Prolog: Widmo wolności
Mężczyzna stał samotnie na dziedzińcu zamku otoczony strzelistymi wieżami. Ulewny deszcz chłostał jego nagie ciało, a wiatr targał śnieżnobiałymi włosami. Niczym posąg wpatrywał się w ponury krajobraz własnego królestwa, choć częściej określał je więzieniem. Chłód kamiennej posadzki wgryzał się w jego bose stopy, ciągnął się po łydkach, lecz on stał niewzruszony i tylko pobielałe knykcie zaciśnięte na rękojeści zdradzały, że walczył z wewnętrznym bólem.
Krople deszczu rozmywały krew na bladej skórze jego pleców, tworząc szlak szkarłatnych ścieżek mknących po ciele. Między jego łopatkami malowały się bowiem dwie, podłużne rany, tuż nad parą starych blizn, gdzie skóra i mięśnie zostały brutalnie rozszarpane. Palący żywcem ból przeszywał go do szpiku kości, a zimny wiatr tylko nasilał to cierpienie. Każdą pojedynczą kroplę odczuwał niczym trzask biczem w otwartą ranę.
Spojrzał wyżej na wiszący nad królestwem posępny firmament. Jego łzy zmieszały się ze łzami nieba. Ołowiane chmury zasnuwały je całkowicie, przesłaniając słońce, którego od dawna nie miał możliwości oglądać. Nawet nie pamiętał, czy w tym królestwie kiedykolwiek było słońce. W dłoni ściskał broń jaką niegdyś karał sobie podobnych. Miała ona gładko wypolerowaną rękojeść, a klinga kończyła się ostrym hakiem. Wielokrotnie wbijał go pobratymcom po same łopatki i wyszarpywał skrzydła z korzeniami. Ich wrzaski do teraz potrafiły odbijać się echem w jego wspomnieniach. Świeża posoka skapywała po ostrzu, barwiąc tuziny popielatych piór, leżących mu u stóp. Kilka z nich ściskał w drugiej dłoni.
Rozpacz i gniew rozrywały mu serce, skręcały wnętrzności. Ledwie dusił je w sobie. Krzyk sam wyrwał się z jego gardła. Ręka wystrzeliła zamaszyście, wyrzucając w przepaść ostatnią pamiątkę dawnego życia. Tego kim, kiedyś był.
Zlepione krwią pierze, zaczęło tańczyć na wietrze, by ostatecznie opaść w dół, znikając na zawsze.
– Rana będzie się długo goić, Uzjelu. Dlaczego to sobie zrobiłeś?
Niespodziewanie usłyszał za sobą wyzuty z emocji głos. Choć było to wieki temu, pamiętał jak sam mówił w ten sposób. Nie znał wówczas nawet pojęcia odczuwania, dopóki pewna niewiasta nie rozbudziła w nim uczuć posłanych na wieczny sen.
Odetchnął głęboko i ciężko, drżąc.
– Nie tak długo jak ta, którą wyrządzili mi brat i Kaewar – wspomniał, ignorując pytanie. Złość jeszcze bardziej zapłonęła w jego sercu. – Moja kara może jest łagodniejsza, ale wolałbym być unicestwiony; zniknąć na zawsze, niż być władcą tej ogromnej klatki – wycedził przez zęby. Mocniej zacisnął palce na rękojeści. – Ale ty nie zrozumiesz – stwierdził cicho z niesmakiem, kręcąc głową. – Nadal jesteś pozbawioną emocji marionetką! – Kipiąc ze złości cisnął ostrzem, aż uderzyło o posadzkę z głuchym brzdękiem.
Odwrócił się przodem do swojego gościa. Cień zaskoczenia przeleciał przez twarz Uzjela, gdy dostrzegł, że stojący przed nim anioł przekroczył granicę królestwa w naturalnej postaci. Musiał zadrzeć głowę do góry, aby móc spojrzeć mu w oczy.
Archanioł był dwukrotnie wyższy od niego samego. Dwie pary ciemnych skrzydeł wyrastały zza jego pleców, a biała skóra zdawała się być wręcz trupio blada przy panującej wokół szarówce. Pióra emanowały białawą poświatą, kreśląc smugi w powietrzu przy najdelikatniejszym ich ruchu. A oczy niczym wyciosane z przejrzystego szkła utkwione były w twarzy Uzjela.
– Co tutaj robisz, Danjalu? – zapytał, mrużąc oczy. – Przypominam, że zbyt długi pobyt w tym miejscu grozi szaleństwem dla Aschiańskich istot. – Zabrzmiało to jak próba wyproszenia gościa.
– Nie przyszedłem w odwiedzinach – odparł sztywno.
– Więc, co cię tu sprowadza? – Jego brew mimowolnie poszybowała w górę.
Archanioł przeniósł wzrok, gdzieś ponad głowę mężczyzny.
– Wygnanie.
Uzjel spojrzał wielkimi oczyma na Danjala, nie wiedząc czy ten żartuje.
Kaewar miał w zwyczaju skazywać swoje niesforne istotki na upadek. Wygnanie jednak było surową karą. Wiązało się z długotrwałym cierpieniem i obłąkaniem – całkowitą utratą zmysłów. Odcinało anioła od źródła życia.
– W tajemnicy przed nim – mówił dalej nieproszony – opracowałem z Vathan i Behem sposób na uporządkowanie hierarchii istot…
Uzjel prychnął rozbawiony, przerywając wypowiedź Danjala.
– Ośmieliliście się tknąć jego ukochane twory? – Zadziwienie w jego głosie bliskie było podziwu.
Danjal spojrzał na niego z ukosa.
– Nie. Otóż jeszcze nie. – Pokręcił lekko głową. – Rozgniewał go sam cel, jaki w tym mieliśmy. Nie spodobało mu się, że chcieliśmy pochłonąć dusze tych, którzy łamali zasady i niszczyli dzieło, nad którym wszyscy sprawowaliśmy opiekę, o które dbaliśmy – zamilkł, a powaga jego słów zawisła między nimi. – Mnie wygnał, a Vathan i Beha przemienił w czystą ikrę duchową, by już nigdy nie powrócili do swojej postaci. Zdołałem jednak ich wykraść.
Uzjel dopiero teraz dostrzegł dwa purpurowe kryształy zawieszone na szyi archanioła, w których to wnętrzach mieniły się i przeplatały energetycznie wici.
– I co w związku z tym wszystkim? – Popatrzył wyczekująco na Danjala, bezsensownie, szukając jakichkolwiek emocji na jego twarzy.
Tak bardzo odzwyczaił się od wyglądu aniołów, że brak mimiki, a nawet brwi stał się dla niego specyficzny.
– Nie domyślasz się? Gdzie podział się Uzjel Przebiegły? Uzjel Bezwzględny?
Puścił tę złośliwość mimo uszu, wznosząc oczy do nieba. Czasy, gdy służył w Gwardii, od dawna należały do odległej przeszłości.
– Uzjelu. – Danjal klęknął przed bratem, aby zrównać ich twarze. Szklanymi oczyma wwiercał się w jego grafitowe. – Można połączyć ich ikry z żywym Tchnieniem – powiedział powoli i umilkł, dając mu czas na przemyślenie.
Mężczyzna jednak zmarszczył brwi. Spojrzał na Danjala, jakby ten gadał od rzeczy.
– Sam powiedziałeś, że cię wygnał. Jak zamierzasz wrócić do Ascha i w cudowny sposób wykraść coś, czego pilnuje sam Kaewar?
Danjal zareagował w dość ludzki sposób, jakby wygnanie już odcisnęło na nim swoje piętno. Nabrał głęboko powietrza i wypuścił je przez nos.
– A gdzie jeszcze można znaleźć Tchnienie?
Uzjel myślał. Błądził wzrokiem po przestrzeni, nie patrząc na nic konkretnego, aż w końcu w jego wielkich oczach pojawił się błysk olśnienia.
– No przecież… – szepnął pod nosem.
Archanioł skinął głową.
– Jeśli uda nam się je połączyć, będziemy mogli powołać do życia tę…
Lecz Uzjel już nie słuchał. Jego myśli zaczęły kreować piękne wizje przyszłości, w której granice własnego królestwa nie byłyby jednocześnie krańcem świata.
– Wrota… – Uśmiechnął się szeroko, wręcz szalenie. Złapał gwałtownie Danjala za ramiona. – Zostaną otwarte!
Serce zabiło mocniej w jego piersi.
– Owszem. Pozostaje jeszcze jedno.
Czyżby był jakiś haczyk?
– Mianowicie? – spytał Uzjel, mrużąc oczy.
– Jestem tutaj w swojej naturalnej postaci. Niedługo stracę zdrowy rozsądek, więc to ty musisz doprowadzić wszystko do końca.
– Wiem, mój drogi, doskonale o tym wiem. – Spojrzał na niego z leniwym uśmieszkiem. – Wszak byłem… – pokręcił rozbawiony głową i poprawił się. – Ba! Wciąż jestem najlepszym strategiem!
Zafascynowany wizją przyszłości Uzjel podszedł na skraj dziedzińca i spojrzał w poza jego krawędź. Znajdujący się wysoko na urwisku zamek, na którym stali górował ponad resztą krainy. Mężczyzna zdawał się żegnać z całym królestwem Cynober, którego był pierwszym mieszkańcem i władcą zarazem. I choć miał nadzieję na rychłe uwolnienie się z tego miejsca, to pomimo pogardy do tej krainy, wspomnienia przewijały się przez jego umysł.
Powiódł wzrokiem po polach i wzgórzach, które przemierzał po Upadku oraz kryjącym różne potworności mglistym lesie. Wiele wieków temu natknął się tam pewne ziele, co opłacił kilkugodzinnym paraliżem. Spojrzał również na linie rzek. Przy nich czas upływał mu najmilej, choć nie mogły się one równać z tymi, przy których wypoczywał w Edenie.
Z wzgardliwym uśmiechem podziwiał ogrom tego wszystkiego, czym został zmuszony władać, jakby robił to po raz ostatni.
Komentarze (7)
To chyba nie po polsku.
Dlaczego? :)
W sensie tekst zbyt ciężki, wyniosły, przesadzony? Czy prolog nie zachęca do dalszej lektury?
Mam już napisaną całą książkę, więc zaczęłam publikować, aby poznać opinie, uwagi, krytykę. Czy jest coś dobrego w tym, co piszę, czy po prostu do kosza 😅
Lilianna Serafin
Coś mi się wydaje, że chodzi o literówkę w tylule ;)
Tjeri o bożu 😂 faktycznie, nie zauważyłam, a czytałam ze 3 razy xD
Tak to już jest jak się siedzi non stop nad jednym tekstem xp
Dziękuję za wskazówkę 😁
A można to jakoś poprawić?
Lilianna Serafin
Jak wejdziesz w "mój profil" w następnie w "publikacje", to przy każdym utworze będziesz miała ikonkę do edycji tekstu.
Tjeri o, dziękuję za odpowiedź 💜
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania