Poprzednie części: Przebudzenie
Przebudzenie
świt dojrzał
stąpający ospale dzień
przygląda się mknącym
donikąd tramwajom
wczoraj próbuje
coś powiedzieć
samochód hamując
przywraca do dziś
zmierzenie się z rzeczywistością
nie przychodzi łatwo
pogubione sprawy
nie odnajdują nurtu którym
mogłyby wartko popłynąć
stukot butów świdruje w głowie
gdzieś z góry spoglądają
zapalone okna
nie jestem sam w dźwiganiu
obudzonego poranka
1.2024 andrew
Następne części: Przebudzenie
Komentarze (1)
Brakuje mi wersu z Bogiem i Jezusem. Tak dobrze tobie szło i rozczarowałeś. Zrozum gamoniu, że Bóg to poezja i należy go w każdym wierszu wychwalać do granic obrzydliwości, jak w zwichrowanych fantazjach seksualnych ociekać obscenicznie marzeniami z Nasieniem Jezusa na twarzy. Pozdrawiam serdecznie, ocena 1
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania