przesyt
śmieję się
nad własną przepaścią
płaczę
nad pełnią
za dużo świata
rozciąga żebra
pod mostkiem
drzemie brzuch
po cięciach
pod językiem
gnije niewypowiedziane
połykam je
jak pestki
nie mam dna
czasem tylko
kiedy zmywam krew z jabłka
myślę o matce
Komentarze (4)
Szczerze? wiersz jest dla mnie niejasny.
Rozumiem i dzięki za szczerą opinię. Nie zależało mi na dosłowności, ale chciałam, żeby obrazy mimo wszystko tworzyły pewien emocjonalny ciąg. Dla mnie te obrazy łączą się w pewną całość, ale rozumiem, że może nie być aż tak czytelny jak moje dotychczasowe wiersze.
Dusza_boli Tu są ogromne emocje ale to już nie metafory - to szyfr. Śmiech nad „przepaścią” (czyli nad własnym dnem, kryzysem, końcem sił) to śmiech histeryczny lub ironiczny – sytuacja jest tak zła, że zostaje już tylko śmiech. Z kolei płacz nad „pełnią” oznacza, że nawet dobre rzeczy, nadmiar bodźców czy po prostu fakt, że życie toczy się dalej, stają się nie do zniesienia i wywołują łzy. Blizny? Tu jeszcze można by cos rozsupływać ale jabłko i krew? Grzech pierworodny? Poród? Utrata niewinności? Coś jeszcze gorszego? Za dużo jak dla mnie.
Piliery, rozumiem, co masz na myśli, mówiąc o szyfrze. Być może nagromadziłam zbyt wiele znaczeń, które dla mnie łączą się intuicyjnie, ale nie prowadzą czytelnika przez tekst w równie wyraźny sposób. Pisałam o nadmiarze, który osiada w ciele, o śladach, których nie da się po prostu zmyć, i o czymś, co być może przechodzi z pokolenia na pokolenie, choć nie zawsze umiemy to nazwać. Nie chciałam tego dopowiadać wprost, ale rozumiem, że bez tego obrazy mogą się nazbyt rozchodzić. To dla mnie cenna uwaga.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania