Pterodaktylowiec
jutro będzie we mnie nowy dzień
w napadzie histerii wyczaruję go z poświaty księżyca
(popołudniowe zaćmienie - piękna anomalia pogodowa)
"Szajbuska", powiesz,
przechadza się wśród ruin,
sama je namalowała,
ocaliła w nich wszystko i nic.
błąka się w jaskrawym blasku kurzu, chcąc
wybudzić się z dnia,
w którym demoniczne słowa wypłyną
z jej wnętrza. Są tak blisko, a zarazem daleko:
to krzyk dawno wymarłego zwierzęcia.
to spętany wiersz - słowa pragną
być rozrzucone na wietrze,
potem nasycić się własnymi metaforami i wznieść
ponad wieś, gdzie płonie metal.
Komentarze (13)
Bardzo obrazowy wiersz, Ewa. I czysta metafizyka. :)
Dzięki
Płonie metal? Trochę dziwne. I troszkę, no warto go skrócić to takie tępe określenie ale czasem warto. Wiem po sobie:)
Za dużo - które
I ten krzyk zwierzęcia - przerysowany wers. A którego zwierzęcia? Bo jak lisek to inaczej a jak wieloryb? W sumie nie wiem jak krzyczy wieloryb :)
Chcę Ci przekazać że moje uwagi nie są złośliwe. Ostatnia strofa mnie przekonuje że to dobry wiersz. Naprawdę. Tylko tak nie mogę się przekonać do jaskrawego blasku kurzu. Nadmiar szkodzi - czasem. 🙂
Dzięki, wiem, że nie są złośliwe, coś wywalę coś dodam, to jest bardzo stary wiersz do poprawy
Płonący metal to dla mnie symbol tego, co surowe i bolesne w rzeczywistości, ale co też hartuje i zmienia. Co do krzyku zwierzęcia, chodziło mi o coś tak pierwotnego, że nie da się tego opisać prostym słowem. To, że zwierzę jest wymarłe, ma w tym kontekście kluczowe znaczenie.
Ok. Płonący metal. I wiesz już ten jaskrawy blask kurzu nawet do mnie przemawia. Jestem technik odlewnik z dyplomem 🙂 zabawne. Wymarły zawód jak twój pterodaktylowiec. Mam inne skojarzenia ponieważ widziałam ten gorący metal. Nie jest zabawnie w bezpośrednim kontakcie. Uwierz:)
Nie chcę obrażać kur domowych
Do kogo piejesz? 🙂🤪
Marzena do podmiotu lirycznego xD
Smerfowa Stonoga mnie ciekawi twoja wizja
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania