Przesyt
Zalewa nas masa, bezduszna i gęsta,
algorytm nic nie przeżył, a wszystko pamięta.
Co rano wypluwa tysiące stron w jednym tonie,
a w nim, jak w wodzie, ludzki głos tonie.
Wszystko tu czyste, gładkie, sny z drugiej ręki,
bez krwi, bez skreśleń, bez cienia udręki.
Pod filtrem makulatura błyszczy jak złoto,
a to, co żywe, ma w sobie krew i błoto.
Prawdziwe opowieści, pisane bliznami,
opadają na dno, bez szumu, tuż pod nami.
Tam leży zeszyt: skreślenia, plama po kawie,
nikt go nie wygładził, więc wciąż żyje na jawie.
Lecz kto się zanurzy, usłyszy w innym tonie,
że ludzki głos, choć na dnie, jeszcze nie tonie.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania