Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Przyjaciółka

Nawet największy dar należy poprzeć ciężką pracą. Te dwa czynniki mogą zrodzić względny sukces. Ale nie muszą, gdyż nigdy nie ma gwarancji. Jeśli kochasz żyć człowieku, to twoje życie skończy się źle. Czasami będziesz miał możliwość przedłużać, lecz Ona i tak cię dopadnie. Ona, ostatnia przyjaciółka.

Desperado robił wszystko by wyrwać belkę ciemnozielonego Dżerseju, zaklinowaną w żółtym, jutowym kartonie. Wkładając całą siłę swych rąk w wydobycie szmaty, po głowie chodził mu natrętnie refren pewnej piosenki, starej, polskiej, punkowej kapeli. Słyszał go bardzo wyraźnie w swej łepetynie, zmęczonej psychicznie tym, co zaserwowało mu życie. Wokalista pięknie i prawdziwie wyśpiewywał: Kiedyś byłeś leśniczym, ale jak zawsze w mych oczach jesteś niczym…

Pracownik magazynowy nie od samego początku, wiedział, czemu ten tekst tak go nawiedzał i terroryzował. Wiele razy nad tym myślał przeprowadzając analizę swego istnienia. Przyczyna okazała się prosta. Piosenka traktowała o tych, którzy byli ponoć jego kumplami, jego przyjaciółmi. Nic bardziej mylnego. Tak zwani przyjaciele po prostu go nie jeden raz sprzedali. Pomyślał, że pierdoli takich kumpli. Zdał sobie także sprawę, że pierdoli samego siebie, ponieważ powinien być silny i nigdy im się nie dać. On sam dla siebie powinien mienić się najlepszym przyjacielem. Nie potrafił się uszanować. Widział siebie jako bezwartościowego nic nieumiejącego śmiecia. Ale już się to nie liczyło. Dochodziła siedemnasta, czyli za chwilę miały rozkrzyczeć się syreny. Miał nastąpić fajrant. Zaliczka wzięta, całe sto złotych, za które napierdoli się jak helikopter. Kwadrat jak zawsze ujebie się razem z nim. Ujebią się jak dwa bezbożne nietoperze. Ten pierwszy widział, choć jakieś horyzonty. Ten drugi – Desperado, zastanawiał się, czemu jego kompan ma taki styl. Nie wiedział, dlaczego idą tym samym torem. Może chodziło o marzenia.

Każdy ma jakiś cel, lecz gdy ganiasz z belami materiału po hinduskiej hurtowni w centrum miasta i Polski, oznacza to, że nie jest z twym życiem dobrze. Praca w taki miejscu powinna mieć charakter przejściowej. Takiej, góra na dwa może trzy lata. Jedyne, czego człowiek się tam dorobi to przepukliny lub skrzywienia kręgosłupa. Zarobki nie były adekwatne do włożonego w pracę wysiłku.

Desperado prawie każdego dnia czuł się mentalnie zniszczony, często obdarty z godności. Przez firmę przewinęło się wielu takich ciemniejszych, którzy mieli dogłębnie wyjebane, co czują pracownicy magazynowi. Druga strona medalu, tych pośrodku jebali i uciskali ci z góry. W sumie prawie wszyscy upodobniali się do płotek. Rekinów tak naprawdę nikt, nigdy nie widział. Natomiast klienci zazwyczaj szanowali, czy to polskich czy hinduskich pracowników, ale znaleźli się też tacy, co mieli chłopaków za nic.

Gdy Desperado przebierał się w szatni usytuowanej w piwnicy czuł tę potworną beznadzieję, gdyż prawdziwe szczęście nie powinno polegać na tym by cieszyć się najebką, wypitym alkoholem. Myślał o sztuce. Malowaniu i pisaniu, choć wiedział, że te dwa terminy są odległe dla niego jak Andromeda od Drogi Mlecznej. Na minutę przypomniał sobie swą pierwszą próbę pisarską.

Pisanie? Mimo braku wiedzy o tym rzemiośle potrafił robić to najlepiej ze wszystkiego. Wspomnienie dotyczyło próby podjętej w wieku dziesięciu lat. Na wyrwanej kartce z zeszytu, zapisał granatowym mazakiem krótką jednostronicową przygodę. Jedna strona wystarczyła by mógł zmieścić cały tekst. Jak na dzieciaka było całkiem dobrze, Lecz zwątpienie popchnęło go do zgniecenia kawałka papieru.

Do pokoju wszedł Tata małego pisarza, zorientował się, co zrobił jego syn. Nalegał by ten dał mu zaznajomić się z treścią. Malec mocno się wstydzi, jednak pozwala na to ojcu. Finalnie tekst mu się podoba i chwali małego Desperado.

Z perspektywy czasu uznaje swoje pierwsze, krótkie opowiadanie za bogate, gdzie należało czytać między wierszami. Pierwszy mały sukces na tym polu.

Gdy Wychodzi z szatni ku górze, Kwadrat już na niego czeka. Wiadomka!

Przez pół roku sytuacja powtarza się niemal każdego dnia. Pracownik magazynowy zachowuje się tak jakby szukał śmierci i poniekąd ją znajduje. Poznaje dziewczynę zajmującą się fotografią. Poznają się na cmentarzu w pewien marcowy wieczór. Desperat uznaje, że może wpadł na odpowiednią osobę. Swoje wiedział. To nie była zwykła dziewczyna.

Pewnej nocy, gdy leżą przytuleni do siebie w łóżku, wywiązuje się między nimi istotna rozmowa.

– Nie szkoda ci życia by się umartwiać? Nie szkoda ci dnia by zamykać się w ciemnym pokoju? – Dopytuje się martwa kobieta.

– Wyrwij mi serce, a nigdy nie umrę. – Odpowiada poirytowany Desperado.

– Uwielbiam słyszeć dźwięk twojej pracującej pompy…

– Nie przeszkadza ci to? – Dopytuje mężczyzna.

– Nie. Uwielbiam to...Chcesz odejść?

– Z tego świata czy od ciebie?

– Pierwsze nie wyklucza drugiego. Wręcz przeciwnie. Te dwie opcje są ze sobą ściśle powiązane.

– Takie rozwiązanie byłoby dobre dla mojej udręczonej duszy. Tak! Bardzo tego chcę…

Średnia ocena: 3.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania