Przepaść
Drzwi od samolotu otworzyły się.
- Kocham Cię – powiedziała dziewczyna.
- Ja Ciebie też – pocałował ją i wyskoczyli.
Najpierw zanurkowali, zwiększyli przy tym prędkość, lecz w pewnej chwili rozciągnęli ręce i nogi w kształcie litery X i już opadali wolniej. Złapali się i uśmiechnęli się do siebie, zaczęli podziwiać piękne krajobrazy, które znajdowały się poniżej, w oddali zobaczyli rozległe góry, bliżej znajdowało się niewielkie miasteczko, a tuż pod nimi wielka zielona polana, gdzie mieli wylądować. Puścili się, rozpięli spadochron i zaczęli powoli opadać na ziemię. Oboje tak sterowali, aby trafić jak najbliżej ustawionych dwóch okręgów na trawie, pomarańczowego i białego. Wylądowali na swoich punktach i odpięli rozwinięte spadochrony.
- Przykro mi stary, jednak Aneta wygrała, 2 metry bliżej celu – zaśmiał się mężczyzna, który podszedł do nich.
- Czyli dzisiaj stawiasz obiad, kochanie! Co by tu zjeść? – skoczyła na niego, a Bartek złapał ją i pocałował.
- Dobra gwiazdy, pora spadać – powiedział Sebastian, podszedł do samochodu i otworzył bagażnik.
Zebrali swoje rzeczy i wsiedli do auta. Podjechali do knajpy w niewielkim miasteczku i zamówili sobie coś do jedzenia.
- Zobaczcie, co znalazłem – chłopak wyciągnął telefon i pokazał zdjęcie zakochanym.
- A cóż to za jaskinia? Nigdy takiej nie widziałem? – zapytał zainteresowany Bartek.
- Taka w jakiej nie byłeś, Indiana Jonsie – zaśmiała się Aneta.
- Znajduje się niedaleko tego miasteczka, dowiedziałem się również, że jutro zbierają się ochotnicy, którzy chcą zbadać jaskinię, co Wy na to, wchodzimy w to? – spytał Sebastian.
- Jasne! – oboje krzyknęli i razem wznieśli kufle z piwem.
Podeszli do stołu bilardowego, Sebastian zaczął rozstawiać bile.
- Jak myślisz, mamy wystarczająco sprzętu na taki wypad? – zadał pytanie Bartek.
- Nie bój nic, wszystko jest, wyprawa jak znalazł dla nas. Zaczynaj – odparł Sebastian.
Bartek wziął łyk piwa i rozbił bile, jedna wpadła do dziury.
- Twoje całe – powiedział Sebastian.
Z telefonu zaczęła wydobywać się głośna muzyka, Bartek niechętnie, jeszcze zaspany otworzył oczy, obok niego spała Aneta, która też usłyszała budzik, lecz odwróciła się na bok. Nagle ktoś zapukał do drzwi:
- Wstawać, zaraz pora ruszać! – słychać było głos Sebastiana.
Bartek pogładził włosy dziewczyny, a na jej twarzy pojawił się uśmiech. Chłopak zbliżył się do jej ucha i cicho powiedział:
- Pora wstawać słonko.
- Wiem, już wstaję Indiana Jonsie – odpowiedziała mu.
Był słoneczny dzień, jechali autem, mijali piękne krajobrazy, rozległe lasy, ciągnące się zielone polany, na których galopowały konie, widzieli pole żółtawych słoneczników, gdzie zatrzymali się, bo Aneta chciała mieć zdjęcie na tle tych pięknych roślin. Wreszcie dojechali, od razu zauważyli, że przed jaskinią stoi czteroosobowa grupka ludzi przygotowująca się do wyprawy. Zatrzymali się obok zaparkowanego jeepa, który zapewne należał do ochotników, którzy chcą zbadać tajemniczą jaskinię.
- Witam kolejnych śmiałków, którzy dołączą do naszej wspaniałej wyprawy, aby odkryć sekrety tej jaskini! – powiedział wysoki chudy mężczyzna ubrany w granatową koszulę i krótkie jasnobrązowe spodenki, a na głowie miał żółty hełm z zamontowaną małą kamerką.
- Dzięki naszym cudownym sponsorom, możemy nagrywać naszą przygodę na takich kamerkach – pokazał na hełm – każdy z Was otrzyma takie cudeńko. – uśmiechnął się i rozdał sprzęt wszystkim uczestnikom.
- Pięknie, widzę wszyscy już są gotowi, zapomniałbym się przedstawić, mam na imię Tymon i jestem organizatorem tej wyprawy. Dziękuje Wam za przybycie! Jak już mamy za sobą część powitalną to pora ruszać w nieznane – otworzył szeroko oczy i zaśmiał się.
- Za mną! – machnął ręką i skierował się w stronę wejścia do jaskini, a pozostali poszli za nim.
Weszli do środka, od razu zapanowała ciemność. Tymon włączył latarkę, którą miał zamontowaną na hełmie i powiedział do pozostałych, aby również zrobili to samo. Grupa zauważyła zarysy ścian jaskini i zwisające stalaktyty nadające piękny, ale groźny kształt otoczenia. Nagle przewodnik zatrzymał się, przed nimi znajdowała się przepaść, spojrzeli na dół, lecz światła latarek nie sięgały dna.
- Patrzcie! – krzyknęła kobieta z grupy.
- Co tam masz Alicjo? – spytał Tymon.
Dziewczyna wskazała na most linowy, który wisiał nad przepaścią, lecz nie widać było jego końca.
- Czyżby ktoś tu już wcześniej był? – ze spokojem spytał mężczyzna ubrany w wojskowe spodnie i podkoszulek bez rękawów.
- Nie wiem, ale jestem ciekaw, pora to sprawdzić, co Wy na to? – przewodnik zadał pytanie do grupy.
- Skąd mamy wiedzieć czy ten most jest bezpieczny? – spytała Aneta.
Tymon złapał się lin i wszedł na most, który zaczął się lekko bujać od ciężaru człowieka.
- Chyba jest ok, ale nikogo nie zmuszam, jeśli ktoś nie chce iść dalej niech zostanie – uśmiechnął się.
Przez chwilę panowała cisza, lecz grupa skinęła głowami w stronę przewodnika dając mu do zrozumienia, że zgadzają się na dalszą podróż. Pierwszy przez most przeszedł Tymon, a kiedy zniknął w ciemnościach, po jakimś czasie usłyszeli głos:
- Wszystko ok, możecie przejść spokojnie.
Na drugą stronę przeszła już część grupy, zostały tylko dwie osoby, jedna z nich zaczęła przechodzić przez most, lecz nagle słychać było krzyk w ciemnościach, most zerwał się.
- Jerzy! – zakrzyczała ze łzami w oczach Alicja i opadła na ziemię, a do niej podeszła Aneta.
- Halo! Halo! Jest tam kto po drugie stronie? – krzyczał Sebastian, lecz nikt nie odpowiadał, przed nimi tylko panowała ciemność.
- Co teraz? – Bartek podbiegł do przewodnika.
- Musimy iść dalej, nie mamy zbyt dużego wyboru. – odpowiedział zdezorientowany Tymon.
Ostrożnie ruszyli dalej, była to wąska droga, prawie dotykali ścian jaskini. Znaleźli się w okrągłym pomieszczeniu, spojrzeli w górę i zobaczyli, że jest dziura w skale, z której padają promienie światła.
- Zobaczymy czy dalej jestem w tym dobry - Sebastian wyciągnął linę i zaczął celować, wyrzucony hak przyczepiony do liny wyleciał na zewnątrz. Mężczyzna zaczął ciągnąć powoli na dół, wnet żelazny przedmiot utkwił pomiędzy skałami.
- I kto jest mistrzem? – zaczął podciągać się po linie, wystawił głowę na zewnątrz, od razu oślepiły go promienie słoneczne.
- Jak tam? – odezwała się Aneta.
- Wisicie mi piwko – odwrócił się i uśmiechnął się do nich.
- Uważaj! Tam ktoś jest! – krzyknęła Alicja.
- Co? – spojrzał w górę.
Człowiek w wyrzeźbionej drewnianej masce z długim nosem stał nad nim w milczeniu.
- Kim jesteś? – spytał nerwowo Sebastian.
- A co to? Wyrósł chwast, pora się go pozbyć. – odpowiedziała piskliwym głosem zamaskowana postać.
Sebastian spadł wraz z uciętą liną do jaskini. Podbiegła do niego reszta grupy.
- O mój Boże! – powiedziała Alicja.
Mężczyzna z otwartymi oczami leżał na ziemi martwy z wbitą siekierką w głowie.
- Ulala Tralala! Był chwast, nie ma chwastu! Cóż za piękny dzień – wciągnął z rozkoszą powietrze - na porządki w ogrodzie! Hopsasa, mały prezent dla krecików mam! Haha – wrzucił okrągły przedmiot do jaskini.
- To granat! – krzyknął Bartek, złapał za rękę Anetę i pobiegli w stronę zrobionego otworu w ziemi, skoczyli a za nimi Alicja i Tymon. Nastąpił wybuch, przejście zostało zasypane kamieniami, więc nie było powrotu.
- Co się dzieje!? Co my tu robimy!? Kim on jest!? Zginiemy tutaj! – popatrzyła Alicja na Tymona – To wszystko przez Ciebie, gdzie Ty nas zabrałeś!? – zaczęła go szarpać.
- Nie wiem, obiecali, że to będzie odkrywcza i interesująca wyprawa, nie wiem co tu się dzieje – dziewczyna puściła go, a on podniósł kask z ziemi.
- Dobra, musimy iść dalej, trzeba jak najszybciej się stąd wydostać, za nim ten ktoś zorientuje się, że przeżyliśmy – powiedział po namyśle Bartek.
Wszyscy kiwnęli głowami i poszli dalej. Tunel nie był duży, musieli schylać się, aby przejść. Wnet usłyszeli jakieś jęki, zatrzymali się i popatrzyli na siebie. Bartek postanowił, że sprawdzi co się dzieje, Aneta złapała go za rękę i kiwnęła przecząco głową, a on pocałował ją w czoło i poszedł dalej.
- Chodźcie, mamy rannego – powiedział i machnął do nich ręką, aby podeszli.
- Jerzy! – krzyknęła Alicja i podbiegła do rannego, który był zakrwawiony, a z jego tułowia wystawał przebity na wylot jeden z drewnianych kolców, które umieszczone były niedaleko siebie tworząc zabójczą pułapkę dla kogoś, kto spadł tutaj z góry.
- Nie płacz malutka, będzie dobrze – dotknął jej twarzy – musicie stąd uciekać, widziałem tutaj kogoś, wydaję mi się, że to jego sprawka – powiedział były komandos.
- Przepraszam, ale niestety przedstawienie nie tak miało się zakończyć – usłyszeli głos Tymona, który celował do nich z pistoletu – będą musieli dać mi wielką premię, bo tego nie miałem w kontrakcie.
- Ty sukin… - przerwał Jerzy, rana dała się we znaki.
- Panu już podziękujemy, reszta pod ścianę i to migiem! – rozkazał Tymon.
- Bydlak! – krzyknęła Alicja.
- Oj, nie bądźcie tacy, jesteście wisienką na torcie, główną atrakcją, prawdziwymi gwiazdami, a ja jestem tylko… - padł na ziemię.
- Trupem – powiedział Jerzy i zaczął krztusić się krwią.
- Kochanie! Nie rób mi tego! Zostań ze mną! Dasz radę! – płakała przy nim Alicja.
Tymon leżał na ziemi z wbitym nożem w plecy, trafionym resztkami sił przez wyćwiczonego komandosa. Alicja podniosła pistolet i w gniewie wystrzeliła parę naboi w ciało przewodnika.
- Hola hola! Tralala! Czyżby tutaj beze mnie zabawa trwa – odezwał się piskliwy głos wydobywający się z jednego z wejść do tego pomieszczenia.
Alicja wycelowała pistolet w tą stronę.
- Pokaż się, zobaczymy, czy jesteś taki twardy! – krzyknęła dziewczyna.
- Widzę, że już nie możesz doczekać się naszego spotkania, ahhhh jakie to ekscytujące hihi dobra wychodzę na trzy: raz, dwa, trzy.
W tym momencie Bartek popchnął Alicję, a ona odbiła się o ścianę i upadła na ziemię, wyrzucając przy tym pistolet z rąk. Straciła przytomność.
- Brawo! Brawo! Punkt kulminacyjny! Hihi widzowie są przerażeni czy jedna z głównych bohaterek przeżyje – zamaskowany człowiek spojrzał w stronę Anety – teraz zaczynasz uciekać hihi.
Kobieta przez chwilę stała przerażona, lecz nagle zaczęła biec w drugą stronę, przed sobą zauważyła, że na końcu tego tunelu jest światło. Nadzieja była coraz większa na ucieczkę z tego koszmarnego miejsca. Odwróciła się, zobaczyła, że zabójca kierował się w jej stronę, przy tym miał rozłożone ręce i udawał, że jest szybującym samolotem oraz próbował odwzorować dźwięk silnika.
- Wieża tutaj sokół, widzę niezidentyfikowany obiekt, co mam uczynić? Przyjąłem, zrobię to z przyjemnością. Hihi – odezwał się piskliwy głos.
Przewróciła się, rozerwała spodnie na kolanie, tam pojawiła się krew.
- To nic, małe zadrapanie – powiedziała w myślach.
Wybiegła z jaskini, wypatrywała gdzie ma biec, jednak zauważyła, że stoi auto, którym przyjechali, podbiegła do niego, na szczęście Sebastian chował kluczyki przyczepione pod nadkolem. Wsiadła do auta, uruchomiła silnik i nagle strzała z niewiarygodną siłą wbiła się jej w ramię. Wrzasnęła z bólu, spojrzała na bok, morderca już załadował kolejną strzałę do swojej kuszy.
- Tralala! Hopsasa! Wieża tutaj sokół, cel w zasięgu wzroku, czekam na rozkazy? Przyjąłem, to będzie wspaniały dzień. Hihi – szyderczo uśmiechnął się i wycelował w stronę kobiety.
- Hej bydlaku! – zabójca odwrócił się, a tam stała Alicja z zakrwawioną głową, która celowała w niego z pistoletu.
- Daj spokój hihi tralala! Hopsasa! – odpowiedział do niej piskliwym głosem.
Nastąpił wystrzał, kula trafiła w jego pierś, zaskoczony mężczyzna zaśmiał się znowu piskliwym głosem – nieładnie księżniczko - zaczął celować w stronę Alicji. Kolejne dwie kule, które go trafiły powaliły zabójcę na ziemię.
- Aneto! – dziewczyna podbiegła do auta.
Alicja opatrzyła ranę Anety, nie miały jak zadzwonić po pomoc, ponieważ jeden telefon został w gruzach po wybuchu granatu w jaskini, a drugi był zepsuty, jak jedna z dziewczyn przewróciła się. Pojechały autem do miasteczka i nagle na skrzyżowaniu wjechało w nich rozpędzone auto.
Aneta przypięta pasami na miejscu pasażera otworzyła oczy, auto było przewrócone na bok, a Alicja zakrwawiona znajdowała się na miejscu kierowcy, nie ruszała się.
- Czemu psujecie mi moje plany? Nie możecie po prostu zginąć? – Aneta usłyszała jak mężczyzna odbezpiecza broń – ale nie martwcie się ja to załatwię. Pora się pożegnać. – oznajmił Bartek.
Wnet z ogromną prędkością strzała trafiła go w głowę, upadł na drogę.
- Jednak Indiana Jones to Ty nie jesteś – powiedziała trzymając w rękach kuszę.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania