„Przed ołtarzem kiedyś stanę”

Marzyć zdołała siląc się na gesty,

dziewczynką będąc jeszcze-widziała,

orszak, setkę koni, przyozdobiony matecznik bezlistny,

a w ogromie nieba stadko gołębi tuziny bez mała.

 

Sztubacka ułuda prawdęodkrytą wynikła,

dostała wyrwane ze snów,suknię i woal,

w sprawie decyzji namysłu szczędziła,goniła

za szczęściem , które przetrwać nie zdoła.

 

Jednakże dobór szaty realizm w niestałość zmienia,

wąski krój?, dumna patyna?, skąpe falbany?,

markotna czerń ,pomroka tinte haftu dotlenia,

i wieńcząc swym oddechem organów ślad zdrapany.

 

Jak wzrokiem sięgnąć,tłum ludzi przybytek ścielące,

słonawe potoczki granic nie znają,

nicości ból srogi, a myśli biegnące,

od marznących korali policzki grabiejące.

Koronę założyć pora przyszła ruszyć rzeką,

odbyć podróż,ciemnym wyściełanym powozem,

gdzie świec bezlik i trumienne wieko,

a sala balowa okraszona, chłodem i mrozem.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania