przeżuwacze kitu

początek lata na mojej ulicy

podłużnej brytfannie z mieszanką franczyz

ze znacznym spadem dla dobrodziejstwa deszczu

odkąd obniżyli wiatr do wartości śmieciowej

i padło ostatnie drzewo

nie ma bezpłatnego miejsca na wspomnienia

przyokiennych szybowców choćby potęgi

 

uśmiechu właścicielki wiejskiego sklepu

w którym po przejściu wichury

zabrakło darmowych lodów dla dzieciarni

przegonionej z telewizora do kolejki

 

niedługo później odeszła matka

do wypracowanego nieba

bez współistniejących poezji

Średnia ocena: 3.7  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (2)

  • piliery 2 tygodnie temu
    Rozbieram na części ale z wielkimi oporami mi to idzie. Jakieś intuicję mam ale to mało. Zostawiam na zaś.
  • Grain 2 tygodnie temu
    nieco przeredagowałem, ale to ciągle świeżynka

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania