Ptasi Pułkownik

Szary, smutny dzień. Jeden z mych ulubionych. Ukryłem się w kącie wszechświata i nie mam zamiaru opuszczać go aż do wieczora. Jestem okruchem światła zastygłym w bursztynie. Bez chcę, bez muszę, bez powinienem. Za oknem czarne orkiestry karawaniarzy: gawrony, kruki i kawki. To ja, Ptasi Pułkownik, sługa najmniejszej z sikorek, bez muszę, bez chcę, ukryty przed ciekawskim wzrokiem rozważam możliwość napalenia w piecu.

 

Od dziecka lubiłem się ukrywać, być rozbitkiem na samotnej wyspie. Lubiłem słuchać dźwięków płynących z radia, wtapiać się w szum ulicy, być częścią podwórka między blokami lub zwyczajnie przytulać do ciszy godzin przedpołudnia. Nie marzyłem, nie pragnąłem – zwyczajnie byłem. Później to moje bycie coraz bardziej nabierało kształtu. Przybierało formy radości, lęku, pragnienia ucieczki lub powrotu.

 

Jest smutny, szary dzień. Nie muszę uciekać, nie muszę powracać. To miłość na jeden dzień. Nie opisują jej podręczniki po drogach krętych. Pamiętam spokojne dzieciństwo i to, jak pewnego września odkryłem znaczenie miłości. Tamtego dnia odkryłem siebie – wyczekiwanego w godzinach przedpołudniowych, nasłuchiwanego w dźwiękach płynących z radia. Odkryłem siebie ukrytego w zakątku wszechświata.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (1)

  • Marabut godzinę temu

    Scary...
    Jakbym siebie czytał...

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania