Przypadek Ryszarda
Przypadek Ryszarda
(Ryszard wbiegł na scenę, trzymając między nogami dmuchanego konia. Biega w kółko i krzyczy.)
RYSZARD:
Nadaremno tu nie jestem! Świat mnie jeszcze pozna! Zobaczycie! Wszyscy zobaczycie! Udowodnię swoją wartość! Tylko musicie chwilę poczekać!
(Na scenę wchodzi Julek, trzymając w ręku butelkę wódki.)
JULEK:
Proszę cię, Ryszardzie, przestań na moment. Mam przy sobie butelkę wódki. Napijesz się ze mną?
(Ryszard podbiega do Julka.)
RYSZARD:
A jak! Nalej mi kielicha. Jak nie masz popity, to tragedii nie będzie. Należę do twardych ludzi, co mogą pić czystą.
JULEK:
Jak wolisz. Ja tam wolę z popitą.
(Obaj wypijają kieliszek.)
JULEK:
To może na drugą nogę?
RYSZARD:
A czemu nie?
(Obaj znów piją. Ryszard nagle wyrzuca konia ze sceny.)
RYSZARD:
Nie chcę już tej zwierzyny! Nic mi w życiu nie pomogła! Same problemy przez tego konia miałem!
(Rzuca dmuchanego konia w stronę widowni.)
JULEK:
Ej, masz może piętnaście złotych? Bo flaszkę kupiłem za trzy dychy, a jak pijemy razem, to zrzutka fifty-fifty.
RYSZARD:
Później ci oddam. Jak babcia dostanie emeryturę.
JULEK:
No dobra, wierzę ci. Zresztą, jeszcze nigdy mnie nie zrobiłeś w ciula. A tak właściwie… Julka nie da się zrobić w ciula.
RYSZARD:
Sam wiesz, jak jest.
JULEK:
Ile ty masz lat, że czekasz na emeryturę babci?
RYSZARD:
Trzydzieści cztery.
JULEK:
Nie wnikam, czy pracujesz, czy nie. Pieniądze można mieć bez pracy, tylko trzeba ruszyć głową.
RYSZARD:
Masz jakiś interes?
JULEK:
Napijmy się jeszcze po kielichu, to pogadamy.
(Piją kolejny kieliszek, potem następny. Julek wyciąga z reklamówki ogórki kiszone.)
JULEK:
Na zagrychę. Małosolne.
(Nagle ktoś z widowni odrzuca konia z powrotem na scenę.)
JULEK:
O, zobacz!
(Robi zdziwioną minę, widząc lecącego konia.)
JULEK:
Powiedz mi właściwie, po co ci ten koń?
RYSZARD:
A biegam sobie na nim, żeby zabić czas. Chcę coś robić, no i biegam sobie po scenie w tę i z powrotem.
JULEK:
Jak chcesz coś robić, to idź do pracy.
RYSZARD:
Problem w tym, że w żadnej pracy mnie nie chcą. Zawsze coś mi nie wychodzi. Jak znajdę już jakąś robotę, to po paru dniach mnie wyrzucają. Mam chyba życiowego pecha.
JULEK:
Ja pracuję na wysypisku śmieci. Nie jest źle. Już jako dzieciak nie rokowałem, że będzie ze mnie człowiek, ale pracuję. Mam na jedzenie i na wódkę, żeby sobie świat pomalować.
RYSZARD:
Ja nic nie znaczę na tym świecie. Biegam na tym koniu z nerwów. Wiem, że życie marnuję, ale nie odrobię strat z dzieciństwa. Na studia nie pójdę, bo ledwo podstawówkę skończyłem.
(Ryszard zaczyna płakać. Julek podchodzi do konia i znów wyrzuca go w stronę widowni.)
JULEK:
Nie musisz mi oddawać tych piętnastu złotych. Zostanę dłużej w pracy o dwie godziny i zarobię na flaszkę. A teraz idę, bo czekają na mnie z obiadem.
RYSZARD:
Zaraz, zostań jeszcze i nalej mi kielicha.
JULEK:
A idź ty!
(Julek chowa butelkę do kieszeni i wychodzi.)
(Ryszard zostaje sam na scenie. Myśli na głos.)
RYSZARD:
Do czego ja zostałem stworzony? Żebym siedział na scenie i bujał się na plastikowym koniu? Dlaczego los nie dał mi żadnego talentu? Inni mogą, to czemu ja nie mogę? Przecież zawsze tak się staram…
(Na scenie pojawia się mężczyzna w granatowym garniturze.)
MĘŻCZYZNA:
Cześć, Rysiu! Pewnie mnie nie poznajesz? Minęło sporo lat. W podstawówce, jak rozdali świadectwa, nawet się nie pożegnaliśmy.
RYSZARD:
Waldek? Tak, już sobie przypominam! Tyle lat! Co u ciebie? Pewnie jesteś świetnie ustawiony. W szkole byłeś prymusem, słyszałem, że skończyłeś studia dziennikarskie z wyróżnieniem. Marta zawsze była tobą zafascynowana… A ty ją olałeś.
WALDEK:
Skończyłem studia dziennikarskie, ale nie pracuję w zawodzie. Miałem własny biznes, ale… Zaczekaj, zaraz ci wszystko opowiem. Napijemy się czegoś? Mam w reklamówce trzydziestoletnią whisky.
RYSZARD:
Nie mam kasy, żeby się dorzucić.
WALDEK:
To za spotkanie po latach.
(Waldek otwiera butelkę, nalewa sobie i pije duszkiem. Napełnia drugi kubek i podaje Ryszardowi.)
WALDEK:
Twoje zdrowie!
RYSZARD:
Jak ci się w życiu powodzi?
WALDEK:
Świetnie było… aż do momentu, kiedy się wciągnąłem w hazard. Straciłem firmę, rodzinę… Wszystko.
RYSZARD:
Ty? Taki inteligentny?
WALDEK:
Jaki ja inteligentny? Po co mi to wszystko było?
RYSZARD:
Nie gadaj głupot. Ja zawsze ci zazdrościłem.
WALDEK:
A ja ci zazdroszczę, że nie masz długów.
(Rozmowa cichnie. Po chwili Waldek sięga do kieszeni, wyciąga portfel i zagląda do środka.)
WALDEK:
Czterysta złotych. Tyle mi zostało. Wiesz, jak mi pomóc?
(Łapie Ryszarda za koszulę i zaczyna nim szarpać. Ryszard uderza go pięścią w twarz.)
(Tydzień później.)
(Na scenie pojawiają się policjanci.)
POLICJANT:
Jesteś aresztowany. Waldemar G. został tydzień temu wyłowiony z rzeki. Ostatni raz widziano go z tobą. Masz coś do powiedzenia na komisariacie?
(Kurtyna opada.)
Komentarze (7)
"Krucjata, tak to się nazywa!
Ryszard wbiegł na scenę(,) trzymając konia dmuchanego miedzy nogami.
Biega(pomieszany czas. Powinno być biegał) w kółko i krzyczy(krzyczał).
- Nadaremno tu nie jestem! Świat mnie jeszcze pozna(bez spacji) ! Zobaczycie(bez spacji) ! Wszyscy zobaczycie(,) udowodnię światu swoją wartość(bez spacji) ! Tylko musicie chwilę poczekać(.)
Na to Julek wyszedł zza kulis.
- Proszę Cię(, słowo cię z małej, bo nie piszesz listu) Ryszardzie. Przestań na moment. Mam przy sobie butelkę wódki. Napijesz się ze mną ?
Ryszard podbiegł do Julka(podbiegł do niego./do kolegi.)
- A tak, nalej mi kielicha. Jak nie masz popity, to tragedii nie będzie. Należę do twardych ludzi(,) co mogą pić samą czystą.
- Jak chcesz. Ja wolę z popitą.
Wypili po kielichu.
- To na druga(drugą) nogę(nóżkę)? - (z małej)Zapytał Julek
- Dlaczego nie? - (tak samo)Z uśmiechem odpowiedział Ryszard(odpowiedział z uśmiechem Ryszard).
Wypili po następnym(.)
Rysiu wyrzucił konia ze sceny.
- Nie chce(chcę) już tej zwierzyny. Nic mi w życiu nie pomogła. Same problemy miałem przez tego konia.(spacja)- Ryszard z całej siły rzucił koniem w publiczność(.)-przecież już go wyrzucił :-/
- A masz jakieś 15(piętnaście) złotych ? Bo kupiłem tę flaszkę za 30(trzydzieści) i jak pijemy razem to zrzucamy się fifty fifty(pół na pół-nie wrzucaj anglojęzycznych zwrotów, bo to źle wygląda. Poza tym niepoprawnie to napisałeś fifty-fifty).
- Później ci oddam. Jak babcia dostanie emeryturę.
- Ok. Wierzę Ci(z małej i przecinek po ci) bo jeszcze nigdy mnie nie zrobiłeś w ciula. Tak właściwie to Julka nie da się zrobić w ciula.
- Sam wiesz jak jest. - (z małej)Odparł Ryszard
- Ile ty masz lat, ze(że) czekasz na emeryturę babci(bez spacji) ?
- Mam trzydziesci -cztery(trzydzieści cztery) lata.
- Nie wnikam w to czy pracujesz(,) czy nie. Pieniądze można mieć bez pracy, tylko trzeba ruszyć głową.
- Proponujesz mi jakiś interes ?
- Napijmy się jeszcze po kielichu,( bez przecinka) i możemy rozmawiać dalej.
Napili się po kielichu, a później polali sobie następnego i następnego.
Julek wyciągnął z reklamówki ogórki kiszone.
- To na zagrychę. Małosolne.
Tymczasem ktoś z powrotem wrzucił konia na scenę.
- O zobacz! - Julek zrobił zdziwioną mine(minę) na widok lecącego konia.
- Powiedz mi właściwie, po co Tobie(ci) ten koń ? - (zapytał.))Zapytał się Julek
- A biegam sobie na nim dla zabicia czasu(bez spacji) . Chcę coś robić, no i biegam sobie po scenie w tą i z powrotem(bez spacji) .
- Jak chcesz coś robić to idź do pracy.
- Problem w tym(,) że w żadnej pracy mnie nie chcą. Zawsze mi coś nie wychodzi. Jak znajdę już jakąś robotę(,) to po paru dniach mnie z niej wyrzucają. Mam chyba życiowego pecha. -(po co ten myślnik?)
- Ja pracuje(pracuję) na wysypisku śmieci. Nie jest źle. Już jako dziecko nie rokowałem(,) że będzie ze mnie człowiek(,) ale pracuje,(bez przecinka) i mam na jedzenie oraz wódkę(,) aby móc sobie świat pomalować.
- Ja nic nie znaczę na tym świecie. Biegam na tym koniu z nerwów. Wiem(, że) ze życie marnuje(marnuję,) ale nie odrobię strat z dzieciństwa. Na studia nie pójdę(,) bo ledwo skończyłem podstawówkę.
Rysiu się rozpłakał.
Julek podszedł do plastikowego(a pisałeś, że był dmuchany:-/ )konia i z powrotem wyrzucił go na widownię.
- Nie musisz mi oddawać tych 15(piętnastu) złotych. Zostanę dłużej w pracy o 2(dwie) godziny i zarobię te pieniądze(,) a teraz idę sobie bo czekają(bez entera)
na mnie z obiadem . -(znów niepotrzebny myślnik)
- Zaraz. Zostań ze mną i nalej mi kielicha. - Ryszard poprosił Julka(poprosił go Ryszaed.)
- A idź ty(bez spacji) !( - odpowiedział) Odpowiedział Julek. Schował do kieszeni butelkę wódki i poszedl do domu.
Rysiu został sam na scenie i myślał: „(bez spacji) Do czego ja zostałem stworzony? Żebym siedział na scenie i bujał się na plastikowym koniu? Dlaczego los mi nie dał żadnego talentu(bez spacji) , tak(,) abym mógł dobrze zarabiać i żyć godnie.(?) Inni mogą(,) to dlaczego ja nie mogę(,) choć tak bardzo się zawsze staram(?). Tu chodzi o moje życie....(...)”
Na scenie pojawił się mężczyzna ubrany w granatowy garnitur.
-(spacja)Cześć(,) Rysiu - krzyknął - Pewnie mnie nie poznajesz(bez spacji i kropki po pytajniku) ?. Wiele lat upłynęło od ostatniego naszego(naszego ostatniego) spotkania. W podstawówce(,) jak rozdali świadectwa, nawet się nie pożegnaliśmy.
-To było 20(dwadzieścia) lat temu. Ale już sobie przypominam(bez spacji) .(spacja)Waldek tak(bez spacji) ? Jak milo(miło) widzieć ciebiejak miło cię widzieć)! Tyle lat! Co u ciebie? Pewnie jesteś bardzo dobrze ustawiony. W szkole nauka szła ci przecież bardzo dobrze. Zawsze miałeś szczęście w życiu. Słyszałem(, że) ze skończyłeś studia dziennikarskie z wyróżnieniem. Marta mi coś wspominała o tobie. Była zawsze tobą zafascynowana..(.) Ty to masz szczęście(bez spacji) , taka dziewczyna się w tobie podkochiwała, a ty ą(ją) olałeś.
- Tak(,) ukończyłem studia dziennikarskie(bez spacji) ,(spacja)ale nie pracuje(pracuję) w swym zawodzie. Mam własny interes(,) a właściwie to... Zaczekaj zaraz wszystko tobie(ci) opowiem. Napijemy się czegoś(bez spacji) ? Mam w reklamówce 30(trzydziestoletnie) letnie whisky(bez spacji) . Napijemy się z jednego kubka. Miałem wypić to sam(,) ale podzielę się z tobą.
- Nie mam pieniędzy żeby się dorzucić do tej flaszki.
- Za spotkanie po latach(.)
- A cola?
- Takiego trunku nie pije się z colą.
Waldemar otworzył butelkę i nalał pełny kubek. Wypił na raz.(,) po czym polał dla Ryśkowi(po czym polał Ryśkowi).
- Masz! Napij się.– podłl(podał mu) Ryszardowi kubek z Whisky do ręki(bez spacji) . (- )Zaraz wytłumaczę ci(,) że nie pijemy tylko za spotkanie po 20(dwudziestu) latach(,) ale za życie.
- Twoje zdrowie(bez spacji) !
- Więc tak. Miałem interes. Moim szczęściem było(,) że nauka szla(szła) mi bardzo dobrze. Poznałem piękna(piękną) i inteligentną kobietę. Mam z nią dwójkę dzieci. Biznes szedł mi bardzo dobrze. I co? Jak jest dobrze(,) to człowiek szuka czegoś więcej. Szczęścia mi nigdy nie brakowało w życiu aż tu nagle: bum(bez spacji) ! W karty się wciągnąłem(.) Hazard mnie zgubił.
-(bez tego myślnika, bo to dalej wypowiedź Waldka) Mam długi. Muszę zamknąć firmę. Straciłem rodzinę. -(spacja)Waldemar złapał się za głowę(.)
- Ty? Taki inteligentny. ( - )Ryszard popatrzył się(bez się) na Waldemara z politowaniem.
- Jaki ja inteligentny? Studia na 5(piątki, a) a takie ze mną kłopoty.
- Zazdrościłem ci zawsze. Mi(mnie) nigdy w życiu nic nie szlo(szło).
- Masz długi(bez spacji) ?
- Nie mam(.)
- Więc teraz ja tobie(ci) zazdroszczę, bo nie masy takich problemów jak ja mam. .(zbędna kropka)
- Napijmy się po kubeczku. Zapytał się Waldemar i oznajmił swemu koledze
- Nawet nie wiesz jak bym chciał być teraz tobą .
- Tak nie może być ! Nie denerwuj mnie. Masz głowę do myślenia i powinieneś sobie w życiu poradzić.
- Jestem uzależniony od hazardu i już z tego nigdy się nie wykręcę. Rozpieprzyłem sobie życie – Waldek zaczął płakać.Tak. Teraz dopiero doceniam moja żonę. Kiedy jej nie ma . Idę sobie. Mam dość tego wszystkiego . Masz tą butelkę i dokończ ją sobie.
- Nie chce. Ja już więcej nie piję. Raz w tygodniu starczy. A ty znajdz prace abyś miał za co żyć. !
- Po co Mi praca ?
- Żeby mieć pieniądze na chleb i masło. Przecież musisz żyć za coś.
- Co ty do mnie mówisz ? Ja w Paryżu kawior jadłem popijając go szampanem w najdroższych restauracjach. Mam teraz pracy szukać ? - I ironicznie się uśmiechnął
- Zresztą to co zarobię i tak mi komornik zabierze.
- Ty, śmiesz mówić, że mi zazdrościsz. Ja nigdy nie bylem w Paryżu. Kawioru nigdy nie jadłem To że masz długi a ja nie ?
- Miałeś rację że się nie uczyłeś dobrze. Ja bylem w szkole pilnym uczniem. Po co mi to wszystko było ?
- Nie mów tak! Ja chciałem się dobrze uczyć , tyko nic mi nie wychodziło. -Głośnym tonem odpowiedział Ryszrd Waldemarowi.
Rozmowa na moment ucichła. Oboje spoglądali na siebie I mileczeli. Po krótkiej chwili odezwał się Waldemar.
- Poczekaj niech sprawdzę ile mam pieniędzy w portfelu.
Wyciagną z kieszeni portfel I go odtworzył.
- 400 złotych. Zostało mi do końca zycia. Mam tak wielkie długi, że już z nich nie wyjdę. Wiesz jak mi pomóc ?
Złapał Ryszarda za koszulę i zaczął go szarpać. Ten nie wytrzymał i uderzył go pięścią w nos.
- Zobacz co zrobiłeś. Ty mój kolega ze szkoły. Krew mi leci z nosa.
- Przepraszam Cię bardzo. - Ryszard podszedl do Waldemar I chciał mu podać ręke, ten odwrócił się w drugą strone.- Idę sobie. Żegnaj. -
Tydzień później
Ryszard siedzi dalej na scenie i zastanawia się nad polepszeniem swojego życia. Nagle podchodzi do niego dwóch policjantów.
- Czy wie pan może gdzie jest tu stacja benzynowa?
-Tak, Proszę pójść w lewo i później w prawo. Niedaleko.
Policjanci rzucają Ryśka na deski
- Jesteś aresztowany. Tydzień temu z rzeki zostały wyłowione zwłoki Waldemara G. Ostatni raz widziano go z tobą pijącego alkohol. Będzie miał pan coś do powiedzenia na komisariacie."
Reszty tekstu już nawet nie poprawiam, bo to zbyt żmudna praca. Tekst tekst zarówno ze względu na błędy, jak i tragiczną fabułę oraz przede wszystkim nieudaną próbę napisania, jak podejrzewam jakiejś sztuki teatralnej zasługuje ni mniej ni więcej na 1. I taka rada na przyszłość: nie chwal się, że poprawiłeś błędy, skoro jest ich od groma i trochę.
Doceniam prace jaką dokonałaś przy poprawianiu moich błędów. Pozdrawiam :)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania