Przebudzenie linii
Nie szukam wielkich słów,
tych wszystkich wyświechtanych metafor o ogniu.
Wolę ten moment, gdy Twój oddech
zmienia rytm tuż przy moim obojczyku,
jakbyś sprawdzała, czy jeszcze tam jestem.
Masz na skórze mapę, której nie da się nauczyć na pamięć.
Prowadzę palce po linii Twoich pleców –
powoli, niemal bez dotyku,
tak, by obudzić tylko dreszcz,
zanim obudzi się reszta.
W półmroku pokoju zapach Twoich włosów
miesza się z chłodem pościeli i ciepłem naszych ciał.
Nie musimy nic mówić.
Wystarczy ten szept skóry o skórę,
krótki skurcz mięśni pod moją dłonią
i wzrok, który w ciemności
waży więcej niż jakikolwiek dotyk.
Jesteś tu. Jesteśmy.
Reszta świata to tylko hałas za zamkniętymi drzwiami.
Komentarze (1)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania