Przepraszam, że nie umiałem kochać

Miłości moja, co szeptem byłaś,

jak wiatr pośród cichych dni,

odejść musiałem, choć serce biło

jakbyś wciąż była częścią mnie.

 

W lustrze twarze zobaczyłem dwie —

swoją i kogoś, kto ranił Cię.

Strach mnie ogarnął, że mrok mój własny

zagasłby światło w oczach Twych jasnych.

 

Nie z braku uczuć, lecz z lęku przed sobą

puściłem rękę, co była ostoją.

Nie chciałem patrzeć, jak cień w nas rośnie,

jak ślad zostawia, gdy radość gaśnie.

 

Każde słowo, co chciałem powiedzieć,

brzmi teraz w ciszy, w samotnej przestrzeni.

Nie wiesz, jak boli to serce rozdarte,

gdy prawda każe odejść w niespełnione marce.

 

Więc piszę dziś, choć nie wiem, czy czytasz,

miłości moja, już nigdy nie przyjdę.

Nie z powodu braku pragnienia,

lecz z chęci dania Ci bezpieczeństwa, schronienia.

 

Niech świt rozproszy Twe smutki wszystkie,

niech znajdziesz kogoś, kto da Ci iskrę.

Ja będę cieniem, co z dala czuwa,

modląc się, by los Cię nie skrzywdził znów nigdy.

 

Twój, który odszedł, byś mogła trwać,

w miłości, co w sercu na wieki ma świat.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (2)

  • Gramatyk 2 lata temu

    Nie "zagasłby", tylko "zgasiłby swiatło".

  • ireneo 2 lata temu

    Paciorku hejterski, nie jest trudnym zajęcie samozwańczego poprawiacza. Każdy głupi to potrafi, nie tylko ty. Nie czytalem żadnego odniesienia do treści. Wnioskuję, że nie dawałeś rady ich ogarnąć, a jeśli tak, to tutaj jesteś osobą wielce niepożądaną. Chyba, że podejmiesz próbę naPISać cokolwiek samodzielnie.
    I tak ci dopomóż buk

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania