Przemyślenie
Podobno kłamstwo ma zawsze krótkie nogi.
Lecz nie, moi drodzy, to powiedzenie niestety z prawdą mija się daleko i szeroko. Kłamstwo czasami ma nogi długie i ciągnie się za nami przez duży kawałek życia.
Gdy już chcemy powiedzieć prawdę, coś szepcze nam do ucha, cichutko, ledwo słyszalnie: „I jak myślisz? Wydaje ci się, że wybacza ci to takie okrutne kłamstwo, którego trzymałeś się tak długo?”. I po tym cichutkim szepcie ciągniemy to dalej, jak nitkę, którą projektanci szyją piękne kostiumy. Szyjemy nią tak długa i starannie, dopuki ktoś nagle jej nie skradnie, nie dowie się prawdy i nie wybuchnie ogniem niczym wulkan na jakiejś wyspie japońskiej.
Po takim wybuchu nastaje cisza. Nie wiadomo, kto ma ją przerwać.
My? Ale dlaczego my, skoro to ta osoba się na nas zdenerwowała i obrazila?
Oni? Ale dlaczego, skoro to my ich okłamywalismy tak długo i płynnie?
W końcu decyzja musi zostać podjęta: kto poda tak zwany opłatek do wspólnego przełamania?
I jeżeli obydwie osoby naprawdę chcą się pogodzic, uda im się to.
Myśleliście już, że haczyka później nie ma? Ależ skąd, zawsze musi być. To, że pogodzenie nastanie, nie znaczy wcale, że będzie jak kiedyś. Że stracone zaufanie wróci jak kot wędrujący po polach do swojego domu.
O to niezbyt długie, trudne słowo trzeba się starać jeszcze długo, aż może — tylko może — kiedyś wróci.
Kiedy? Tego nie wiem. Lecz może niebawem, gdy przy poranku będziesz popijał kawę.
Ale pamiętajcie, moi drodzy, że tym wierszem nic wam nie obiecuję, tylko pokazuję, jak sytuację wyglądać mogłyby, a nie jak wyglądać będą.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania