Przejechałam na czerwonym

mój rower nie ma hamulców

rozkładam szeroko nogi

 

dla równowagi

unoszę dłonie w górę

łapiąc wiatr między palce

 

przestrzeń powiększa

rzeczywistość

zmniejszam się

do wysokości źdźbła trawy

widzę atomy tlenu

deszcz spływa po twarzy

 

popiół z gwiazd wypełnia usta

uśmiecham się widząc wasz strach

podwójne spocone twarze

 

prawdy jak niepotrzebne

fundamenty chwiejnych fasad

z marnym ornamentem wiedzy

 

śmieszny chłopcze

brałeś nauki u Platona

 

czerwone kwiaty pęcznieją

od cmentarnych baldachimów

 

śmierć wsłuchana w żałobne

marsze trąciła ostrzem policzek

słodka krew to rozkosz

wypij mnie zanim zniknę

 

powielona tysiącem kartek

rozrzuconych w odbiciach lustra

znów jestem naga

ciało to forma zastanów się czego

pragniesz

 

dziwki czytają poezję

łykają wersy jak spermę

nienasycone

 

wczorajsze listy jak

podmuch spalonych trocin

opadają

 

dobrze jestem winna

wypiję butelkę gorzkiej wysmarowana

tuszem do rzęs zatrzepoczę

 

pastelowy rower nie ma hamulców rozpędzona kurwa

nosi moje adidasy

Średnia ocena: 3.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (1)

  • Marzena pół roku temu
    Czasem człowiek chciałby się zmienić na lepsze ale nic mu nie wychodzi. Czasami tylko ta prędkość zniewala. Najgorsze są upadki, wszystko boli ale trzeba się podnieść.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania