Przejście (uniwersum Metro#33) - cz. I

Słowem wstępu...

W 2013 roku, kiedy byłem jeszcze studentem, podjąłem swoją pierwszą, poważną próbę napisania książki. Tak się akurat złożyło, że w tamtym okresie przeżywałem prawdziwą fascynację uniwersum Metro 2033. Z powodu faktu, że studiowałem w Poznaniu i dzięki niezliczonym eskapadom podczas tak zwanych "okienek", jakie odbywałem wraz trójką moich serdecznych przyjaciół (Daniel, Sebastian, Dawid - pozdrawiam!), zdążyłem dość dobrze poznać centrum miasta. Co prawda, nie może ono poszczycić się choćby jedną linią metra, jednak nie brakuje w nim różnego rodzaju przejść podziemnych, z których postanowiłem uczynić schron i zarazem poligon działań dla bohaterów swojej powieści. Napisałem trzy obszerne rozdziały, jednak w pewnym momencie nadszedł czas na dokończenie pracy magisterskiej i temat "Przejścia" musiałem odłożyć na później.

Obecnie jestem w trakcie wydawania swojej premierowej książki, pisząc jednocześnie kolejną, osadzoną w bardziej mafijnych klimatach. Ostatnio podjąłem decyzję, że kiedy już uporam się z dwoma rzeczonymi projektami, zamierzam dokończyć "Przejście", jednak wcześniej chciałbym podzielić się jego wybranymi fragmentami z szerszą publiką. Postaram się, by poszczególne części nie były bardzo obszerne i by pojawiały się w miarę regularnie (zamierzam redagować je na bieżąco). Jak zwykle zachęcam do lektury i wyrażania opinii!

 

Geneza

 

Nieliczne, radioaktywne chmury przysuwały się z wolna po ciemnogranatowym, nocnym niebie. Pełnia księżyca zapewniała niezłą widoczność, lecz mimo to, zarówno stalker otwierający pochód, jak i ten go zamykający, mieli włączone latarki czołowe. Wiadomo, bezpieczeństwo przede wszystkim. Czteroosobowy oddział zmierzał niespiesznym, regularnym tempem ulicą Matyi pomiędzy szkieletami dawno porzuconych, rozgrabionych pojazdów w kierunku przejścia podziemnego numer 1, zwanego też Przejściem Park-Galeria. Idący w środku pochodu nieśli w plecakach cenną zdobycz stanowiącą cel wyprawy. Były nią dwa kanistry wypełnione po brzegi benzyną, niezbędną do działania podstarzałego już, choć wciąż sprawnego i na bieżąco remontowanego generatora prądu.

Stalkerzy szli gęsiego, bacząc, by odległości między nimi nie przekraczały jednego metra. Zgodnie z niepisanym kodeksem wypraw na stację benzynową, trzymali się jak najbliżej torów tramwajowych, które ciągnęły się środkiem drogi. Zbaczanie z tego kursu i podążanie wzdłuż Parku Marcinkowskiego lub starego dworca autobusowego nie byłoby z ich strony zbyt rozważne. Co prawda, większość niebezpiecznych stworzeń z nieznanej przyczyny upodobała sobie dzień jako najlepszą porę na urządzanie polowań, jednak wciąż pozostawało zagrożenie ze strony zmutowanych psów i wilków, którym od czasu do czasu zdarzało się grasować również nocą. Stalkerzy musieli także pamiętać o fruwających demonach. Dla tych potężnych i niezwykle żywotnych bestii, gnieżdżących się na szczytach najwyższych budynków Poznania, każdy moment był dobry, aby posilić się łatwą zdobyczą.

W środku czteroosobowego pochodu kroczyło niepewnie dwóch żółtodziobów. Dla podążającego tuż za liderem grupy, Fabiana był to dopiero trzeci wypad na powierzchnię. Jego rówieśnik, Kamil opuszczał rodzime przejście podziemne po raz czwarty. Każdy zdrowy i w pełni sił mężczyzna mieszkający pod powierzchnią, po ukończeniu dwudziestego pierwszego roku życia, miał obowiązek rozpocząć karierę stalkera. Między kumplami było kilka miesięcy różnicy i z tego względu dla Kamila przygoda z maską przeciwgazową, skafandrem ochronnym oraz dubeltówką (zaawansowane rodzaje broni przysługiwały bardziej doświadczonym zwiadowcom) rozpoczęła się nieco wcześniej. Jak dotąd ich nieliczne spacery po powierzchni przebiegły bez większych zakłóceń. Jedyne strzały, jakie mieli okazję oddać były skierowane do samotnego wilka, który najwidoczniej odłączył się od sfory. Żadna z kul nie dosięgnęła zbłąkanego zwierzęcia, które czym prędzej oddaliło się od tajemniczych, uzbrojonych dwunogów.

W odróżnieniu od Kamila, dla którego porządna dawka adrenaliny była niczym powiew świeżego powietrza (rzecz jasna tego sprzed pożogi), na brak emocji nie narzekał Fabian, który przed każdą eskapadą modlił się w duchu, aby i tym razem obyło się bez niepotrzebnych i groźnych dla grupy przygód. Zanim jeszcze odbył swoją pierwszą wyprawę na powierzchnię, poprzysiągł sobie w duchu, że nigdy nie będzie pakował się w kłopoty, nawet jeśli w celu ich uniknięcia przyjdzie mu nadrobić drogi, czy też w inny sposób zweryfikować swoje wcześniejsze plany. Oczywiście, póki co nie miał zbytnio wpływu na kształt poszczególnych misji, w których brał udział, jednak doskonale zdawał sobie sprawę, że pewnego dnia (o ile oczywiście go doczeka, co w postapokaliptycznych czasach nie było wcale takie pewne) zostanie stalkerem-liderem i poprowadzi własną grupę przez ruiny poznańskiej metropolii. Wtedy z całą pewnością przypomni sobie o wszystkich zasadach i wartościach, jakie przekazał mu świętej pamięci dziadek Staszek. Choć jako mały chłopiec nie mógł do końca pojąć znaczenia jego słów, wszystkie zapadły mu głęboko w pamięć.

 

* * *

 

Kiedy pierwsze śmiercionośne rakiety zostały wystrzelone w kierunku państw uwikłanych w konflikt międzynarodowy, Fabian Makowski miał zaledwie cztery lata. Tamtego feralnego dnia jego ukochany dziadek po raz pierwszy zabrał go na zakupy do galerii w centrum Poznania. Stalker doskonale pamiętał przeraźliwy hałas jaki znienacka dobył się z syreny alarmowej, kiedy właśnie miał przywdziać na swoje stopy kolejną parę letniego obuwia. Stanisław Makowski, jako były wojskowy – pomimo dość zaawansowanego wieku - wciąż jeszcze cieszył się pełną sprawnością fizyczną i dzięki temu, wraz z wnukiem znalazł się w gronie szczęśliwców, którzy zdążyli schronić się w przejściu podziemnym, nim zapora została zamknięta. Zainstalowano ją jako doraźne rozwiązanie problemu zbierającej się w nadmiernych ilościach deszczówki, gdyż system odprowadzający wodę w ciągu kilku wcześniejszych lat nie zdawał należycie egzaminu. Prowizorka zamontowana również w przejściu podziemnym numer 2 (PKS-Pomnik-Browar) i tunelu na dworcu kolejowym uchroniła nielicznych mieszkańców przed podzieleniem losu tych, którzy wówczas pozostali na powierzchni.

 

c. d. n.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania