[prompt: studnia, kłamstwo, pociąg, nadzieja]

Potknęła się, patrząc w gwiazdy. Szukała czegoś więcej, pragnęła osiągnąć coś więcej, aż tu nagle…

wpierw pojawiło się malutkie wgłębienie w ziemi. potem zawtórowało mu kilka – no, może kilkanaście – kamyczków. A później… trzask! Gałąź pod jej stopami się ułamała, lecz ona już jest daleko pod ziemią. Teraz to inni mogą po niej – niej! – deptać, niczym ona przed chwilą miażdżyła swymi szklanymi pantoflami mrówki. Teraz, gdy ciągnie ją do czegoś więcej – to coś jest przecież tam, po czym ona bezmyślnie szła – ściółka, igliwie i umarłe listowie z listopadowych buków – to nic nie pozostaje, jak tylko wtopić się we własne odgłosy wyjącej z bólu duszy.

A gwiazdy? Te to są nawet poza zasięgiem jej wzroku; ach! Upada. Dotknęła właśnie dna. Jak tak teraz siedzi skulona w sobie, a sukienka jej klei się do mokrego od potu ciała – Boże, jak tu gorąco! – łka. A łka gorzko, bowiem Boga tu nie ma– w tej beznadziejnej sytuacji. Zdaje sobie właśnie sprawę, że żyła w kłamstwie. Co więcej – nadal w nim trwa. A ono ją zżera bezlitośnie, bezapelacyjnie wręcz. A ona mu na to pozwala. Czemuż to tak? Łatwiej się żyje? Nie, skądże. Sama świadomość może porazić człeka do cna jego kruchuteńkiego jestestwa, tej wiotkiej cząsteczki duszy, która zawsze chroniona i broniona – teraz sama musi się ochraniać i wzbraniać. Przed czym? Przed tymi gwiazdami, przed tą gałązką i ściółką, i igliwiem, i wszystkimi tymi listopadowymi liśćmi, którymi jest usłana droga do jej piekła.

Piekła Kopciuszka w szklanych pantofelkach.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania