Przeddzień.
Jak gałąź, pęknięta kość,
która składa się pokrzywawrzątkiem.
Gra w kwadraty, kiedy piłka wypada za linię,
więc te stają się przerywane, aż w końcu znikają,
a my stoimy na swoich punktach
zadając pytania, choć nie na głos.
Nie dopowiadamy nawet swoich imion,
a nazwiska mają tyle samo sylab.
I twoja siostra, mój brat.
Ty tego samego – ja podobnie.
Choć na przemian.
Więc rozpływamy się, zatracamy w tym drugim,
będąc jednocześnie liczbą pierwszą.
Komentarze (7)
No, tak sobie raczej...
Nie rozumiesz, to dlatego tak mówisz. Nigdy z nikim tak nie miałaś, więc tym bardziej 😁
Szalej. a ktoś tak miał? Nikt, nigdy nie przeżyje tego, co każdy z nas osobno...
Grafomanka, otóż to, to jest interpretacja wiersza i dlatego wiersz mi się podoba. Martyna dziękuję i miłego dnia.
Grafomanka oczywiście, że tak. Myślenie, że nasze przeżycia są wyjątkowe, to lekkie przegięcie. Miliony osób przeżywają to samo, w niemal identyczny sposób. To tylko fakt, że to osobiste - każe nam myśleć, że to coś wyjątkowego.
Niemniej, droczę się z tobą i nie ma to nic wspólnego z tekstem :)
5*raczej dobre:)
Dzięki.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania