Przygoda pewnego malarza
Malarz w labiryncie płócien brnął przez wszystkie warstwy barwników;
zdzierał pokost, stary grunt, szukał wyjścia z tej gęstwiny, usuwał dawne portrety, na których później namalowano krajobrazy, abstrakcje, na abstrakcjach jakieś znaki, odwracał wszystkie znaki;
Szóstki i dziewiątki (symbole najprostsze) przetwarzał w węże nieskończoności, które później stawały się drogami jego błądzenia po tym labiryncie- zawsze odradzającym się w innej postaci.
Węże nabierały życia i gdzieś znikały, a przejść pomiędzy sztalugami było coraz więcej…
Barwy zwinięte w wielokrotne perspektywy, perspektywy boczne w stosunku do wszystkich odniesień, ulegały szalonemu zapętleniu;
Barwy złuszczały się wzdłuż ścian, blakły i stopniowo znikały; chyba wszystko miało zniknąć?
Przesuwał--- zmniejszał---powiększał---wydłużał---zmieniał kąt spojrzenia na obłoki, usuwał czernie z portretów, które przestawały być portretami; usunął wszystkie chmury, kępy traw, drzewa;
Nie było ani jednego wzniesienia, nie potrzebował już wysokich skał…
Z portretów najpierw usuwał brwi, potem nosy, wszystko zamykał w elipsach i trójkątach; trójkąty jednak rozpuszczał w werniksie, rozciągał elipsy, a później ściskał je tak, że przypominały łebki od gwoździ w podłodze jego pracowni.
//Malarz miał żywe rany na palcach, astmę, zapalenie spojówek, ponieważ przez kilka ostatnich miesięcy leżał na samym szczycie rusztowania, tuż przy sklepieniu. Dwa razy pracował w tym miejscu, kolejne freski namalował po 20 latach. Ale to chyba biografia innego twórcy, fragment dawno skamieniałego leksykonu…? //
Wtem jakaś siła uniosła go ponad linię sufitu, wysoko, coraz wyżej;
Uratował się w ostatniej chwili, gdyż jego pracownia została zgnieciona i była teraz tak płaska jak kartka, na której wykonał ostatni szkic-----//
Obserwatorzy z parteru rzekomo widzieli jakiegoś człowieka wdzierającego się do piramidy w przestworzach, ponad domami, ponad miastem.
Problem polegał jednak na tym, że tę piramidę zauważył tylko pewien przechodzień, którego nikt nie potrafił opisać---------///-------
PS. Przed masywną bramą zatrzymał się późnym wieczorem jakiś nieznajomy ----
Wpisywał wciąż nowe kody dostępu, ale wszystkie były fałszywe---podobno wpisał z pamięci
wiele milionów cyfr.... Bramy nie otworzył i nie wszedł do budynku-----
To jest najważniejszą częścią opowieści ----------!!!!-----------
------------------------------------------------------------------------------
Odpowiadam na swoje własne pytania:
Odrobinę hermetyczna opowiastka o pewnym malarzu, którego życie przez chwilę upodobniło się do biografii Michała Anioła Buonarrotiego w jej podręcznikowej wersji. O wiele więcej dowiemy się o Michelangelo z książki duńskiego historyka sztuki Georga Brandesa. Ten tekst napisany pod koniec zimy tego roku nawiązuje w pewnym stopniu do filmu Federico Felliniego "Rzym"; z tego filmu zapamiętałem scenę odkrycia pięknej mozaiki z czasów rzymskich; bohaterowie filmu nagle dotknęli arcydzieła sprzed ponad 1700 lat niezmienionego przez upływ czasu; aktu zniszczenia dokonuje dopiero strumień powietrza
wdzierający się do tej pieczary, która przez ponad tysiąc lat pozostawała zamknięta; rześkie strumienie powietrza wirują w tym pomieszczeniu i stopniowo "porywają ku nicości" prastary obraz...
Komentarze (2)
"Nieznajomy wpisał wiele milionów cyfr"- jak długo musiałaby trwać taka operacja? Zapewne dłużej niż życie owego człowieka, ale to nie ma znaczenia.... Wewnętrzna rzeczywistość lub pewien kontekst, który tutaj "stworzyłem" ma swoje prawa. Jednym z tych praw jest odmienność od tzw. doświadczenia rzeczywistości... Z drugiej strony nie wiem, czym jest rzeczywistość, czym jest niezachwiana pewność, że to, co odbieramy w postaci materiału dostarczanego nam przez zmysły, ma jakikolwiek związek z "realnym światem"; mogę jedynie przypuszczać i wnioskować, że jest pewnym przybliżeniem do czegoś, co tak nazywamy. Tych rzeczywistości przez nas odbieranych jest bardzo wiele, nieskończenie wiele... Chyba tak? Leon Chwistek mówił o wielości jedności i jedności wielości... Owa wielość obrazów świata (w tym wypadku portretów psychologicznych tych samych osób) w sposób fascynujący została opisana przez Williama Goldinga w powieści " Rytuały morza". Malarz w moim tekście doświadcza nieoczekiwanej metamorfozy co najmniej kilku przestrzeni "rzeczywistości"; wokół niego i z nim samym dzieją się rzeczy, na które w ogóle nie był przygotowany, tym niemniej usiłuje te wydarzenia opisać i uporządkować... Nieznajomy wpisujący kolejne (fałszywe) kody to ludzki umysł próbujący zinterpretować, przełożyć na zrozumiały język to, co kompletnie wymyka się wszelkim "standardowym" interpretacjom... Nie ma odpowiedzi na pytanie: dlaczego? Nie ma też odpowiedzi na pytanie o celowość takiego zwrotu strumienia (lub ciągu) wydarzeń... Malarz został porwany przez nowy wymiar (ale jaki wymiar? Oto pytanie...), a ci wszyscy, którzy próbują coś na ten powiedzieć, ci którzy szukają pewności i sprawdzalności zostali na parterze, przed bramą wejściową...niezmiennie zamkniętą... A jednak bram nie należy otwierać... Ważne są przecież nasze poszukiwania i domysły...
Pamiętam, że kiedyś zatrzymałem się przed podobną bramą na Starym Grochowie w Warszawie; był późny wieczór, a ja stojąc w strugach deszczu wpisywałem zupełnie przypadkowe kody dostępu... Nagle brama się otworzyła, wszedłem na podwórko, a następnie na klatkę schodową... We wszystkich mieszkaniach paliły się światła, chociaż w tym domu, jak się później dowiedziałem, od kilku lat nikt już nie mieszkał... Otwierałem kolejne drzwi, słyszałem jakieś głosy, ale nikogo nie spotkałem... Ci ludzie rozmawiali o sprawach z odległej przeszłości; zadaje się, że miała się odbyć jakaś wielka uroczystość ...? Podniosłem z podłogi pożółkłą kartkę wyrwaną z kalendarza- to był dzień 18.02.1928.... Doszedłem aż do strychu, po drodze wysłuchałem rozmowy z posterunkowym... Nikogo jednak nie spotkałem.... Wybiegłem na podwórko, a następnie na ulicę...
Co tam się dzieje, co się dzieje w tym domu? - zapytałem dwie starsze panie zamykające osiedlowy sklepik spożywczy. "Ach, to pan nic nie wie? Pan nie mieszka w tej okolicy? Wie pan, ten dom wszystko pamięta, a wieczorami głośno wspomina minione czasy...
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania