Pudełkowy rycerz

PRZEDMOWA: Nienawidzę konkursów, ale czasami pokusa i ego są zbyt wielkie. Napisałem i przeredagowałem to najlepiej jak potrafiłem. Jedyne co wygrałem po kilku miesiącach oczekiwania to milczenie, dlatego pomyślałem, że może chociaż tutaj wywołam jakiś komentarz, albo recenzje. Innymi słowa, Czytelniku, napisz mi, proszę, czy ten tekst zasługiwał na coś więcej?

 

Teracivita Primus, stołeczne miasto Świata Kluczy cierpliwie znosiło atak obcych chroniąc pod świetlistym płaszczem miliardy dusz. Żołnierze służący na murach znosili bombardowanie najgorzej. Patrzyli przez pulsującą kaskadę bariery jak ich świat płonie. Planeta leżąca na skrzyżowaniu największych szlaków nadświetlnych zamieniała się w popiół.

Iosephus Skawin siedział w kokpicie dwunożnej maszyny bojowej „TK-III” i jedyne co był wstanie zrobić to wytrzeszczać oczy na przemykające pomiędzy ulicami widmo. Zmuszony przez łzy do poruszenia powiekami poderwał się z fotela napinając uprząż jakby chciał rzucić się w pogoń za widziadłem, ale został powstrzymany przez inną jednostkę.

Duch zniknął. Iosephus bezwiednie śledził przelewające się strumienie cywilów, aż dostrzegł na wyświetlaczu pulsującą ikonę prośby o nawiązanie połączenia.

-Mów, poruczniku- powiedział odwracając się do adresata.

Bliźniaczy „TK-III” wyglądał jak czteroręki stalowy olbrzym. Opancerzony kokpit zwieńczony niewielką głowicą wypełnioną czujnikami zapewniającymi niemal nadprzyrodzoną wizje. Mechaniczne kończyny były czteropalczaste i mogły swobodnie korzystać z proporcjonalnej wielkości broni bocznej. Druga para zakończona działkami laserowymi, z licznymi stawami umożliwiającymi ostrzał w dowolnym kierunku.

Iosephus poczuł ciepło na sercu przypominając sobie radosnego chłopczyka, który kilka ton stali napędzanej kompaktowym reaktorem fuzyjnym nazwał „pudełkowym rycerzem”.

-Kapitanie- szepnął hologram młodego pilota. Jeden z jego oczodołów zastępował implant nadając mu bluźnierczy, nieludzki wygląd insekta- Wszystko w porządku? Wybiegłbyś na ulicę prosto w tłum ludzi. Co się dzieje?

Starszy oficer skrzywił się, upewnił się, że łącze jest prywatne i odpowiedział:

-Nic- wzruszył ramionami, a TK powtórzył ten gest.

Porucznik walczył z ochotą powiedzenia czegoś więcej.

-Wykrztuś to z siebie, Piotrek.

-Miałeś omamy, prawda?

-Przestałeś brać leki- kontynuował pozwalając sobie na surowy ton- w takich okolicznościach?! Chcesz nas pozabijać?

-Możesz w każdej chwili zgłosić dowództwu moją niezdolność do służby- warknął Iosephus.

-I przejąć od ciebie cały ten burdel? Nie, dziękuję. Słuchaj… Jeśli oddasz mi dowodzenie wszyscy zginiemy. Proszę. Weź pigułę, bo stres zeżre cię do cna. Jesteś potrzebny jak nigdy wcześniej.

-Twoje uwagi zostały odnotowane, poruczniku- Odsunął się- Dosyć postoju. Zbierz oddział. Kontynuujemy patrol.

-Tak jest, panie kapitanie- Zasalutował. Zanim hologram zniknął wyraz twarzy młodszego mężczyzny wydawał się pogodniejszy.

Iosephus Skawin wyciągnął jedną dłoń z gniazda kontrolera i sięgnął do bandolety po fiolkę wypełnioną pastylkami. Psychotropy, mieszanka leków uspokajających i antydepresantów.

Nie lubił brać tego gówna. Pamiętał jaki wydrążony i pusty czuł się po pierwszej pastylce. Z drugiej strony Piotrek może mieć racje. Unika patrzenia w niebo, które wygląda jak tafla czerwonego jeziora nieustannie łomotana przez deszcz. Nie czytał raportów, bał się, że przeoczy własną śmierć. Miał dość czekania. Na polu bitwy żyły wrzałyby od adrenaliny, zapomniałby o strachu, czy rozsądku. Czasami żałował, że nie spłonął podczas walk poza stolicą w pierwszych tygodniach inwazji.

-Jebać to- warknął i podniósł fiolkę do ust.

Zamarł w połowie ruchu. Widmo. Pojawiło się tuż przed nim. Nierealna poświata przybladła robiąc miejsce bardziej namacalnym kształtom. Widział przed sobą...człowieka? Eteryczny wędrowiec o nieokreślonej rasie, wieku, czy płci jak manekin sklepowy, ale o bardzo wyraźnie osadzonych oczach. Wydawał się zdziwiony, że został dostrzeżony. Gestykulował. Mówił bez słów, aż zniknął.

Kapitan syknął z bólu. Zaskoczony złapał się za głowę próbując utrzymać ją w całości, ale pulsujący nacisk wzmagał się z każdym nerwowym wdechem. Łącze neuronowe zareagowało i TK naśladowało gesty swojego pilota. Żołnierze otoczyli go kordonem, a porucznik podparł ratując przed upadkiem.

-Józek…?

-Jest dobrze. Jest lepiej. Szlag. Zebrałeś ludzi?

-Tak, ale…

-Milcz. Szybki marsz. Za mną. Zaraz oznaczę cel na mapie. WIO.

***

Iosephus nie mógł wyjawić motywów swojego postępowania, nawet komuś tak zaufanemu jak porucznik Piotr Stuczyński. Nie miałby wyboru jak tylko odebrać mu dowodzenie, ba, na jego miejscu postąpiłby tak samo, gdyby przełożony przyznał się do podjęcia decyzji na podstawie wizji zesłanej przez ducha.

Była tak prawdziwa, tak potępieńczo rzeczywista, że nadal czuł w ustach popiół.

Pędzili zatłoczonymi ulicami ostrzegając przechodniów rykami rogów. Obłęd, że nawet w obliczu apokalipsy prości ludzie nadal byli zmuszani do pracy, podczas gdy elita zdążyła zabunkrować się kilometry pod miastem. Unikanie zdeptania kogokolwiek było trudne, nie chciał stracić chociażby sekundy, więc wydał rozkaz użycia napędów odrzutowych.

Dwa tuziny machin kroczących przeskakiwało ponad potokami przerażony ludzi. Wyskakiwali wysoko w powietrze i odpalali silniki unikając spopielenia przypadkowych ofiar. Cywile nadążali z ucieczką z miejsc lądowania. Kapitan ignorował gniewnie migające ikony nadchodzących połączeń. Rozwścieczeni dowódcy innych patroli, oficerowie służb publicznych, aż otworzyło się łącze, którego nie mógł powstrzymać.

-Kapitanie Iosephusie Skawinie. Czy ciebie do końca popierdoliło?- rozbrzmiał chłodny głos, a po nim rozbłysnął hologram mężczyzny wyglądającego jak unia golema z robotem.

-Panie generale- kiwnął głową w stronę przełożonego nie odrywając oczu od jezdni.

-Masz trzy sekundy na wyjaśnienie zanim każe twoim ludziom cię zastrzelić.

-Ufasz mi, Bronek?

-Zmarnowałeś pierwszą sekundę.

-Możesz mnie zastrzelić, ale już zrobiłem swoje- powiedział zatrzymując maszynę. Skrzyżowanie zostało oczyszczone, a kordon bliźniaczych maszyn z ościennych oddziałów wspieranych przez piechotę zmechanizowaną zablokowali pozostałe przejścia.

Iosephus spojrzał wzdłuż głównej drogi ponad wycelowany w niego wachlarz różnorakich broni i skupił się na masywnej bryle iglicy z którego szczytu wydobywało się jedno ze źródeł promieniowania składającego się na barierę.

-Czy wróg zmienił sposób ostrzału miasta?

Generał był niewzruszony, tylko jego oczy poruszyły się skupiając na czymś poza kadrem.

-I tak mi nie uwierzysz, więc po prostu posłuchaj. Oni nie chcą zrzucić na nas kosmicznego śmiecia, bo przegrzały im się baterie laserowe, czy wyczerpało paliwo do plazmy. Chcą zamaskować desant. I im się uda, przeciążona bariera przepuści niewielkie obiekty, a te zidentyfikowane jako materiały niebezpieczne zostaną zniszczone w locie. System zobaczy w kapsułach jedynie meteoryty. Iglica 21 padnie jako pierwsza. Pozostałe trzydzieści siedem w ciągu najbliższych tygodni.

Generał nie odpowiedział. Rozległ się dźwiękowy sygnał alarmowy i wszyscy z trwogą ukrytą za maskami hełmów, oraz kokpitów pojazdów spojrzeli na poruszające się automatyczne wieżyczki obrony powietrznej.

-Nie zdążycie już skalibrować sprzętu- mówił dalej Iosephus- Ale jeśli postawisz cały garnizon na nogi możemy mieć jeszcze jakieś szanse.

-Kapitanie Iosephusie Skawinie- powiedział powoli generał- Natychmiast oddaj dowodzenie bezpośredniemu zastępcy i wstaw się do raportu.

-Nie rozumiem generale, proszę powtórzyć...jakieśproblemyz…

Wyłączył komlink i odwrócił się plecami do zapory patrząc w kokpity swoich żołnierzy.

-Zabawne- zagadał na łączu kampanii porucznik Stuczyński- wydawało mi się, że słyszałem w słuchawce głos generała. Bariera miesza z łącznością coraz gorzej każdego dnia.

Pozostali piloci ze śmiechem przyznali mu racje wymieniając kilka czerstwych żartów, piguły mocno utemperowały ich poczucie humoru. Kapitan patrzył na nich czując jak usta mimowolnie rozciągają się w uśmiechu.

-Rozkazy, panie kapitanie?

-Rozproszyć się, nie marnujcie amunicji na ostrzał przeciwlotniczy. Poczekajcie jak rąbną w glebę i wtedy ich dobijcie.

-No dobra- odezwał się jeden z sierżantów- ale jak będą wyglądać? Jak jest nasz cel, panie kapitanie?

-Atakują nas kosmici. Zorientujesz się.

Lufy wieżyczek automatycznych baterii przeciwlotniczych rozświetliły się od wystrzeliwanych tysięcy pocisków na minutę. Pasma ołowianych ławic przecinały niebo wstęgami rozłupując na nieszkodliwe odłamki olbrzymie meteory. Pomniejsze łupki uderzały w wieżowce, wgryzały się w ulice psujący tylko estetykę.

Nie zauważyliby różnicy, gdyby nie wiedzieli czego szukać. Niektóre zniszczenia, oraz kratery były większe od pozostałych.

-Kapitanie- zagadał jeden z żołnierzy wskazując na oddział sojuszniczych TK-III nadciągający z blokady. Niechętnie zgodził się na otwarcie łącza.

-Józek- zasalutował jeden z dwunogów.

-Ignacy- odpowiedział powtarzając pozdrowienie.

-Stary przysłał mnie, żebym cię aresztował. Albo zastrzelił jak odmówisz. Co się dzieje? Był mocno wkurwiony.

-Co powiesz na kompromis? Odprowadzisz mnie pod emiter dwadzieścia jeden i gdy odeprzemy pierwszą falę kosmitów wyjdę z mecha i odwieziecie mnie do Bronka. Hm?

-No nie powiem. Brzmi to jak nie małe załamanie nerwowe. Wolałbym nie ryzykować, że kosmiczny kamień rozłupie mi czerep. Może pominiemy kompromis i od razu zejdziemy pod ziemie?

Oficerowie dostali ostrzeżenie w tym samym momencie. Odskoczyli, a w miejscu rozmowy powstał lej. Jezdnia zadrżała pokrywając się pajęczyną pęknięć. Resztki szyb okolicznych wieżowców wykruszyły się do cna, a kurz wzbił się w powietrze wypełniając całe skrzyżowanie i oślepiając czujniki.

Iosephus wiedział co wydarzy się za chwilę. Przyklęknął, wycelował segmentowane działka laserowe dobywając pistolety o podobnej sile rażenia. Czekał, aż kurz opadnie. Na tle tańczącego kwarcu widział przemykające błyskawice jakich nie są wstanie wytworzyć bronie skonstruowane przez człowieka.

Zobaczył kształt nie przypominający nic, co widziałby wcześniej na własne oczy, ale wielokrotnie podczas odpraw omawiających możliwości bojowe najeźdźców. Wdusił spust i promień oświetlił owoc nieludzkiej techniki. Nie zniszczył go, wroga maszyna po prostu odskoczyła rozrzucając granaty dymne. Czarna mgła wypełniła skrzyżowanie zduszając rozkręcającą się strzelaninę. Pył musiał zawierać jakieś cząsteczki blokujące fale, bo łączność pozostała wyłączona.

Iosephus ruszył w pościg.

***

Wykonał dwa skoki. Pierwszy w miejsce postrzelenia obcego i drugi w kierunku jego odwrotu. Kapitan lawirował pomiędzy przeplatającymi się promieniami laserowymi i błyskawicowymi pociskami.

Obcy nie wybrał przypadkowej drogi ucieczki. TK pędził długimi susami pomagając sobie dopalaczem. Pomiędzy oparami objawił się wieżowiec mieszkalny podziurawiony skupionym opadem meteorytów. W oknach zamajaczyły wrogie cele. Czujniki zadziałały rozpoznając obiekty jako roboty bojowe.

Wzięły go na cel dziesiątki miotaczy.

Iosephus Skawin szarpał sterownikami, implant neuronowy doprowadził układ nerwowy do wrzenia. Maszyneria TK wyła podczas dokonywania cudów unikając rozwścieczonych piorunów. Roboty wybuchały trafione promieniami laserów niewidocznych sojuszników. Skawin wyskoczył.

Wleciał w wieżowiec zachowując tempo. Penetrował budynek zostawiaj za sobą dymiące wraki. Ignorował lidar i nawigacje, nie obchodziły go wyłowione z morza zakłóceń cienie sygnałów wrogich maszyn. Zamiast polegać na komputerach rozsunął osłonę kokpitu szukając przez iluminator znajomych elementów otoczenia.

Przebijając się przez ściany dotarł na skraj piętra, przez zniszczone okna miał widok na sąsiadujące budowle. Stłamsił przekleństwo, wycelował lasery we wspinających się obcych eskortowanych przez boty. Trafił wielokrotnie, ale zamiast wybuchnąć obcy przebili się do wnętrza budowli.

Skawin zaklął. Rozważał wspinaczkę. Zamknął osłonę kokpitu i ujrzał widmo.

Człowiek. Mężczyzna utkany z nierealnego światła. Pokręcił głową i wskazał Iglicę. Powiedział coś, Skawin skrzywił się czując krew płynącą z oczu, oraz nosa, ale była to niewielka cena za ostrzeżenie. Wpił palce w elewacje i zjechał w dół rozpruwając budynek.

Pobiegł przez pusty plac okalający Iglicę 21, dostrzegł lecące zza placów rakiety trafiające w budowle i odłupującego kawałki gruzu. Zacisnął zęby walcząc z instynktem powrotu, ale widok nadlatujących myśliwców ostatecznie go powstrzymał.

Dostrzegł wraki, trupy wartowników i obcych. Musieli lądować w całym mieście, użyli robotów jako wabiki, a sami przegrupowali się przed atakiem na wieże. Ujrzał roztopiony otwór w miejscu głównej bramy i skierował TK w tamtą stronę.

Opór objawił się dopiero wewnątrz budowli. Człekokształtne gady w egzoszkieletach krzesały błyskawice pozostawiające czarne ślady na poszyciu pancerza. Przeciążone systemy wyły ostrzeżeniami, maszyneria zdawała się poruszać jedynie siłą woli pilota.

Kapitan zostawił za sobą trupy. Każdy korytarz i piętro wyścielały zwęglone szczątki najeźdźców. TK wlókł się podtrzymując się ścian, Skawin wreszcie dorwał ostatnią zwierzynę.

Spotkali się w głównym schronie rdzenia reaktora fuzyjnego. Obcy we wspomaganym kombinezonie nosił liczne znamiona przebytych walk. Jaszczur stracił większość modułów bojowych. Stał przed panelem kontrolnym nie wiedząc, albo nie mając sił do kolejnego kroku. Musiał poczuć drgania stąpającego TK, bo odwrócił się w jego stronę. Egzoszkielet widoczny przez wyrwy w płytach pancerza pomógł mu zarzucić miecz na ramię.

Skanery potwierdziły brak ładunków wybuchowych. Jeśli obcy chciał wyłączyć emiter to pozostało mu ręczne doprowadzenie do samozniszczenia. Żyroskopowe działka laserowe, przepalone, leżały złożone na ramionach. Przeciążone pistolety laserowe zaczepił magnetycznie do żyroskopów. Przez łącze neuronowe czuł ociężałość swojej maszyny, albo to jego właśnie pokonuje wyczerpanie.

Szybkim marszem ruszył ku obcemu. Ten coś gestykulował, wymachiwał bułatem. Iosephus Skawin zaszarżował na ostatnich metrach. Pochwycił słaniającego się na nogach gada i dał się oszukać jak dziecko.

Obcy nie czekał, tylko wyskoczył łapiąc oburącz rękojeść miecza celując sztychem na wysokości torsu pilota. Ostrze rozbłysnęło polem energii i przeniknęło iluminator jak elektroda. Mężczyzna wrzasnął, gdy rozżarzona stal zatopiła się w jego wątpiach, ale nie zamierzał po prostu umrzeć.

Szarpnął manipulatorami, skupił się na łączu neuronowym zmuszając maszynę do pochylenia się, a ramiona do zamknięcia. Gad zorientował się za późno, gdy zamknięty w miażdżącym uścisku został pogrzebany pod stalowym cielskiem.

***

Porucznik Piotr Stuczyński stracił kapitana z oczu podczas uderzenia meteorytów. Gdy z lejów i trafionych budowli zaczęły wyłazić roboty bojowe nie miał wyboru jak przejąć dowodzenie, oraz skoordynować obronę zresztą batalionu.

Walka ciągnęła się godzinami podczas oblegania zajętych wieżowców. Liczebność wroga wzrastała, gdy obca technologia zmieniała uwięzionych cywilów w cybernetycznych niewolników. Nie spostrzegł się, a pastylki uspokajające się skończyły. Nie mógł opuścić pola bitwy, więc zaciskając zęby, aż nie popękało szkliwo zabijał kolejne tłumy rodaków, aż dorwał ostatniego robota.

Pragnął ubić chociaż jednego Nibiryjczyka, ale jedyne co dostał to sunące ku niemu widmo utkane z nierzeczywistego światła. Duch wyglądał jakby z trudem przedzierał się w jego stronę, wyciągał ku niemu ręce, a białe niczym roztopiona stal łzy znaczyły jego policzki. Ten sam blask prześwitywał z szeroko otwartych ust, gdy rozpaczliwie, bezgłośnie poruszał ustami.

Porucznik cofał się, aż widmo nie rozpłynęło się w nicości zabierając cząstkę jego poczytalności.

***

Nad Światem Kluczy ścierały się potężne floty. Obrońcy z całych sił starali się przebić przez blokadę, aby powstrzymać spopielanie swojego rodzimego świata. Widzieć szarpiące się w próżni kosmicznej stalowe lewiatany, to oglądać narodziny legend, albo mitów.

Igor, Brat-służebny Zakonu Ubogich Rycerzy Opatrzności pełniący obowiązki medium wybudził się z krzykiem na pokładzie gwiezdnego pancernika. Stracił połączenie zanim pochwycił umysł żołnierza. Nie zdawał sobie sprawy, że dostał padaczki. Przypięty pasami do leżanki musiał być przytrzymany przez adeptów. Nadprzyrodzony chłód pokrywał wszystko szronem, pomiędzy tańczącymi płatkami śniegu błyskały łuki mistycznych energii.

Są za daleko, pomyślał dziwnie przytomny, chociaż pozbawiony kontroli nad własnym ciałem. Przed wybudzeniem zdołał jedynie dostrzec bitwę kosmiczną, a teraz starał się nadążyć za ruchami brata wstrzykującego środki uspokajające. Zabawne, że te same substancje płynące w żyłach pobratymców ze Świata Kluczy uniemożliwiają nawiązanie połączenia.

Mikstura zadziałała. Poczuł ostry ból naderwanych mięśni, ale i to ustąpiło.

Odrętwienie tylko pomoże w ponownym przybraniu postaci astralnej i przemierzenie Zaświatów w kierunku Teracivita Primus. Manifestacja na planecie była prawie niemożliwa. Wszechobecna śmierć i cierpienie zasnuwało wszystko mgłą, a w niej na obłąkane duchy polowały czarty. Utworzenie stabilnego łącza niemal niewykonalne. Ledno mógł zaszczepić wici w czyimś umyśle, a musiał uciekać przed polującymi diabłami. Zbyt gwałtownie zrywał połączenie, a niekontrolowane prądy astralne zalewały nieszczęśnika surową mocą. Niech Opatrzność chroni, miał nadzieję, że nie wyrządzał nieszczęśnikom trwałych szkód.

Igor nabrał głębokiego wdechu i powoli wypuścił powietrze krzywiąc się od posmaku goryczy. Kiedy ostatnio posilił się inaczej, niż kroplówkami? Nie ważne.

Po raz kolejny użył swoich talentów, wysunął się z własnego ciała zanurzając się w toń astralnego wymiaru. Poczuł jak nadnaturalny chłód pokąsał jego ciało, ale zignorował to. Ku Teracivita Primus zmierzała pomoc i musiał wypełnić swoją misje zwiadowcy i posłańca.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania