Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Przystanek autobusowy

Perspektywa Pauliny

Była prawie 2 w nocy, na zniszczonym upływem czasu przystanku autobusowym w małej wsi panowała niemal absolutna ciemność. Jedyna latarnia, stojąca nieopodal, migotała ostatkiem sił, rzucając drżące, blade światło na zniszczoną wiatę i ławkę, która zdawała się pamiętać lepsze czasy. Chłodna noc niosła ze sobą mżawkę, cichy szum deszczu mieszał się z szelestem liści w gęstym lesie, otaczającym drogę z obu stron.

Siedemnastoletnia Paulina siedziała skulona na ławce, podciągając kolana pod brodę. Wpatrywała się w ekran telefonu, na którym bezlitośnie widniała ikona braku zasięgu. Właśnie wyszła z imprezy u koleżanki aby złapać autobus do domu.

1.

Była to impreza urodzinowa jednej z jej koleżanek - Marty, Paulina dobrze się bawiła,jednak jako że, było już po północy i wszyscy byli zmęczeni, postanowiono, że impreza się kończy i wszyscy zaczeli się rozchodzić. Na zakończenie imprezy trochę po północy prawdopodobnie miał wpływ fakt, że miała ona miejsce w domku wakacyjnym rodziców solenizantki i rodzice Ci byli obecni na imprezie. Chodź trzymali się z dala i nie przeszkadzali młodzieży to chcieli aby impreza skończyła się w odpowiednim momencie a wszyscy wrócili do domów, tak aby można był zamknąć dom. Sami natomiast z córką wrócą do domu odwożąc również do domów tych, którzy będą takiej podwózki potrzebowali, nielicznych podwozili również ich rodzice.

Paulina mieszkała w sąsiedniej wsi, ale nie daleko znajdował się przystanek autobusowy, autobus jeździł rzadko ale był punktualny, w ten sposób zresztą dotarła na impreze. Gospodarze, jak i również inni rodzice upewniali się czy ma jak wrócić do domu. Paulina jednak zapewniała, że poradzi sobie i wróci autobusem, nie chciała też sprawiać problemów bo tak się składało, że w tym kierunku jechała tylko ona.Wiedziała, że musi zdążyć bo następnego autobusu już nie ma, dlatego co raz zwracała uwagę na pozostały czas i nie pozwalała aby ten jej umykał.

Paulina wyszła razem z Martą przed dom, która to co chwilę odpowiadała i odmachiwała kolejnym gościom upuszczającym impreze oraz jednocześnie witając się z rodzicami, którzy po nich przyjechali. Marta odciągneła ją na bok, chcąc uciec od wszystkich innych.

- Jezu, już mam dosyć, co chwilę ktoś coś chce, ile można? - spojrzała wymownie na Paulinę licząc na wsparcie - Nie wiem jak Ty, ale ja już mam tego zgiełku dosyć.

- Nie dziwię Ci się, ale taka w końcu rola solenizantki, każdy chce...

-W ogóle to nie jestem jeszcze zmęczona - przerwała Paulinie - tylko mam dosyć tłumu. Chciałam po tej ‘głównej’ imprezie żebyście jeszcze zostały z Klaudią i Karoliną. Posiedziałybyśmy sobie same. Powiedziałam rodzicom, że zamkniemy się i nie będzie problemu przecież co może się stać, ale oczywiście się nie zgodzili.

- No było by spoko. Tak w czwórkę, żeby posiedzieć to chętnie bym została.

Paulina sama nie wiedziała, czy odpowiada szczerze w tym momencie, ale cieszyła się, że nie musi podejmować decyzji czy zostać.

- No szkoda, ale co zrobić? Wiesz jacy są moi rodzice.

- No wiem, ale może na ich miejscu też byśmy się bały, w końcu to straszne zadupie - zaśmiała się.

- No, haha

W tym momencie jakby znikąd pojawiła się mama Marty.

- Wiem, że pytałam już z dziesięć razy, ale na pewno Cię nie podwieść? - zapytała śmiejąć się

Paulina przewróciła oczami.

- Na pewno. Nie ma takiej potrzeby, dziękuje, za 20 minut mam autobus, a Państwo jadą w przeciwnym kierunku - odpowiedziała grzecznie Paulina.

- Ale to żaden problem, prawda? - spojrzała się na męża, który również pojawił się znikąd - pewnie, że nie, raz dwa i Cię odwieziemy - odpowiedziała za niego.

- Mamo! - Marta poirytowana zachowaniem mamy, spojrzała na nią wzrokiem mówiącym przestań przynosić mi wstyd - powiedziała Ci że wróci autobusem! Przyjechała autobusem to wróci autobusem. Już się pytałaś z pięć razy.

Paulina zaśmiała się pod nosem, wiedząc, że jej mama jest dokładnie taka sama. Spojrzała jeszcze raz na zegarek.

- Dobra musze już naprawdę uciekać. Dzięki, było super - uścisneła Martę.

- Cześć Paulinko - powiedziała mama Marty.

- Do widzenia - odpowiedziała po czym szybkim krokiem zaczeła kierować się ku wyjściu z podwórka.

2.

Była pewna się, że dobrze wyliczyła czas, więc była spokojna, przyjechała też tu autobusem - co słusznie zauważyła Marta- i wiedziała ile mniej więcej zajmie jej dojście na przystanek, zostawiła sobie nawet troche zapasu czasu. Żwawo szła ku celu, zauważyła, że jest tu strasznie ciemno, odwracając się ledwo była w stanie dostrzec dom koleżanki, w którym przed chwilą była impreza, a który to nadzwyczajnie umilkł. Będąc jeszcze w euforii po imprezie i mając za sobą wypitych kilka drinków, wspominała chwile, które przed chwilą miały miejsce, był to dobrze spędzony, beztroski czas, jak na nastolatków przystało. Z uśmiechem na twarzy zbliżała się do przystanku, jednak myślami była cały czas na imprezie.

Kątem oka dostrzegła coś dziwnego, w lesie migneło światło, między drzewami, słabe poruszające się światło, jak od latarki lub telefonu. W pierwszym momencie pomyślała, że jej znajomi po pijaku wymyślili, że wejdą do lasu w nocy, ale przecież wszyscy już pojechali, a tylko ona zmierzała w tym kierunku. Przystaneła, zdezorientowana tą sytuacją, obserwowała nerwowo źródło światła. Kto o tej godzinie chodzi po lesie. Spojrzała przed siebie, w kierunku przystanku, światło jak na złość zmierzało w tym samym kierunku.

Stała sparaliżowana obserwując ślamazarnie poruszające się światło, które co chwilę zdawało się gasnąć tylko po to aby po chwili znowu się objawić kawałek dalej. Ktoś musiał chodzić między drzewami i światło znikało za nimi. Gdy skupiała całą swoją uwagę na tym podejrzanym źródle światła, ono nagle znikło, dostrzegła inne światło w zupełnie innym miejscu.

W oddali, na drodze widać było światła jakiegoś samochodu, dużego samochodu, możliwe że...

- Nie możliwe - pomyślała - Nie nie, to nie może być prawda - wmawiała sama sobie.

Spojrzała na telefon. 01:01 wyświetlało się na środku ekranu, teraz te liczby wydawały się być jak wyrok. Ostatni autobus był o 00:55.

-Kurwa! - powiedziała głośno - Kurwa, kurwa - jeszcze głośniej

Zaczeła biec, ale autobus nie zwalniał, zaczeła jeszcze szybciej, autobus zbliżał się do zakrętu, jego światła właśnie znikneły za zakrętem. Paulina właśnie zdała sobie sprawę, że nie było szans, aby ktokolwiek zauważył, że biegnie to tego autobusu. Ale to nie była przemyślana decyzja tylko instynkt.

Przed chwilą odprowadziła wzrokiem ostatni autobus – a raczej niknące w mroku tylne światła pojazdu, który właśnie odjechał bez niej. Nie należała do dziewczyn szczególnie odważnych, ale dzisiaj miała w sobie więcej śmiałości – może przez alkohol, który krążył jeszcze w jej żyłach, albo przez euforię po imprezie u koleżanki, a może jedno i drugie. Spojrzała w kierunku lasu, gdzie jeszcze przed momentem znajdowało się tajemnicze światło. Lecz teraz już go tam nie było, starała się wypatrzeć cokolwiek, najmniejszy ruch, lecz nic tam nie było, a przynajmniej nie była w stanie niczego dostrzec.

Miała ochotę krzyknąć w stronę nieistniejącego już światełka, wykrzyczeć, że to jego wina, że teraz nie ma jak wrócić do domu. Spojrzała w kierunku domu, z którego nie dawno wyszła, lecz panował tam tylko mrok i cisza, nikogo nie było, nic się nie działo, jakby czas się tam zatrzymał. Wyjeła komórkę, zanim włączyła ekran odczekała chwilę, wiedziała czego się spodziewać, ale odwlekałą tą chwilę nieznacznie w czasie. Ekran jasno rozbłysnął w mroku, ikona braku zasięgu była tam dokładnie tak jak się spodziewała.

Była sama, przestraszona, miała ochotę się popłakać, ale coś jej nie pozwalało. Spojrzała jeszcze raz w stronę lasu, panowała tam ciemność, czuła teraz gniew, była zła, ale jednocześnie przerażona, czuła się obserwowana. Jedynymi jej towarzyszami był stary i zniszczony przystanek autobusowy oraz kilka set metrów za nią opuszczony po imprezie dom.

Rozważała czy nie cofnąć się do niego, jednak nie wiedziała w zasadzie po co. Droga do domu prowadziła przez ciemność, a przy przystanku świeciła słabym światłem latarnia, co dawało poczucie bezpieczeństwa i to chyba zdecydowało że zostanie, na przystanku, przynajmniej na razie. Podeszła do ławeczki, znajdującej się pod wiatą przystanku, jednak w taki sposób, ale cały czas mieć na oku miejsce z którego pochodziło źródło tajemniczego światła. Usiadła na starej mocno zniszczonej ławeczce, plecami dotkneła oparcia, w tym momencie poczuła się trochę lepiej, wiedząc że ma coś za sobą, jakby oparcie ją otulało.

Wiatr delikatnym ale zimnym dotykiem gładził jej twarz, po chwili przyniósł ze sobą drobne krople deszczu - poczuła chłód - umieściła nogi na ławce a kolana podciągneła pod brodę. Ledwo zauważalne do tej pory krople deszczu dały teraz o sobie znać w inny sposób, delikatne stukając w dach wiaty, po chwili było je słychać również na asfalcie, a moment później już na ziemi dookoła. Do akompaniamentu dołączył się las, jakby wywołany do tablicy zaczął grać swoją szumną melodie. Paulina była pod wrażeniem jak do tej pory milczące otoczenie obudziło się jedno po drugim, aby dać o sobie znać.

Wyciągneła telefon aby ponownie sprawdzić ikonę zasięgu, lecz ta wciąż tam widniała, Paulina starała się zachować zimną krew, jednak przenikający ją chłód razem z nasilającym się zmęczeniem zaczeły ją uświadamiać o tym w jak złej sytuacji się znalazła.

Spojrzała ponownie na telefon, pomyślała, że może warto spróbować zadzwonić, mimo braku zasięgu. A nóż telefon jakimś cudem złapie zasięg. Z listy kontaktów wybrała „Mama”, telefon zaczął wybierać numer aby już po chwili charakterystycznym pikaniem poinformować o braku zasięgu. Paulina wiedziała, że droga na prawo od przystanku, w kierunku domu wiedzie przez las, dojście do domu zajeło by jej pewnie parenaście godzin i nie ma sensu iść w tą stronę. Gdyby jednak skierowała się w lewą stronę, ku domu, w którym odbywała się impreza, mogła by natrafić na inne domy. Wcześniej gdy dotarła jeszcze za widoku w to miejsce, w zasięgu wzroku nie było widać innego domu, ale pamiętała, że mama jej koleżanki mówiła, że czasami jeździ rowerem do najbliższego sklepu i zajmuje jej to około 20 minut i tam też jest najbliższy sąsiad. Pomyślała, że może mogła by zapukać do kilku domów, przedstawić sytuację, poprosić o zamówienie taksówki, może ktoś pozwolił by jej zadzwonić z telefonu stacjonarnego, uwiarygodniła by się dzwoniąc do mamy, która by na pewno obiecała, że zwróci wszystkie pieniądze jak i również potwierdziła wersje córki.

Od razu zaczeła widzieć oczami wyobraźni wkurzonych domowników otwierających jej drzwi o tak późnej porze, ludzi zaspanych, obudzonych, wyrwanych ze snu, wściekłych na to, że ktoś ich budzi o tej godzinie.

Chyba i tak muszę spróbować - pomyślała - jaki w zasadzie mam wybór, przecież tu nie zostanę.

Chłód nocy robił się coraz bardziej uciążliwy, ponadto gdy przypomniała sobie swoją obecną sytuacje to przypomniała sobie także o tajemniczym światełku. Spojrzała w miejscu,w którym niegdyś się znajdowało, zmrużyła oczy, próbując cokolwiek wypatrzyć w ciemności.

Jednak na nią patrzyła także jedynie ciemność. Wyprostowała się na ławce, stopy położyła na ziemi, wzięła głęboki oddech przygotowując się mentalnie na zakłócanie ludziom spokoju późno w nocy i na ich wściekłość oraz rozgoryczenie.

Wstała, zrobiła krok przed wiatę, chcąc sprawdzić jak bardzo pada, co innego jest słyszeć deszcz i na tej podstawie ocenić jego siłę, a co innego poczuć go na własnej skórze.

Wyciągneła rękę przed siebie, drobne ale liczne krople deszczu zaczeły odbijać się od jej dłoni, a migoczące światło pobliskiej latarni dodawało im wdźwięku. Deszcz nie był silny, ale wystarczająco nie przyjemny, by nie dało się ignorować jego obecności. Skąpana w deszczu i strachu, zdecydowała się ruszyć w kierunku niechcianych sytuacji. W tym momencie w oddali dostrzegła światło, tym razem większe. Pochodziło z zupełnie innego kierunku, a padający deszcz utrudniał określenie czym jest. Wytężyła wzrok, światło zdawało się powiększać. Czymkolwiek lub kimkolwiek było to światło teraz powróciło.

Czy ktoś mnie śledzi? - pomyślała - światło pojawiło się akurat teraz, w momencie kiedy wstałam i zaczełam iśc. Musiałam być obserwowana.

Zrobiła krok w tył, cały czas nie spuszczając wzroku ze źródła światła. Wzdrygneła się w momencie jak niespodziewanie plecami dotkneła wiaty przystanku. Zrobiła krok w bok po czym ręką objeła kawałek metalowej blachy, jakby starała się wydać przystankowi polecenie, że ma tu stać i się nie ruszać. Światło chyba było jaśniejsze, teraz jakby się rozdwajało. Paulina na chwilę wstrzymała oddech, przekręciła głowę i zaczeła nasłuchiwać, wydawało jej się, że coś słyszała, jakiś szum...

-O kurwa. - powiedziła sama do siebie, rozpoznając szum. Był to specyficzny dźwięk jaki wydają opony jadącego samochodu w deszczu.

- To przecież samochód - stwierdziła odkrywczo.

Zdziwiła się, że nie wpadła na to wcześniej, ale zafiksowała się na wcześniejszym świetle, to nie było to samo co teraz, przecież wcześniejsze światło było w lesie i poruszało się między drzewami, to musiało być coś innego. Potrząsneła głową, wyrywając się z pogonii myśli. Światło, światła, a raczej już pełnoprawny samochód zbliżał się coraz bardziej, jednak robił to bardzo powoli.

Paulinę zaskoczył ten fakt, wręcz wywołał lekki niepokój, jednak jakaś jej mała część liczyła, że może jest to jej wybawienie.Samochód jechał powoli, jego opony cicho syczały na mokrym asfalcie. Gdy zrównał się z przystankiem, zwolnił jeszcze bardziej, aż w końcu zatrzymał się mijając Paulinę o niecały metr. Paulina obserwowała tylko szybę samochodu, czekając aż ktoś ją uchyli, nie była w stanie dostrzec nikogo w środku, deszcz to utrudniał, pobliska latarnia swoje i tak słabe światło kierowała pod złym kątem. Przez chwilę panowała cisza, przerywana jedynie jednostajnym pomrukiem silnika. Paulina podeszła parę kroków, aby zrównać się z szybą po stronie pasażera, po czym chciała w nią delikatnie zapukać, wyciągnęła dłoń złożoną w pięść jednak w tym momencie szyba opuściła się z cichym szumem. Paulina pochyliła się do luki którą utworzyła opuszczona szyba. W środku siedział mężczyzna. Paulina nie mogła dobrze dostrzec jego twarzy w półmroku, ale widziała, że na głowie ma czapkę z daszkiem. Mężczyzna chwilę patrzył się na nią. Paulina odwzajemniała spojrzenie, wyrazem twarzy dając do zrozumienia, że czeka, aż mężczyzna się odezwie.

-Podwieść Cię? - zapytał tonem, który zdawał się wyrażać autentyczne zainteresowanie sytuacją, w jakiej się znalazła.

- Może... - odpowiedziała jakby automatycznie, sama zastanawiając się nad tym co powinna odpowiedzieć w tej sytuacji.

- Daleko mieszkasz?

Paulina nie odpowiedziała. Natychmiast pomyślała: Nie wsiadaj do samochodu z obcymi. Ale przecież innego wyboru nie miała. Telefon bezużyteczny, deszcz coraz mocniejszy, a wokół tylko pustka.

— No dalej, nie gryzę — zaśmiał się mężczyzna.

Coś w tym śmiechu sprawiło, że przez plecy Pauliny przebiegł zimny dreszcz.

Paulina pochyliła się jeszcze bardziej, próbując dostrzec twarz mężczyzny, jednak cień jakby trzymał się jego twarzy.

- Kawałek stąd - odpowiedziała niepewnie.

-No to wsiadaj - powiedział mężczyzna, tonem który podsumowywał całą sytuację.

Paulina odczuwała obawy i nie czuła się komfortowo.

Jej osąd balansował pomiędzy sytuacją, w której się znalazła, a wejściem do samochodu w środku nocy po środku niczego z obcym mężczyzną.

Mężczyzna pochylił się do drzwi po stronie pasażera i otworzył je dla dziewczyny.

W tym momencie zapaliło się światło w środku samochodu a z twarzy mężczyzny pierwszy raz zniknął cień.

Był to młody mężczyzna na oko około 23 lat, no może 25. Uśmiechał się jednak za tym uśmiechem krył się smutek, jakby na wyrzeźbioną smutną twarz nałożyć cienką wartwę uśmiechu.

Paulina ostrożnie wsiadła, jakby jej ruchy w tym momencie miały wybadać sytuacje. Zamkneła za sobą drzwi i spojrzała na mężczyznę na jego twarzy widniał delikatny, raczej sztuczny uśmiech. Paulina odwzajemniła gest..

- Paulina - powiedziała po czym wyciągneła ręke w kierunku mężczyzny

- Marek - odparł po czym uścisnął jej dłoń i nie puścił. Gdy chciała cofnąć rękę uścisk mężczyzny nie zelżał. Paulina poczuła się niezręcznie, spojrzała na mężczyzne, a ten dokładnie takim samym wyrazem twarzy jak przedtem patrzył się na nią. W dziewczynie pojawił się drobny niepokój, wydawało jej się, że jej ręka zadrżała, ale nie miała pewności, podjeła próbę cofnięcia ręki jeszcze raz, tym razem mężczyzna puścił uścisk.

Średnia ocena: 1.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (2)

  • Tjeri wczoraj o 12:46

    Szczerze chciałam przeczytać, ale zrezygnowałam gdzieś przed połową. Nie zawsze aż tak przeszkadzają mi błędy, ale te kojarzące się z niechlujstwem działają na mnie bardziej. Przejrzyj Autorze/Autorko tekst, choćby zgrubnie popraw babole i tragiczną interpunkcję... W tej chwili Twój utwór naprawdę ciężko się czyta.

  • Aeliora wczoraj o 14:50

    Ale suchar
    1

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania