Przejście Do Lepszej, Wyższej Czasoprzestrzeni Oraz Niezwykłe Miasto Ogrodów I Plaż

"Przejście Do Lepszej, Wyższej Czasoprzestrzeni Oraz Niezwykłe Miasto Ogrodów I Plaż"

 

gatunek: fantastyka/fantasy/sny/surrealizm

Starożytny Rzym.

 

Na podstawie treści z kamiennych tablic, pozyskanych z wraku rydwanu istot ponadwymiarowych, naukowcy i mechanicy zbudowali dziwne urządzenie, mające wiele różnych funkcji. Podczas stukilkudziesięcioosobowej imprezy, odbywającej się w pałacu otoczonym parkiem, ośmiu osobom, mającym od dwudziestu kilku do trzydziestu kilku lat, udało się uruchomić tajemniczy mechanizm. Było to czterech mężczyzn i cztery kobiety. Ci ludzie zostali otoczeni przez przejrzystą, złoto-srebrną poświatę, po czym zniknęli. Niebawem znaleźli się w innym, lepszym, piękniejszym i znacznie bardziej humanitarnym świecie, w którym nie było wojen, dyktatur, chorób, napadów ani nieurodzaju, a żywioły nie wywoływały żadnych szkód.

 

To zadziwiające miejsce przypominało niebiańską krainę z posiadającymi baseny pałacami, umiejscowionymi na chmurach unoszących się w powietrzu. Podróżnicy czasoprzestrzenni, którymi stało się ośmioro ciekawskich imprezowiczów, spacerowali po niewidzialnym deptaku. Nagle natknęli się na niezwykłe istoty, zamieszkujące ten olśniewający wymiar egzystencji. Ich srebrne ciała, pastelowe szaty oraz złote skrzydła emanowały wielobarwnym światłem.

 

— Należycie do elitarnego grona szczęśliwych wybrańców losu. Przeszliście samych siebie. Przekroczyliście granice rzeczywistości. Dostąpiliście zaszczytu wejścia na wyższy poziom czasoprzestrzeni i egzystencji, oraz zobaczenia, jak tam jest — postacie rodzime dla tego cudownego świata oświadczyły ludziom donośnym i dostojnym głosem, brzmiącym trochę jak burza z echem.

— Dokąd mamy podążać, aby zostać wyzwolonymi z ziemskiego chaosu, dziwności, marności i zniszczenia? — spytali ci, którzy przypadkowo się tu zjawili.

— Zaraz przeniesiemy was do Niezwykłego Miasta Ogrodów I Plaż. Tam znajdziecie cel oraz sens życia, a także dostaniecie odpowiedzi na niektóre z pytań, odwiecznie zadawanych przez was — zabrzmiała odpowiedź.

 

Wkrótce, ósemka bliskich znajomych uniosła się w powietrze, zawirowała dookoła własnych osi, a wtedy znalazła się w tajemniczym mieście, składającym się z wielkich, pięknych, kamiennych budynków i budowli, otoczonych ogrodami z basenami, fontannami i stawami. Powoli spacerując po miejscu bardzo starym, ale dla nich zupełnie nowym, podziwiali płaskorzeźby oraz malowidła, przedstawiające ludzi, zwierzęta, postacie mityczne, a także teksty, zawierające klucze do otwarcia umysłu i duszy.

 

Słońce miało barwę ciemnożółtą, podczas gdy nieboskłon był koloru jasnożółtego. Wszędzie dało się słyszeć kosmiczną, plażową i fantazyjną muzykę relaksacyjną. Co jakiś czas, z nieba padał krótkotrwały deszcz kolorowych, błyszczących gwiazd. Nad budynkami przefrunęło dwadzieścia osiem świetlistych dysków kilkusetmetrowej średnicy, a wtedy powoli oraz majestatycznie zostały otworzone wrota, za którymi zaczynały się kamienne drogi, prowadzące na plaże pełne tajemnic. Uradowani i oświeceni ludzie wyszli specyficznym tanecznym krokiem poza bramy miasta, a wtedy zostali otoczeni przez ogrody, nad którymi fruwały papugi, tukany, kruki i mewy.

 

Międzywymiarowi podróżnicy dotarli na znajomo wyglądającą plażę, po której spacerowały kraby, małże, rozgwiazdy oraz krewetki. Tak. To była jedna z niezwykłych plaż, obecnych niekiedy w pięknych snach o podróżach, przygodach, imprezach i wakacjach w najpiękniejszych miejscach świata, a także poza światem. W oddali wędrowali goście pochodzący z innego gwiazdozbioru, mający po trzy metry wzrostu. Czasami, z wody wydobywała się płetwa grzbietowa gigantycznej traszki, wyglądająca podobnie jak grzebień spinozaura.

 

Z chmur, dryfujących nad lustrem wody, zwisały przedmioty codziennego użytku, zabytkowe bo z drugiej połowy dwudziestego wieku. Nagle, do słońca doleciały dwa kolejne. Odtąd, wszystkie trzy gwiezdne sfery kosmiczne miały pomarańczowy kolor i tańczyły na tle ciemnożółtego nieba. Niekiedy przefrunęła szara chmura, z której padał zielony deszcz, a wtedy zaczynała ją gonić wysoka fala, skrywająca łódź podwodną pławikonikowej cywilizacji z zapomnianej, podwodnej krainy, połączonej z wnętrzem planety, które wbrew legendom wcale nie było takie puste. Wręcz przeciwnie. Tętniło szczęśliwym, pięknym i radosnym życiem oraz zawierało wspaniałe miasta, nad którymi unosiła się cudowna, relaksacyjna melodia.

 

Tymczasem tych ośmioro, którzy przypadkiem czmychnęli z Cesarstwa Rzymskiego i znaleźli się tutaj, weszli do wody po pępek, a wówczas u wybrzeży wysepki, otoczonej gąszczem wodorostów, natknęli się na przepływającą obok nich ławicę, składającą się z kilkudziesięciu zaczarowanych rozgwiazd, meduz, płaszczek, skrzypłoczy i samogłowów. Na widok ludzi, stworzenia wodne przemieściły się w stronę tajemniczych głębin oceanu, a wtedy podążyły za przepływającą właśnie w pobliżu zielono-żółto-fioletowo-niebieską orką z czterema płetwami piersiowymi, dwoma płetwami ogonowymi i trzema kłami narwali.

 

Wtedy nagle, z otaczającej wysepkę plaży wyrosły jasnobeżowe spiralne schody, które w siedem minut dosięgnęły aż do nieba, a ich szczyt zniknął pośród jasnożółtych chmur, posypanych tęczowym, błyszczącym pyłem gwiezdnym z innego, alternatywnego wymiaru. Na ich bokach żyły niezwykłe, wielkie pąkle lądowe z innej planety. Ośmioro ludzi wyszło z wody i podążyło aż na samą górę, a ich ubrania wyschły natychmiast po dostaniu się ponad poziom mórz i oceanów. Pośród obłoków ujrzeli grające na różnych instrumentach oraz śpiewające istoty, posiadające wielkie skrzydła oraz emanujące jasną, przejrzystą poświatą. Muzyka i pieśń zahipnotyzowały wędrowców. Nad ich głowy nadfrunął wielki kamienny łuk, taki w znaczeniu architektonicznym, a za nim można było zobaczyć piękne, słoneczne, kwitnące ogrody oraz tajemniczą starożytną cywilizację megalityczną. Tym razem to na pewno nie było Imperium Rzymskie. Być może, była to Atlantyda, albo rodzima kraina tych, którzy wznieśli kamienne kręgi, rozsiane po całej Europie.

 

Cztery z ośmiu osób, mianowicie dwóch mężczyzn i dwie kobiety, podskoczyły wysoko, zawisły w powietrzu oraz dotknęły dłonią tkwiącej w łuku ściany międzywymiarowej, za którą kończył się jeden świat, a zaczynał drugi, inny, tajemniczy, zapomniany, być może pełny niesamowitych przygód do przeżycia i cennych skarbów do odnalezienia. Wtedy, cała ósemka ludzi została otoczona przez kilkunastocentymetrową, złotą, przezroczystą poświatę z innego, lepszego wymiaru, do którego następnie została szybko wciągnięta, po czym wiszący w powietrzu łuk zniknął, zostawiając po sobie obecną jeszcze przez kilkanaście sekund świecącą sferę, wyglądającą jak kula dyskotekowa, błyszcząca w blasku świateł.

 

Po drugiej stronie, ośmioro starożytnych Rzymian przeobraziło się w Wenusjan. Fruwali, przenikali przez ściany, byli ubrani w barwne szaty, jakby wysadzane diamentami, i cali świecili na złoto. Chodzili po srebrzysto-zielonej trawie, pośród drzew o różowo-żółtych owocach oraz pomarańczowych liściach. Pływali w posiadających wodospady, bardzo przejrzystych jeziorach, będących źródłami wiecznego szczęścia, dobrego nastroju i poczucia humoru. Nieopodal siebie zauważyli langusty, płastugi, ślimaki i latimerie. Wyskoczyli ponad powierzchnię wody, a one razem z nimi. Z brzegu przyglądały się im nieduże stada zielono-beżowych apatozaurów oraz czerwono-różowych stegozaurów. Tymczasem na lądzie, w sadach i na rozległych polach oraz łąkach, zboża i winorośle rosły wielkie jak wieżowce. Czasami padał deszcz albo śnieg, kolorowy jak konfetti. Pachniał on jak kwiaty i nie szkodził żadnym istotom żywym.

 

Koniec.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (4)

  • Dekaos Dondi 4 dni temu
    Piotrek P.1988↔Znowu mój umysł, został po całości od środka, różnymi obrazami, nie z tej ziemi, pomalowany.
    Jak zwykle bardzo plastyczne "obiekty" i podróżnicy w tym wszystkim, jako chyba jedyni, wyglądający "jak z tej Ziemi"
    Znowu rzeknę↔jedyne teksty w swoim rodzaju, tworzysz:)↔Pozdrawiam:)↔%
  • Piotrek P. 1988 2 dni temu
    Dziękuję za ocenę i inspirujący oraz wesoły komentarz, pozdrawiam :-)
  • Narrator 4 dni temu
    Twoje opowiadania przypominają mi następującą anegdotę:

    Pod koniec swojego urzędowania prezydent Nixon spojrzał na wiszący na ścianie portret prezydenta J.F.Kennedy'ego i zapytał siebie: „W czym takim był on lepszy ode mnie?”. Po czym sam sobie odpowiedział: „Kiedy ludzie patrzą na niego, widzą siebie jakimi chcieliby być. Kiedy patrzą na mnie widzą siebie jakimi są”.

    Wydaje mi się, że choć pokazujesz nierealistyczny świat ludzie widzą w tej fantazji świat jaki chcieliby mieć, dajesz im chwilę marzeń o lepszym życiu, bez codziennej szarzyzny, problemów, zginającej kark ku ziemi siły grawitacji. Dlatego czytają o nim z taką ochotą i przyjemnością. Daję 5 i życzę powodzenia :)
  • Piotrek P. 1988 2 dni temu
    Dziękuję za ocenę, ciekawą anegdotę i inspirujący komentarz, pozdrawiam :-)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania