Quetsh

Myślałem, że to już nigdy więcej do mnie nie powróci, ale jeśli się rozchodzi o Quetshu, to on zawsze wraca za każdym razem, lecz potężniejszy niż przedtem. Tak szczerze mówiąc w tutejszym miasteczku Unon już odnotowano jak do tej pory dziesięć przypadków śmiertelnych w ciągu pięciu lat. Ktoś mógłby powiedzieć, że to nic w tym nadzwyczajnego, gdyby nie to, że ofiary po ich zastaniu wyglądały, jakby były zwęglone. Także ich zwęglone ciała były owinięte lepką pajęczyną oraz na ścianach pomieszczeń było wydrapane słowo Quetshu. Policja szukała na próżno i nie udało się im rozwiązać, kim lub czym jest Quetshu. Najgorsze jest to, że piątą ofiarą była moja młodsza siostra Reya. Miała ona zaledwie dziesięć lat, gdy Quetshu ją wybrał jako swoją ofiarę. Do tej pory nie mogłem sobie wybaczyć, że nie udało się mi jej uratować. Co noc od jej śmierci ciągle mam ten sam sen. Jest on tak szczegółowy i wyraźny. Byłem nawet u psychologa i opowiadałem ten sen. Za każdym razem słyszałem, że to tylko zwykły sen i nie mam się typ przejmować. Nie dawało mi to spokoju. Zacząłem rysować na kartkach to, co zdążyłem spamiętać podczas snu. Stało się to moją obsesją, ale moi rodzice nawet jakoś się tym nie zamartwiali. Myśleli, że poprzez rysowanie staram się pogodzić ze śmiercią mojej siostry. Nawet gdy ona jeszcze żyła, to nie zdawali sobie sprawy, że niedługo dojdzie do tragedii. Ja akurat wyczuwałem, że jest coś nie tak, ale rodzice mi nie wierzyli. Mówili, że mam za dużą wyobraźnię. Ja jednak uparcie twierdziłem, że nie zmyślam. Pamiętam to tego sobotniego dnia jak jeszcze Reya żyła, to można było usłyszeć delikatne drapanie o panele. Ale to nie był jedyny znak, że Quetshu nadchodzi. Gdy się uważnie rozejrzało to można było zauważyć delikatne strugi pajęczyny. Najwięcej takich pajęczyn pojawiało się w pokoju mojej siostry. Pamiętam, że moja mama prawie przez cały tydzień codziennie sprzątała jej pokój z pajęczyn. Wydawało się mi to z początku dziwne, ale potem zdałem sobie sprawę, że to jest poszlaka. Zawsze kładłem się wtedy późno spać, aby mieć pewność, że mojej siostrze nic nie grozi. Do tej nocy w sobotę, gdy już zasypiałem nagle usłyszałem pisk dobiegający z pokoju siostry. Pobiegłem jak najszybciej i chciałem otworzyć pokój, ale drzwi były zatrzaśnięte. Zaraz przybiegł mój tata, który niedawno co wrócił z pracy i usłyszał także pisk. Próbowaliśmy otworzyć drzwi. Po kilku minutach się udało, ale to, co tam zastaliśmy to aż z początku odebrało nam mowę. Od razu mój tata zadzwonił na policję.

Policja słucham – usłyszałem głos w słuchawce telefonu, którą trzymał mój tata.

Dobry wieczór. Proszę jak najszybciej przyjechać na ulicę Yetra dom numer 15. – powiedział mój Tata Eliot, który wypowiedział to zdenerwowany.

Proszę się uspokoić proszę Pana. – usłyszał Eliot przez słuchawkę telefonu.

Jak mam być spokojny. Gdyby to Pańskie dziecko było zwęglone, to jak by na to Pan zareagował – odpowiedział z podniesionym głosem Eliot.

Zwęglone? A czy w pokoju jest kominek? – zabrzmiało pytanie zadane przez słuchawkę telefonu.

Nie ma kominka. – odpowiedział Eliot.

Za pięć minut przyjedziemy. Proszę na nas poczekać – usłyszał to mój tata przez telefon.

Gdy mój tata skończył rozmowę przez telefon, to od razu poszedł do pokoju po broń. Widziałem, jak był wściekły. Zapewne myślał, że morderca nadal w naszym domu jest i w ten sposób pomści śmierć mojej siostry. Przez swoje roztrzęsienie obudził moją mamę i jak ona dowiedziała się o śmierci Reyi, to popadła w histerię. Przyszedłem ją wtedy pocieszyć, chociaż nie mogłem wydusić z siebie ani jednego słowa. Towarzyszyło mi wtedy ogromne poczucie winy, że nie zdążyłem jej uratować. Gdy policja przyjechała to obejrzeli cały pokój mojej siostry. Cały pokój był w lepkiej pajęczynie. Także zwęglone ciało mojej młodszej siostry było owinięte w lepką pajęczynę. Na jednej ze ścian pokoju było wydrapane słowo Quetshu. To wtedy dowiedziałem się wraz z rodzicami, że to nie jest pierwszy taki przypadek. Moja siostra była piątą ofiarą. Od razu strach mnie przeszedł na samą myśl, że to może być seryjny morderca. Nie potrafiłem jednak zrozumieć, dlaczego akurat moja siostra musiała zginąć. Przecież Reya zawsze była pogodną osobą o blond włosach do pasa. Moja siostra nigdy nie sprawiała problemów. Była uznawana na taki radosny promyczek. Zawsze chodziła uśmiechnięta i była wesoła. Szczerze mówiąc brakuje mi jej uśmiechu. Jej uśmiech był taki zaraźliwy. Miała w sobie to coś, co sprawiało, że na jej widok każdy się uśmiechał. To była Reya moja siostra, której już nie ma. To było dla mnie i moich rodziców ciosem wyprawiać pogrzeb dla mojej zmarłej siostry. Przykry ten moment, gdy nawet nie możesz otworzyć trumny, gdyż ta delikatna twarz, jak i całe ciało było zwęglone. Od tego czasu zacząłem miewać codzienne ten sam sen. Śniło się mi, że znalazłem się w mrocznym lesie. Ten las był pełny drzew iglastych.

Gdzieniegdzie było pełno krzaków. Dookoła czasem unosiła się mgła, gdy tak szedłem przed siebie. Im bardziej szedłem dalej tym coraz bardziej widziałem w, tym mrocznym lesie czerwoną poświatę światła. Bez namysłu chciałem zobaczyć co tam jest. Biegłem przed siebie. Ten sen powtarzał się mi codziennie. Gdy budziłem się to sięgałem po kredki i rysowałem. Starałem sobie przypomnieć, co było we śnie. Wieczorami zawsze nasłuchiwałem, czy znowu usłyszę ponownie te delikatne drapanie o panele. Ale nie słyszałem i byłem tym zawiedziony. Do czasu, gdy pięć miesięcy później w gazecie porannej pojawił się kolejny artykuł o tajemniczej śmierci Pana Bena. Jego ciało także zostało znalezione zwęglone oraz owinięte w lepką pajęczynę. A artykule także wspomnieli o tym, że w salonie przy fotelu znaleziono wyryte słowo Quetshu. Od razu wiedziałem, że to szósta ofiara. Tego dnia mój sen znów ciągle mnie prześladował, ale tym razem pojawiły się wystające konary i lekko słyszalne szepty. Jednak nie potrafiłem sobie przypomnieć, co było tam mówione. Nie dawało mi to spokoju. Musiało być jakieś logiczne wytłumaczenie, że Quetshu kimkolwiek jest prędzej czy później zostanie złapany. Ale to moje optymistyczne podejście nie potrwało zbyt długo. Pięć właśnie mija od pierwszej ofiary Quetshu. Trzy lata od śmierci mojej młodszej siostry. Tydzień temu była dziesiąta ofiara. To była Pani Fabiana, która pracowała jako ochrona w Ratuszu w naszym miasteczku Unon. Także jej ciało, zostało znalezione zwęglone przez ranną zmianę. Wszyscy już myśleli, że to się zakończy, ale Policja była bezradna. Mnie, tymczasem znów nocą przyśnił się kolejny sen. Te szepty to były głosy wszystkich ofiar. Najbardziej szedłem za szeptem mojej zmarłej siostry. Ten szept stawał się coraz to wyraźniejszy i głośniejszy. Słyszałem tylko uciekaj oraz nie podchodź. Wiedziałem, że jestem coraz bliżej. Ale im dalej byłem w tym śnie, tym bardziej za każdym razem budziłem się przerażony. Ten sen to nie był już sen. On stawał się jakimś koszmarem, a co gorsze ten koszmar nie zamierzał się skończyć. Idąc tak przed siebie nagle dostrzegałem zza drzew zerkające ciemne postury ludzkie, które ukradkiem spoglądały na mnie swoimi białymi oczami. Było to przerażające, a każdy dźwięk wydawał się taki prawdziwy. Każdy szelest i karzy krok… Odnosiłem wrażenie, jakbym nie był tam sam… Im dalej, tym bardziej byłem bliżej czerwonej poświaty światła. Im dalej to wydawało się mi, że może to kiedyś się skończy. Ale ten sen co coś powtarzał się od momentu przed przebudzeniem. Ostatnio dotarłem we śnie do zniszczonej wioski. To był straszny widok. Wszędzie zrujnowane domy i dookoła paląca się okolica, a to wszystko tym dziwnym mrocznym lesie. Słyszałem dużo cierpiących głosów oraz zauważyłem dziwną przyczajoną w oddali kreaturę. Bałem się iść, ale nie miałem wyboru. Głos mojej siostry był już bardzo wyraźny. Wiedziałem, że ją spotkam. Tak idąc nagle, aż poczułem, jakby ziemia się trzęsła pode mną. To tak, jakby coś było w pobliżu. Jednak nie wróżyło to nic dobrego. Idąc tak tym mrocznym lasem zauważyłem trumnę na poboczu krętej ścieżki w lesie. Aż pamiętam, że zawahałem się w tym momencie, aby pójść dalej. Tak spoglądałem na tę trumnę i jednak ostrożnie podszedłem. Znów ziemia się zatrzęsła. Coś znowu było w pobliżu. Tym razem widziałem, jak to coś szybko przemieściło się blisko mnie, lecz nie zdążyłem się przyjrzeć dokładniej. Najdziwniejsze było to, że głosy mojej siostry zaczęły milknąć. Nie rozumiałem dlaczego. Ostatnie słowa, jakie usłyszałem to „powstrzymaj go proszę”. Podszedłem bliżej i zauważyłem, że ta trumna na poboczu to ta sama trumna, jaką moi rodzice wybrali, aby pochować moją siostrę Reye. Ta trumna nagle zaczęła unosić się kilka centymetrów nad ziemią. A gdy spojrzałem na drogę zobaczyłem ciemną posturę małej dziewczynki. Była ona wzrostu mojej siostry. Wiedziałem, że to ona, ale gdy zrobiłem krok, to nagle wyłonił się on Quetshu. Nie wiedziałem, co teraz mam zrobić, ale to był potwór. Coś gigantycznego o wielu nogach pajęczych, ale to coś nie przypominało pająka. Nie potrafię go opisać słowami, lecz czy uda się mi go powstrzymać, zanim będzie za późno?

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (1)

  • Domenico Perché tydzień temu
    Pomysł fajny.

    Po lekkiej redakcji wyszedłby a'la Lovecraft

    5

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania