Ptaki szukają wiatru w polu
Nie byłam dzieckiem, a kwiaty we włosach więdły szybciej, niż matczyny oddech, gdy tęsknota do życia, którego nie miała, była silniejsza, niż poczucie odpowiedzialności.
Postępowałam dobrze, uczyłam się jeszcze lepiej. Szanowałam bliskich i przyjaciół. A potem świat zaczął milczeń. Albo przestał mnie słuchać. Znalazłam siebie w rozlanej kawie, w starej książce, żółtym papierze i strachy na wróble były mi święte. Próbowałam się do nich modlić albo chociaż udawałam, że któryś mnie słucha.
A potem poczułam się ptakiem. I dopiero wtedy odkryłam boga. W szumie wiatru, który ma coś z marzenia, coś z sennego mirażu. W szumie strumienia, który jest jakby poza światem. Przestałam pędzić, usiadłam na łące, zapuściłam korzenie. Dzisiaj już z tego wyrosłam, dalej jednak patrzę na strachy na wróble jak kogoś, kto zgubił klucze do domu, a nawet nie pamięta, że kiedykolwiek miał dom.
Komentarze (2)
Bardzo dobry początek wiersza… potem jak dla mnie już słabiej😉
Bardzo dziękuję Pani za komentarz
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania