Przegrana
Stałem na środku jezdni. Było już grubo po dwudziestej trzeciej. Lampy przy szosie już praktycznie były przepalone. Nie widziałem nic. Szedłem na ślepo wolniutko krok po kroku. Nagle usłyszałem głośne szczekanie. Stawało się coraz głośniejsze i wyraźniejsze. W oddali zobaczyłem jakieś światło. Postanowiłem, nie wiedząc nawet gdzie jestem się tam się udać. Biegłem z całej siły, najszybciej jak mogłem. Psy były coraz bliżej. Przed sobą nie widziałem nic oprócz jasnego punktu, który zaczynał się powiększać. W końcu zobaczyłem drewnianą chałupkę. Zacząłem walić w drzwi, by ktoś mi otworzył. Psy tuż za mną. Pociągnąłem za klamkę i okazało się, że dom był otwarty. W środku nie było nikogo. Paląca się świeczka w oknie powoli wygasała. Zabarykadowałem wejście starymi spróchniałymi meblami, które, gdy tylko je dotknąłeś, łamały się na części. Wiedziałem, że to nie pomoże, wtedy usłyszałem dziwny ryk. To nie były psy. Po chwili dało się słyszeć okropne skomlenie, po czym wszystko ucichło. Zobaczyłem, że okno ni jest do końca zamknięte. Kucnąłem i powoli przeczołgałem się pod nie. Wystawiłem rękę i już miałem je zamknąć, kiedy nagle wielka łapa przepiła se przez drewnianą ścianę i z wielką siłą przygniotła mi dłoń. To było dziwne, ale nie czułem bólu. Szybko jednak odskoczyłem od okna, a przez dziurę zobaczyłem wielkie zakrwawione kły. Wstałem i szybko pobiegłem na stryszek. Bestia rozrywała dosłownie dom, rycząc przy tym tak głośno i wściekle, że wszystkie inne zwierzęta w pobliżu zdychały ze strachu. Cały się trzęsłem. Chałupa była na skraju wytrzymałości i tylko minuty dzieliły ją od zawalenia. Na stryszku było jeszcze jedno okno. Wyjrzałem przez nie i zobaczyłem tylko poturbowane zwłoki psów oświetlane już prawie wygasłą świecą. Na moment wszystko cichło. Myślałem, że to coś już poszło, ale myliłem się. Monstrum cały czas obchodziło dom, wbijając przy okazji w niego swoje wielkie, zakończone ostrymi pazurami łapska. Wtedy zobaczyłem przez okno pierwsze promienie słońca. Co ciekawe wychodziło ono zza horyzontu bardzo szybko i po kilku sekundach było je widać w pełnej okazałości. Promienie padły na bestię, która w momencie stanęła w ogniu tak jak cały dom. Ostatniej chwili skoczyłem przez okno. Zacząłem spadać głębiej i głębiej w pewnym momencie obróciłem się i spojrzałem w górę i zobaczyłem ludzi spadających tak jak ja. To było dziwne, wszyscy krzyczeli, a niektórzy nawet płakali. Nie wiedziałem, o co im chodzi. Wszystko wyjaśniło się, kiedy znów spojrzałem w dół. Zobaczyłem piekielne płomienie tworzące kształty twarzy z bezczelnym uśmiechem. Ludzie wpadali do jej paszczy jeden za drugim. Chciałem się bronić przed tym, ale było już za późno. Gdy wpadałem do niej, poczułem jak moje ciało zaczyna palić się od wewnątrz, ból jednak trwał krótko, bo wtedy się obudziłem.
Komentarze (3)
W końcu zobaczyłem drewnianą chałupkę. – myślę, że lepiej by brzmiało chałupę.
obaczyłem, że okno ni jest do końca zamknięte. – literówka •nie
Wystawiłem rękę i już miałem je zamknąć, kiedy nagle wielka łapa przepiła se przez drewnianą ścianę i z wielką siłą przygniotła mi dłoń. – * przebiła
Wstałem i szybko pobiegłem na stryszek. – myślę, że lepiej strych, bez zdrobnień :)
Na stryszku było jeszcze jedno okno. – jw
Jakoś ten tekst wyszedł gorzej niż poprzednie. Tutaj zostawię 3+ czyli 4 i czekam na kolejny sen :)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania