Pułka z sufitów

Na pułce z sufitów, leży żonkil krwawy cały od strumieni łez blady. Jakiś śniady.

Niemrawy.

Pokus swych cały gar taszczy za sobą.

Gdy widzi coś nazywa to zmorą.

Opętał go 😈 diabeł. Trwał jak kamienie żucone na szaniec. Gdzie twój różaniec.?

Mówi lebiega. Gdzie start i meta.

Gburze ponury. Od dragów snem zasnuty.

Jesteś hipisem czy stjuardessą? Do diaska, do licha. Ty polepszona pułko z sufitów. Kiedy powiesz mi amen.

Kiedy staniesz się jak i ja draniem. Pokus multum, pełno trwogi. Czym ty jesteś cholera... To pieprzona hermafrodyta. Diabelskie nasienie. To wszystko czart stworzył.

Szczęście? Tu go nie ma.

Cierpienie? Aż kipi.

Czart kpi. Kpi nawet fasola, bo rośnie, bo karmi. Ludzkość to plebs i chołota, motłoch jebany.

Na wyżynach ścian, strop z trocin chyli się i się wali. Prosto na łeb mój. Kurwa o żesz kurwa. Ile jeszcze męki i gehenn... Ile bólu od radości plugawej. Śmiech mój sztuczny tak jak lalki barbie jak laleczki vudu jak laleczka Czaki. Jestem skejtem w garniturze. W urnach krew trzymam i juhę. Koloruje nią pisanki. GDY ŻYCIE MIJA POWABNIE....

Średnia ocena: 2.8  Głosów: 4

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania