Próżnia w szkłach
Wyszczerbiona filiżanka, herbata czarna jak mój język,
gdy próbuję wydłubać słowa z gardła.
Od rana do wieczora, od wieczora do rana
kręcę się w okrągłych ruchach zegara,
aż czas wreszcie wyrzyga mnie na zimne kafle.
Odbicie w lustrze wisi na mnie jak źle skrojony garnitur.
Zbyt ciasne rękawy, za dużo cienia pod oczami,
a oczy – przeźroczyste,
jakby ktoś wypłukał ze mnie kolory,
zostawił samą pustkę w szkłach.
Wczoraj próbowałem złożyć siebie na nowo
z gazet, popiołu i resztek porannego światła,
ale zadrżała mi ręka,
i wszystko znów się rozsypało,
jak sny po przebudzeniu, jak nadzieje po zimie.
Listy od matki leżą nierozcięte,
koperty twardsze niż moje palce.
„Synu, jedz dobrze, nie zapominaj o Bogu.”
Bóg? Przecież tutaj, w tym mieście,
Bóg umarł razem z latarniami,
które nie zapalają się już po zmroku.
Moja dziewczyna pachnie tytoniem i deszczem,
kocha mnie bez przekonania,
jak się kocha stare książki –
z sentymentu, nie z potrzeby.
Czasem, gdy śpi, liczę oddechy,
sprawdzam, czy wciąż jest człowiekiem.
A ja? Czy jestem człowiekiem?
Czy może tylko kłębkiem nerwów,
patrzącym na świat przez zabrudzone szyby,
czekającym na znak, na gwizd,
na cholerne otwarcie drzwi?
Ale nikt nie puka.
Nikt nie pyta.
Nikt nie otwiera.
Komentarze (11)
Wolę Cię w takich odsłonach... zdecydowanie
Bóg nie umarł razem z latarniami dla widzimisię grafomana, najwyżej wydaje im się, że jest niepotrzebny w przeciwienstwie do np. takiego odkrywczego wierszyka.
Pokolenia grafomanów tak pisało, pisze i będzie pisać,
I to rozpaczliwe szukanie wokół siebie ludzi, w ludziach człowieka...
''liczę oddechy,
sprawdzam, czy wciąż jest człowiekiem.
A ja? Czy jestem człowiekiem?''
Moim zdaniem dopóki człowiek zadaje sobie takie pytania, nie jest stracony.
nic tu z artyzmu, ze świeżości, słabe odgapianie.
Grain, ja uważam, że trzeba oddzielać niechęć wynikającą z innych poglądów czy innego zdania na różne kwestie, bo inaczej sami zatracimy w sobie coś ważnego, cennego...
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania