strzały rozdarły powietrze. Pościg trwał. Kaito, Chen i Mei Lin ruszyli opancerzonym pojazdem, w kierunku starej świątyni. Wiedzieli, że to będzie ostateczna konfrontacja. Albo uratują świat, albo zginą w Pjongjangu, nosząc w sobie wirusa, który miał to wszystko zakończyć.

Projekt Chimera

Rozdział 5: Ogród Feniksa i Oddech Prawdy

1. Pościg i Wrota Piekieł. Pjongjang, Czerwiec 2025. Godzina 20:00.

Opancerzony pojazd Chena ryczał, mknąc przez ciemne ulice Pjongjangu. Kaito, trzymający się kurczowo uchwytu, widział w lusterku wstecznym błysk świateł generała Li Quana i jego ludzi. Pościg był bezlitosny. Kule odbijały się od pancerza, ale wóz Chena był wytrzymały. Mei Lin, mimo rany, obsługiwała ciężki karabin maszynowy, precyzyjnie celując w pojazdy Syndykatu Feniksa.

– Trzymajcie się! – krzyknął Chen, ostro skręcając w opuszczoną dzielnicę. – Stara świątynia jest tuż za rogiem!

W oddali, na wzgórzu, majaczył masywny obrys starożytnej świątyni, otoczonej wysokim murem. To było Laboratorium 731 – serce Projektu Chimera, miejsce, gdzie wirus został stworzony, i gdzie miała rozegrać się ostatnia bitwa.

Pojazd wpadł w stary mur, wybijając w nim dziurę. Wjechali na teren kompleksu. Powietrze było ciężkie od naelektryzowanej ciszy. To nie było zwykłe laboratorium. To był labirynt korytarzy, pułapek i śmiercionośnych zabezpieczeń.

2. Serce Projektu: Ogród Eden. Laboratorium 731, Czerwiec 2025. Godzina 20:30.

W środku, ku zaskoczeniu Kaito, nie było sterylnych, metalowych pomieszczeń. Był tam ogromny, podziemny kompleks przypominający dżunglę. Bujne, tropikalne rośliny rosły w idealnie kontrolowanym klimacie, a wśród nich – setki czerwonych orchidei, świecących delikatnym, nienaturalnym blaskiem. Powietrze było ciężkie od ich słodkawego, duszącego zapachu. To był Ogród Eden, nazwa, o której wspomniał Yamamoto. Wszędzie stały pojemniki z wirusem, a urządzenia monitorowały jego wzrost.

W samym centrum Ogrodu, na podwyższeniu, stał mężczyzna. Elegancki garnitur, idealnie ułożone siwe włosy, twarz naznaczona bliznami po dawnych walkach, ale o dziwnie spokojnym, niemal uśmiechniętym wyrazie. To był Architekt. Za nim stał rząd naukowców, a nad nimi, na ekranie, wyświetlały się mapy świata z zaznaczonymi ogniskami hipotetycznej pandemii.

– Witajcie, moi drodzy – powiedział Architekt, a jego głos,

choć metaliczny przez system nagłośnienia, brzmiał zaskakująco łagodnie. – Spóźniliście się.

Kaito poczuł, jak dreszcz przebiega mu po plecach. Architekt nie wyglądał na zaskoczonego. Wyglądał, jakby na nich czekał.

3. Fałszywy Architekt i Prawdziwy Mistrz Marionetek.

Nagle rozległ się ostry gwizd. Drzwi za nimi zatrzasnęły się z hukiem. Z cienia wyłonił się generał Li Quan, ze swoimi ludźmi. Ale nie byli sami. Za nimi szła… Krystyna Woźniak. Ta sama szara eminencja z "Czerwonych Orchidei", która miała zostać aresztowana w Polsce lata temu! Obok niej, z triumfalnym uśmiechem, stał Marek Kowalski, ten sam, który miał odpokutować swoją karę i przejść na "dobrą" stronę.

Kaito, Chen i Mei Lin zostali otoczeni.

– Ale jak to? – Kaito patrzył na Kowalskiego z niedowierzaniem. – Marek?

Kowalski zaśmiał się gardłowo. – Cudowne odrodzenie, doktorze. W nowej Polsce trzeba wiedzieć, gdzie leży prawdziwa władza. A ona nigdy nie leżała w rządzie. Leżała tu. I zawsze tu będzie leżeć.

– Architekt… – wyszeptał Kaito, patrząc na mężczyznę na podwyższeniu.

– On jest tylko marionetką, doktorze – powiedziała Krystyna Woźniak, a jej głos był zaskakująco spokojny i władczy. – On jest tylko twarzą. Cały Projekt Chimera, od początku do końca, był moim dziełem. To ja go zaprojektowałam. To ja stworzyłam wirusa. To ja go aktywowałam. A Katastrofa lotu JAL 085? To ja ją zaaranżowałam. Potrzebowałam "Protosa". I znalazłam pana.

Kaito spojrzał na nią z przerażeniem. Całe jego życie było oszustwem. On, genialny naukowiec, został wykorzystany. Był tylko żywym naczyniem dla jej szalonych planów.

– Co oznaczają te wszystkie powiązania? – Mei Lin, ranna, ale nieugięta, warknęła w stronę Kowalskiego i Woźniak.

Krystyna Woźniak skinęła na Architekta. Mężczyzna podszedł do pulpitu i włączył ekran. Na nim pojawiły się stare zdjęcia: ona młoda, z Elżbietą Zając, z Andrzejem Królem. I nagrania z "Klubu Orchidei" w Polsce, w których widać było młodych Kowalskiego i Grabca.

– Stowarzyszenie Czerwonej Orchidei – powiedziała Woźniak. – To było nasze dzieło. Projekt, który miał "oczyszczać" społeczeństwo z niepożądanych elementów. Wirus Chimera jest tylko jego globalnym rozwinięciem. Całe lata studiowałam wirusy, ich potencjał do manipulowania społeczeństwami. Chciałam stworzyć świat idealny. Nowy świat. I pan, doktorze Tanaka, jest jego katalizatorem. Pańska krew, Protosa, pozwoli mi stworzyć antidotum i kontrolować świat po pandemii.

Kaito zrozumiał, że prawda jest znacznie bardziej przerażająca niż myślał. Krystyna Woźniak nie była tylko starą intrygantką. Była psychopatką z wizją globalnej dominacji, która przez dekady budowała swoją sieć, wykorzystując dawne układy z PRL-u i nowe realia wolnego świata.

4. Ostateczna Konfrontacja i Cena Zwycięstwa.

Nagle, z korytarzy Laboratorium 731, rozległ się potężny wybuch. Ściany zadrżały. Li Quan i jego ludzie byli zaskoczeni.

– Co to, do cholery?! – krzyknął generał.

Z korytarza wybiegła grupa zamaskowanych komandosów, uzbrojonych po zęby. To nie byli ani ludzie Woźniak, ani służby Korei Północnej. To była tajna jednostka ONZ, która od dawna śledziła plotki o Syndykacie Feniksa i "Projekcie Chimera". Ktoś z wewnątrz, być może jeden z naukowców Yamamoto, wysłał im sygnał o ostatecznej lokalizacji wirusa.

Wywiązała się chaotyczna strzelanina. Kaito, Chen i Mei Lin znaleźli się w ogniu krzyżowym.

– Zbierzcie próbki wirusa! – krzyknęła Mei Lin do Kaito. – Musimy go zneutralizować!

Chen, mimo że otoczony, walczył z zawziętością lwa. Marek Kowalski, widząc, że sytuacja wymyka się spod kontroli, próbował uciec.

– Kowalski! – krzyknął Kaito, rzucając się za nim.

Kaito dogonił Kowalskiego przy jednym z ekranów kontrolnych. Zaczęli się szamotać. Kowalski, cyniczny i bezwzględny, próbował zepchnąć Kaito w wirujące ostrza wentylatora.

– Nigdy nie zrozumiesz, Tanaka! – syknął Kowalski. – To nowy porządek! Ty jesteś przeszłością!

Kaito, z zaciętą miną, poczuł przypływ siły "Protosa". Odepchnął Kowalskiego z taką mocą, że ten wpadł prosto w wirujące ostrza. Jego krzyk urwał się nagle. Marek Kowalski, ostatni cień przeszłości Kaito, zginął w laboratoryjnej rzeźni.

Tymczasem Krystyna Woźniak, z zimną krwią, aktywowała mechanizm samozniszczenia.

– Jeśli ja nie będę miała świata, nikt go nie będzie miał! – krzyknęła, a w jej oczach błysnęło szaleństwo.

Mei Lin rzuciła się w jej stronę. Wywiązała się brutalna walka. Mei Lin, mimo rany, walczyła z pasją, wiedząc, że to ostatnia szansa na powstrzymanie Woźniak. W końcu, po zaciętej walce, Mei Lin zadała decydujący cios. Krystyna Woźniak padła na ziemię, a czerwona orchidea, którą trzymała w dłoni, potoczyła się po podłodze. Ale samozniszczenie było już aktywowane.

Kaito, z pomocą Chena, desperacko próbował zneutralizować wirusa. Wirus Chimera był już aktywny. Wirus mutował. Był poza kontrolą. Jedynym ratunkiem było jego własne ciało. W akcie desperacji, Kaito podjął straszną decyzję. Wstrzyknął sobie dożylnie potężną dawkę aktywnego wirusa Chimera. Jego ciało zalała fala bólu, ale wiedział, że musi to zrobić. Był "Protosem". Musiał wchłonąć i zneutralizować wirusa w sobie, ryzykując własne życie.

Komandosi ONZ dotarli do nich. Pomogli Kaito i Chenowi wydostać się z Laboratorium 731, zanim to eksplodowało w potężnej kuli ognia. Ogród Eden, wraz z wirusem, został zniszczony. Krystyna Woźniak i generał Li Quan zginęli w eksplozji.

5. Zimny Świt Nowego Porządku. Gdzieś w Azji, Lipiec 2025.

Świat nigdy nie poznał pełnej prawdy o Projekcie Chimera. Oficjalnie, to był wypadek laboratoryjny w Korei Północnej. Kaito Tanaka, jedyny ocalały, zniknął z powierzchni ziemi. Jego nazwisko zostało wymazane z akt.

Kaito przeżył. Jego ciało, choć wyniszczone, zdołało zneutralizować wirusa. Ale stał się kimś więcej. Stał się chodzącym antidotum, nieświadomie noszącym w sobie potencjał ratunku dla świata, ale także... jego zniszczenia. Jego wygląd zmienił się. Skóra stała się bledsza, włosy posiwiały, a oczy nabrały dziwnego, przenikliwego blasku. Wirus zmienił go.

Mei Lin, choć ciężko ranna, przeżyła. Znalazła Kaito w ukrytym azylu. Ich relacja, naznaczona zdradą i walką, przerodziła się w coś głębszego – wzajemne zrozumienie i zależność. Została jego jedynym powiernikiem i opiekunem. Ich miłość była cicha, naznaczona wspólną traumą i wspólnym ciężarem.

Chen, jak zwykle, zniknął bez śladu, zostawiając za sobą tylko rachunek i ironiczną notkę.

Kaito, dawny naiwny naukowiec, stał się Strażnikiem Chimer. Musiał teraz żyć w cieniu, wiedząc, że jest zarówno lekarstwem, jak i chorobą. A świat, nieświadomy zagrożenia, nadal toczył się swoim biegiem. Ale on wiedział. Wiedział, że cienie Projektu Chimera nigdy nie znikną całkowicie. A on, Kaito Tanaka, był ich żywym dowodem.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania