Przeciw Tronowi Wieczności
Idę z Szatanem i Chaosem ramię w ramię, przez pył umarłych światów, przez popioły dni. Niebo błyszczy nad nami złotem swej tyranii, a nam w gardłach dojrzewa nieugaszony płomień.
Gdy padam - trudno. Ziemia znów mnie przyjmie. Pełna boskiego syfu, cierpienia i rdzy. Żyjemy, walczymy, umieramy bez łzy, bo klęska jest tylko kolejnym rozdziałem wojny.
W kuźniach Prometeuszy ostrzymy gniew i pamięć, zbieramy wszystkich tych, co wrócili z przegranych bitew. Każda śmierć jest przysięgą, nie końcem opowieści.
Znów szturm na Niebo. Znów huk. Znów ogień nad gwiazdami. I tak aż runie tyran ze swego tronu wieczności, a wolność przejdzie przez wszechświat jak burza bez granic.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania