Przebłysk

Znów jestem w tym samym miejscu. Wszystko wydaje się śmieszne, banalne, nieistotne. Najszczęśliwsze wspomnienia mnie przygnębiają. Wszystkie atrakcje przynoszą mi taką ulgę, jak samobójstwo. Ekstaza trwa tylko chwilę, potem pojawia się nieskończona otchłań niewiedzy. Żyję tylko dlatego, że jestem wtłoczony w system. Mechanizmy pozwalają mi poprawnie funkcjonować. Wymuszają na mnie zbiór praw i reguł. Pozostawiony sam sobie, umarłbym z braku sensu, który odczuwam w takich momentach. Nie jestem samotny, czuję się bardziej niezrozumiany. Kilka osób może zna zalążki mojej osobowości, ale daleko im do mnie. Ja sam jej nie znam. Jesteśmy skazani na wieczne niezrozumienie. Jak ujrzeć czyjeś myśli, jeśli nie jesteśmy nawet w stanie w pełni pojąć swoich. Zmęczony mózg wysyła fałszywe alarmy.

Ta metafizyczna ataksja pozostawia mnie w stanie, w którym nie umiem określić, czego chce, a czego nie. Czasami marzę o zagładzie ludzkości... Brak dystrakcji pozwoliłby mi na niekończące się kontemplacje. Tymczasem zanurzam się w dźwięku lutni Apolla.

Ulica Głogowska, późny wieczór, okolice Rynku Łazarskiego.

Absolutna cisza. Nocny pejzaż miasta w stagnacji. Tłumy pędzących przechodniów zastąpiła atmosfera zastygłego spokoju. Puste tory tramwajowe. W oddali rozmywa się czerwony kolor reflektorów auta, na pierwszym planie sodowych lamp blask. Melodia migających świateł przy przejściu dla pieszych, delikatnie wyczuwalna w woni (nie)świeżego powietrza, łaskocze skórę dłoni i twarzy przyprawiając o gęsią skórkę. Słodko-gorzki smak wspomnień wypływający z pęknięć w murach stuletnich kamienic. Byłem tu.

4:30 rano

Miejski organizm się budzi. Nadjeżdża pierwszy tramwaj. 7:40 - czekam na przystanku.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania