Rachunek proszę!

Idąc przez park słyszę szepty gwiazd, zapomnianą

melodię: łkanie skrzypka i zdyszany oddech

antylopy. Pamięć to przekleństwo.

 

Mijają mnie spóźnieni przechodnie, nieufne

spojrzenia mają moc sztyletu. Oni cierpią.

 

Zaczyna padać. Rozmazany neon zaprasza do baru.

Spocona barmanka wita uśmiechem, dla niej jestem

nikim, zamawiam szklaneczkę whisky i omiatam salę,

bo moje przeznaczenie chowa się w tłumie.

 

Napisałem już tyle słów: błahych i dumnych,

niektórych nie pamiętam. Poznałem smak bólu

ale i rozkoszy palący ogień. Moje lekcje pokory

trwają dalej –

chwile upodlenia nie zabliźnią się nigdy.

Następne częściRachunek bez cienia

Średnia ocena: 4.5  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (2)

  • laura123 24.08.2021
    Dla mnie wiersz zaczyna się od "Zaczyna padać...", wyżej bez znaczenia.
  • befana_di_campi 25.08.2021
    Dobry wiersz. Daję 5 :)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania