przeniesienia
nie zagrzejemy miejsca
choć tyle wokół ognia
piec zimny
i myśli jak kry dryfujące u źródła
może z przyzwyczajenia
a może nie ma już dróg
które były tu nie dalej jak wczoraj
zjawiła się śmierć
odesłałam ją skąd przyszła
później długo stałam na półpiętrze
i ani w górę ani w dół
jakby było to najlepsze miejsce na przeczekanie
chwili która trwa odrobinę dłużej niż powinna
karygodne
karygodne że istnieją jeszcze domy
których nie sposób dogrzać
choćby spalić wszystkie książki i obrazy
razem z ramami i kozetką
do patroszenia demonów
bierz się
bierz nie pytaj
za którymś razem zrozumiesz
że ciało nie służy do wychodzenia
a ryzyko otarcia jest na tyle realne
że lepiej zawrócić wiersz
w pół drogi do chodnika
Komentarze (12)
Igalga→Mnie się podoba całość - lecz szczególnie ostatnia - a jeszcze bardziej - dwa ostatnie wersy.
No i zgodnie z tradycją, inerpretacja zależy od umysłu, co czyta:) Pozdrawiam:)→5
Dziękuję, DD.
Zgadzam się z DD co do dwóch ostatnich wersów. A co do reszty - to masz lepsze ;). Powtórzenia - które same w sobie mogły być dobrym pomysłem, tu dla mnie nie brzmią dobrze. Generalnie za dużo grzybów w barszczu, choć sam zarys mi się podoba.
Co Ty masz z tymi grzybami, Tjeri? Ja tam wolę żurek. Jak Kawa.
Dzięki za słowo.
IgaIga żurek z grzybami jest the best. W Twoim wierszu ich za dużo.
Tjeri - żurek z grzybami? :O Ty tak serio?
IgaIga - biedactwo - nie jadłaś? :D
Tjeri - w tym, który jadłam nie było!
IgaIga - jesteś pewna? :D
Tjeri - chyba tak...
Dla mnie super. Oceniłam wcześniej, ale nie wiedziałam, co rzec. Teraz w sumie też nie, wiec może niech tak zostanie. Dobre. Mądre. Prawdziwe.
Igalala, ładna bajka, taka do snu, podoba się mnie bardzo. Daj ciotce buzi na dobranoc :*
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania