Rachunek proszę!
Idąc przez park słyszę szepty gwiazd, zapomnianą
melodię: łkanie skrzypka i zdyszany oddech
antylopy. Pamięć to przekleństwo.
Mijają mnie spóźnieni przechodnie, nieufne
spojrzenia mają moc sztyletu. Oni cierpią.
Zaczyna padać. Rozmazany neon zaprasza do baru.
Spocona barmanka wita uśmiechem, dla niej jestem
nikim, zamawiam szklaneczkę whisky i omiatam salę,
bo moje przeznaczenie chowa się w tłumie.
Napisałem już tyle słów: błahych i dumnych,
niektórych nie pamiętam. Poznałem smak bólu
ale i rozkoszy palący ogień. Moje lekcje pokory
trwają dalej –
chwile upodlenia nie zabliźnią się nigdy.
Komentarze (2)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania