Ptaki szukają wiatru w polu

Nie byłam dzieckiem, a kwiaty we włosach więdły szybciej, niż matczyny oddech, gdy tęsknota do życia, którego nie miała, była silniejsza, niż poczucie odpowiedzialności.

 

Postępowałam dobrze, uczyłam się jeszcze lepiej. Szanowałam bliskich i przyjaciół. A potem świat zaczął milczeń. Albo przestał mnie słuchać. Znalazłam siebie w rozlanej kawie, w starej książce, żółtym papierze i strachy na wróble były mi święte. Próbowałam się do nich modlić albo chociaż udawałam, że któryś mnie słucha.

 

A potem poczułam się ptakiem. I dopiero wtedy odkryłam boga. W szumie wiatru, który ma coś z marzenia, coś z sennego mirażu. W szumie strumienia, który jest jakby poza światem. Przestałam pędzić, usiadłam na łące, zapuściłam korzenie. Dzisiaj już z tego wyrosłam, dalej jednak patrzę na strachy na wróble jak kogoś, kto zgubił klucze do domu, a nawet nie pamięta, że kiedykolwiek miał dom.

Średnia ocena: 4.0  Głosów: 4

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (2)

  • Bernadetta12345 wczoraj o 21:56

    Bardzo dobry początek wiersza… potem jak dla mnie już słabiej😉

  • Gołosłowna wczoraj o 22:26

    Bardzo dziękuję Pani za komentarz

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania