Przyklejony do materaca

Nie spałem, przyklejony do łóżka. Nie było to rybą a słowom nadało wagi.

Nad głową sen. Nad snem przepiękna powieść. Okładki przykładam do czoła. Wyuczona staranność okazuje się wrodzonym statusem. Przychylność losu natomiast, cóż, chyli przede mną czoło, ale najczęściej kończy się zderzeniem. Guzami. Sińcem.

Przepiórki śpią w skórce od banana. Powietrze przerywa milczenie i zdaje się, iż ostentacyjnie zaczyna kisnąć. Zmienia swój ciężar. Wiem, że ktoś powie, że zapachu nie widać. Ale ja widzę go często w kolorze mebli.

 

Wyblakłem ostatnio na fotografii i był to moment, gdy stwierdziłem, iż czas się przebrać. Zdjąłem wszystko, co krępowało myśli. Gdy myśli były już swobodniejsze, im również pozwoliłem odejść. Gdy poszły w mniej lub bardziej nieznane, przestałem być emocją, stanem, uczuciem, wrażeniem, doznaniem, a nawet doświadczeniem. Byłem obok. Na krótki moment. Był wystarczająco długi, by rozkochać się w stanie, w którym wszystko we mnie cichnie. Potem wszystko wróciło na swoje miejsce, ale już nie chciałem tego miejsca.

 

Przepiórki, które śpią w skórce od banana przestały mnie rajcować. Pająk, którego nogi wyrastają z linii zeszytu nie jest już tak potrzebny, a materac, na którym zostawiłem kiedyś skórę i pot, przestał być ścianą nie do przebicia. Ostatnio raz stanął na dwóch krańcach, spojrzał się na mnie, zaśmiał szyderczo i opadł bez ruchu.

 

W końcu przestałem wymyślać sobie kolejną drogę. Zrozumiałem, że każda podróż była ucieczką. Każdy ruch kłamstwem. A dopiero w całkowitym bezruchu jawi się jakaś sensowność, który wcale nie daje poczucia sensu, ale już przynajmniej nie próbuje go podważyć jego istnienia.

Średnia ocena: 3.0  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania