Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!
PRZEKLEŃSTWO W PURPUROWEJ SUKIENCE. (opowiadanie mystery/o duchach)
PRZEKLEŃSTWO W PURPUROWEJ SUKIENCE.
(opowiadanie mystery/o duchach)
Nieznajomi, najczęściej... pozostają wobec mijanych przez siebie osób: zupełnie obojętnymi. Nie miej jednak, ktokolwiek przed nimi nie ucieka. Czy tylko dlatego, że będąc nieświadomym, kim... właściwie: jest spotkana przez nich osoba?.. Przeczytaj Osobiście.
Mroczny, śródjesienny chłód cmentarnego wieczoru, nie tyle spowijał, co wygoniwszy słoneczną radość, rozgościł się wśród bezwiednie stygnących grobów, jakby oczekując tym, że uleci z nich uprzednio wyzbyte życie. Smugi cierpko zimnej mgły, zdawały się czarnieć, gonione minionymi oddechami, przez opustoszałe aleje, choć ułożone z granitowej kostki, nie musiały życzyć sobie zwystraszonej uwagi. Nie było jej tam przecież. Owszem: spoczywała w zdobnej rzeźbieniami, przesiąkłej dotykiem ziemi, stanowiącej zmarłych: trumnie, jednak... sama świadomość, iż jej purpurowa sukienka, zaczęła nasiąkać trupim jadem, płynącym mimowolnie, z jej sinych ust... zniechęcała ją ku powrotowi. Niekiedy... miała sobie za złe, bycie samą sobą, w takim stopniu, iż nawet pochowanie jej, stanowiło powód do ekspozycji w dekolcie pośmiertnej kreacji, sporego, kształtowanego stanikiem w seksownie krągłe kulki, biustu: w niej samej... opinającej smukłe biodra tragicznie zmarłej, sięgając połowy ud, zaledwie na tyle, aby mankiet spódnicy współgrał ze schludnym ukryciem podwiązek pończoch, pozwalających jej zaznać postanięcia w zaświatach zwieńczeniem na wysokich, cienkich obcasach, czarnych, wizytowych szpilek. Było jej przykro. Bardzo, przenikliwie przykro, kryjąc przesłodką twarz, w delikatne dłonie z długimi, ostro spiłowanymi paznokciami, malowanymi w książęcą czerwień. Jej oczy... szkliście pozbawione życia, uwięzły bezdechem reakcji źrenic, wobec mroku... zabierającego ją zobojętnieniem. Uznała, iż to z powodu śmierci, krwawe krople spływając z nich, milkły w zapomnieniu łkania nekropolii.
Gdy tylko przekroczyła granicę doczesności śmierci w życiu codziennym, wyznaczoną wysoce skrzypliwą, zdobnie kutą w żelazie bramą cmentarza, poczuła się, zupełnie jak zwykle. Nawet żyjąc obojętnością oglądających się za ruchem jej pośladków i bioder przechodniów, których świadomość była nimi pochłonięta w takim stopniu, że nie byli w stanie zauważyć, iż stawiane przez nią na wysokich obcasach po asfaltowym chodniku, kroki: pozbawione charakterystycznie stukliwej sekwencyjności... są zupełnie zapomniane momentem zgonu, jakby samego wybrzmiewu, docierając ich słuchu...
Zatrzymawszy się przed witryną wystawową Antykwariatu, usiłowała przypomnieć sobie, jak właściwie odeszła... mijana obecnie bezosobowo, niczym spaliny, potajemnie duszące wszystkich obecnych. Niestety, mogła jedynie poprostu stać i patrzeć, nawet wówczas, gdy przystanęła obok niej jakaś kobieta, niczym zwrócona kopnięciem, na widok eksponowanych zamierzchłości. Nim wrzasnęła odskakując zaskoczeniem posyłającym ją swą mocą sprawczą na plecy, mogła nie wiedzieć, iż pomimo, że miała świadomość swojej samotności: obok siebie dostrzegła w zimnym blasku wystawowej tafli... smutne, zapłakane krwią oblicze: uroczej twarzy fotomodelki, zmasakrowanej okrucieństwem okaleczenia wypadkiem samochodowym...
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania