Przez kres oceanu
Myśl przybiera jak woda,
napełnia się moja głowa.
Mam statek, a wraz z nim
przez kres oceanu płynę.
Życie jak fala mnie zalewa,
wiatr w żagle mocno uderza.
To chyba nie ta tratwa,
co miała mnie nieść do brzegu.
Myśl przybiera jak woda,
napełnia się moja głowa.
Mam statek, a wraz z nim
przez kres oceanu płynę.
Życie jak fala mnie zalewa,
wiatr w żagle mocno uderza.
To chyba nie ta tratwa,
co miała mnie nieść do brzegu.
Komentarze (6)
Chodź się bawić: https://www.opowi.pl/forum/alfabetony-i-inne-durne-pomysly-w1983/
Ładnie, prosto i do brzegu ;)
Również dziękuję, za docenienie pozdrawiam.
Ziemia już od dawna nie jest płaska. Z tego głupiego powodu przez kresu oceanu płynąć niesposób. Do kresu jakoś dałoby się. Jeśli chciałeś ozdobić tekst metaforą dobry byłby, fakt mało oryginalny, bezkres oceanu.
Wyjątkowo przedumana fabula. Jest tu statek na żagle, który miał być tratwą. Tego nie da się pogodzić. Nawet w Biblii taki h niedorzeczności nie ma.
Ireneo dzięki za krytycyzm nie patrzyłem na to z tej perspektywy.
Dedal
to nie był krytycyzm a wskazanie błędu rzeczowego. 60% przełknie. Możesz peela wysłaś po brzegi oceanu, albo jakoś tak, a czytelnik zatrzyma się dla refleksji zamiast dziwienia się skąd ten kres, którego nie ma, a tu jest...
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania